Zanim się obejrzałam nadszedł poniedziałek. Alec wciąż nie odezwał się ani słowem, co wręcz zabijało mnie od środka.
Dni milczenia coraz bardziej mi się dłużyły. Napisałam mu nawet parę wiadomości, ale na żadną nie odpisał. Nienawidziłam być ignorowana.
Cieszyła mnie jednak wizja naszej dzisiejszej konfrontacji, chociaż zaczęłam wątpić czy w ogóle zamierzał się tam pojawić.
Byłam na niego tak cholernie zła, że tak po prostu zniknął i nie dawał żadnego znaku życia. Oczywiście wiedziałam, że nic mu nie jest, ponieważ wypytałam o to Jaden'a, ale to chyba tylko pogarszało sytuację bruneta.
W końcu skoro był cały i zdrowy, to dlaczego nie był w stanie poświęcić dwudziestu sekund swojego jakże cennego czasu, żeby mi odpisać?
- Mika, błagam, nie patrz się tak na mnie. To już trzeci raz dzisiaj. - rzuciła prosząco Kylie, gdy jechałyśmy w stronę centrum handlowego.
Zabrałyśmy się we trójkę Chevroletem blondynki, ponieważ i tak to ona robiła nam dziś za szofera do szkoły. Larissa miała czekać już na miejscu z Dylan'em, a chłopcy i Tessa mieli się jakoś podzielić.
- Lie ma rację, wszystkich piorunujesz tym spojrzeniem od samego rana. Dobrze się czujesz? - zapytała Willow, odwracając się do mnie z siedzenia pasażera. Chyba tylko cudem zmusiłam kąciki moich ust do uniesienia się w delikatnym uśmiechu.
- Wszystko gra. Gorszy dzień i tyle. - rzuciłam, wzruszając ramionami jakbym rozmawiała o pogodzie. W sumie tak było.
Niepotrzebnie przejmowałam się tą całą sprawą z Cartis'em. Byłam pieprzoną Miką Grant, a ja nigdy nie przejmowałam się facetami, właśnie za to ludzie mnie kochali.
I tak miało zostać za wszelką cenę, nawet jeśli Alec znaczył dla mnie znacznie więcej niż pierwszy lepszy facet. Ale skoro tak to miało wyglądać, nie zamierzałam zmuszać go do relacji ze mną. A tym samym musiałam dbać o siebie.
- Jesteś pewna, że nie ma to nic wspólnego z pewnym zielonookim brunetem? - spytała Kylie, unosząc wyzywająco brew, gdy spoglądała na mnie w lusterku.
Upewniłam się, że widziała mój środkowy palec zanim wróciła spojrzeniem na drogę. Założyłam nogę na nogę, przez co szerokie jeansy nieco mocniej opięły moje uda.
- Tak, jestem pewna. Ten zielonooki brunet ani trochę mnie nie interesuje, ale za to jest coś, co powinno ciebie interesować. - powiedziałam niemal natychmiastowo, starając się nie brzmieć zbyt szorstko, chociaż bardzo miałam ochotę pokazać jak bardzo nie leży mi ten temat.
Blondynka znów skupiła się na mnie, obserwując mnie z zaciekawieniem w lusterku. Z kolei Willow modliła się w duchu, aby nie wyszła z tego jakaś większą sprzeczka. Ciężko było jej się dziwić, byłam jak tykająca bomba.
- No dawaj Misia, zaskocz mnie. - Lie doskonale wiedziała, jak bardzo nienawidziłam, gdy ktoś mnie tak nazywał podczas kłótni, widziałam ten uśmiech. Miałam ochotę udusić ją pasem bezpieczeństwa.
- Czubek twojego nosa. - rzuciłam, odpowiadając jej tym samym wrednym uśmieszkiem.
Brunetka siedząca koło niej rzuciła mi karcące spojrzenie, na co uniosłam ręce w obronnym geście.
- Przecież nie powiedziałam nic złego. Podkład ci się ściął, chciałam tylko być dobrą przyjaciółką. - dodałam po chwili, trzymając sarkazm na wodzy.
Will miała rację, kłótnia była teraz zbędna, a ja nie mogłam tak po prostu wyzywać się na bliskich. I to jeszcze przez faceta. Nie upadłam aż tak nisko.
CZYTASZ
Hard Happiness
RomansaNie miałam pojęcia czym jest szczęście przez bardzo długi czas, jednak instynktownie za nim goniłam. Próbowałam je znaleźć tak wiele razy, bezskutecznie. Myślałam, że w końcu to ono odnalazło mnie, lecz jeszcze wtedy nie wiedziałam jak bardzo się...
