5. Zaledwie siedem minut

18 4 0
                                        

Zamknęłam za sobą drzwi z głośnym westchnieniem. Było gdzieś koło czwartej nad ranem, więc w domu panowała cisza.

Impreza była naprawdę udana, zważając na to, że po tym jak z Alec'iem wróciliśmy do reszty zostałam poczęstowana jeszcze jednym kieliszkiem wódki, ale kiedy tylko przekroczyłam próg, zmęczenie uderzyło we mnie nagle i bezlitośnie.

Dlatego też ociężale zaczęłam zdejmować buty, nie bojąc się że obudzę Hannah. W końcu ona została w domu Larissy razem z jej siostrą, tak jak ustaliłyśmy. Nie chciałam, żeby dziewczyna musiała siedzieć do późna u mnie, więc miałam odebrać młodą jutro przed pracą.

Kiedy już uporałam się z butami, chciałam skierować się na górę i bezceremonialnie spać do południa, ale coś przykuło moją uwagę. I tym czymś, była męska marynarka zarzucona na krzesło w kuchni. Musiałam być bardzo pijana.

A raczej w tamtym momencie chciałam być bardzo pijana, aby takie zwidy były możliwe, lecz na przekór, wytrzeźwiałam w parę sekund. Powoli obrzuciłam wzrokiem pomieszczenie, czując jak po plecach spływa mi zimy pot. To nie może być prawda.

- Zdecydowanie wdałaś się w matkę. - usłyszałam niski głos, który sprawił, że zachciało mi się wyć. To była prawda. On wrócił.
- Pewnie też kurwiłaś się na prawo i lewo jak ona. - wycedził, kiedy mu nie odpowiedziałam.

Raz po raz powtarzałam sobie, że to tylko koszmar i zaraz się obudzę. Przecież miał wrócić dopiero na wakacje, mieliśmy się minąć, wszystko było zaplanowane.

A jednak oto stał przede mną wysoki mężczyzna po czterdziestce, któremu siwizna przebijała bardzo widocznie przez czarne, zmierzwione włosy.

- Hej tato, ciebie też miło widzieć. - powiedziałam, nie szczędząc sobie sarkazmu.

Byłam zmęczona i zszokowana, ale to nie znaczyło, że zamierzałam się ugiąć przed tym człowiekiem, nie mogłam sobie pozwolić na okazanie strachu, mimo że ten niemal mnie paraliżował.

Cierpliwie pozwoliłam mu mierzyć się pogardliwym spojrzeniem, tak jak zwykle widząc w jego ciemnych oczach nienawiść. Upewniałam się zawsze, że w moich widział to samo.

- Widzę, że trochę ci się przytyło od ostatniego razu, mogłabyś chociaż o siebie dbać skoro jesteś bezużyteczna. A no i wszystkiego najlepszego, córeczko. - prychnął z uśmiechem, wypowiadając ostatnie słowo jak najgorszą obelgę.

Wiedziałam, że tak właśnie Joseph Grant zakańcza swoje konwersacje, dlatego też uśmiechnęłam się delikatnie i wspięłam się wreszcie po schodach.

Odczuwałam jeszcze większe zmęczenie gdy przekroczyłam próg swojego pokoju, tak jakby ta rozmowa wyssała ze mnie resztki jakiejkolwiek energii. Jak zwykle sprawił, że poczułam się bezwartościowa przez sam fakt, że istnieję.

Rzuciłam torebkę na łóżko i powoli, jak w amoku, ściągałam z siebie ubrania, pozostawiając je gdzieś w drodze do łazienki.

Moja łazienka nie była tak ponura jak ta na dole, parę minimalistycznych lampek wisiało wokół lustra, a płytki miały zdecydowanie jaśniejszy kolor, lecz teraz zamiast podnieść mnie na duchu, raziło mnie to w oczy.

Wzięłam dwa ręczniki i położyłam je na ziemi, a następnie zamknęłam kabinę prysznicową. Westchnęłam głęboko, zanim przekręciłam korek najbardziej jak tylko mogłam w lewo.

Strumienie wody praktycznie od razu zaczęły parować, tak samo jak moje ciało z którym się spotkały. Czułam ogromny ból. Woda mnie parzyła, ale to pozwalało mi uspokoić myśli.

Hard HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz