23. Siostra innej krwi

9 4 0
                                        

- Ta kobieta jest popierdolona! - powiedziałam, nieco głośniej niż powinnam, kiedy tylko wyszłam z sali językowej.

  Parę przechodzących obok mnie osób obrzuciło mnie ukradkowym lub też mniej ukradkowym spojrzeniem, ale w tamtej chwili nie mogło mnie to mniej obchodzić.

  Kylie momentalnie mi przytaknęła, choć w kąciku jej ust tlił się mały uśmiech, zupełnie nie pasujący do sytuacji.

- Wiem, Mika. Ale nie możesz jej winić, nie masz do niej ani grama szacunku. - zauważyła, zresztą słusznie blondynka. Prychnęłam na jej słowa, przewracając oczami.

  Oczywiście, że miała rację, ale ja również. W końcu byłam zdania, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć, a profesor Hoven zdecydowanie robiła wszystko, aby mojego szacunku nie zyskać.
Zresztą, z wzajemnością.

- I mam ku temu dobre powody, na początku starałam się być miła. - rzuciłam, przeczesując palcami włosy.

  Zdecydowanie powinnam pamiętać o tych końcówkach, w najdłuższym miejscu czarne pasma sięgały mi aż po tyłek, a to było już naprawdę uciążliwe.

- Nie wątpię. - odpowiedziała Kylie, a następnie znów wróciła do swoich myśli.

  Przez ostatnie dni próbowałam jakoś do niej dotrzeć, ale zawsze zręcznie omijała temat. Bolało mnie to, że tak się ode mnie odsunęła, jednak nic nie mogłam ja to poradzić. W końcu to ja odsunęłam się jako pierwsza.

  Kiedy szłyśmy do jej samochodu zastanawiałam się, jak jeszcze mogłabym wyciągnąć od niej choć najmniejszą informację, w międzyczasie pochłaniając wzrokiem jej zamyślony profil.

  Boże, miałam anioła za przyjaciółkę. Choć obie przyciągałyśmy mnóstwo spojrzeń, to właśnie Kylie miała w sobie tą energię, do której lgnęli ludzie.

  Była chodzącym ideałem, nawet w takich momentach jak tamten, kiedy byłam w zupełnie innym świecie. Czasami miałam wrażenie, że jej włosy mają wręcz złotą poświatę, a jej oczy naturalnie błyszczą jak para bursztynów.

  Poczułam silne ukłucie w sercu, gdy tak jej się przyglądałam. Chciałam, aby znów była blisko.

- 'Lie, masz dzisiaj czas? Może skoczymy na kawę? - zaproponowałam, wsiadając do Chevroleta.

  W pierwszej chwili nie byłam pewna, czy w ogóle usłyszała o co ją zapytałam, ale ocknęła się i wzruszyła ramionami. Łudziłam się, że może tym nie będzie próbowała w żaden sposób się wykręcić.

- Powinnam dziś pomóc mamie w sprzątaniu. Ciocia Helen ma wpaść z wizytą jutro z samego rana, więc... - zaczęła blondynka, jednak nie chciałam tego słuchać.

  Już zbyt długo udawałam, że wierzę w każdą jej wymówkę, podczas, gdy ona ewidentnie nie chciała mnie widzieć. Ale nie zamierzałam odpuszczać, nie tam razem.

  Znałam Kylie od przedszkola i nadal chciałam, aby była obecna w moim życiu. I choć myśl o jej odejściu sama w sobie była bolesna, to przede wszystkim nie mogłam do tego dopuścić bez jakichkolwiek wyjaśnień.

  A w głębi duszy bałam się, że właśnie do tego to wszystko zmierza. Bałam się, że nieodwracalnie zepsułam naszą relację i dlatego właśnie postanowiła, że najłatwiej będzie po cichu się ode mnie odsuwać.

  Nie chciałam jej na to pozwolić, nawet jeśli to było strasznie egoistyczne z mojej strony. W końcu to ja byłam winna.

- Nie. Błagam Kylie, porozmawiajmy. Mam dość tego, że mnie unikasz. Bądź ze mną szczera, a ja zapewnię ci to samo. - powiedziałam w końcu, upewniając się, że poczucie winy jakie mnie ogarnęło jest absolutnie niewidoczne. Zamiast tego skupiłam się na tym, aby nie pozostawić blondynce wyboru.

Hard HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz