24. Tylko przyjaciele

0 0 0
                                        

  Piątek. Upragniony początek weekendu dla praktycznie wszystkich ludzi. Ja również czasami się do nich zaliczałam, jednak nie w ten piątek.

  Od kiedy tylko Kylie odwiozła mnie po wczorajszym wypadzie, byłam w absolutnej rozsypce. Naturalnie dopóki Hannah była w pobliżu nie dawałam po sobie znać, że coś jest nie tak.

  Spędziłyśmy miło wieczór przy jakimś filmie, który akurat leciał w telewizji, zrobiłyśmy sobie nawzajem warkocze i nałożyłyśmy maseczki. Zrelaksowałam się dzięki temu choć trochę, a emocje zdążyły nieco opaść, jednak nie na długo.

  Gdy tylko moja siostra zdecydowała się położyć, zaszyłam się w łazience. Nie chciałam jej budzić dźwiękiem prysznica, dlatego spędziłam dobre parę godzin w wannie na dole, tępo wpatrując się w ciemno szare kafelki.

  Wrząca woda zdążyła zmienić się w lodowatą, a ja nawet nie zauważyłam kiedy zaczęła mieszać się z moimi łzami.

  Nie pamiętałam, kiedy ostatnio płakałam tyle, ile tamtego dnia. Później zasnęłam na kanapie w salonie, odpuszczając chociażby próbę wejścia na piętro. Byłam zbyt wykończona.

  A teraz siedziałam przy swojej toaletce, podczas gdy Kylie próbowała ukryć makijażem mocne cienie pod oczami odznaczające się na mojej twarzy.

  Zaprosiłam również Willow i Larissę, żebyśmy mogły razem przygotować się na imprezę, tak jak to robiłyśmy zazwyczaj, jednak obie były zajęte.

  To znaczy, Larissa była zajęta, Will podobno siedziała u Tessy. Ostatnio były ze sobą bardzo blisko, przez co widywałyśmy się tylko w szkole.

  Ale nie miałam z tym problemu, Tessa faktycznie była osobą, z którą chciało się spędzać czas. No, a poza tym tylko Kylie widziała mnie w tak opłakanym stanie i było mi to na rękę.

- Popatrz do góry. Jak nałożymy jeszcze jedną warstwę, powinno być w porządku. - powiedziała blondynka, przykładając różową gąbeczkę do mojej twarzy.

  Posłusznie badałam wzrokiem sufit, podczas gdy 'Lie dokładnie rozprowadzała korektor pod moimi powiekami. Byłam strasznie wdzięczna za jej obecność.

  Nie musiałam się już w żaden sposób tłumaczyć. Ona po prostu wiedziała, że nie chciałam o tym rozmawiać i bez problemu to akceptowała. Starałam się jej tego nie utrudniać. To znaczy, nie robiłam niczego co mogłoby jej zepsuć imprezowy humor.

- Gotowe. Zrobisz sobie kreski, prawda? - zapytała, kiedy już skończyła maltretować moją twarz gąbką.

  Kiwnęłam szybko z delikatnym uśmiechem na ustach. Zdecydowanie zrobione rzęsy ułatwiały mi życie, zwłaszcza, że moje naturalne były naprawdę irytujące i nie lubiły współpracować. Chociaż może niedługo przydałoby mi się je uzupełnić.

- Tak, jakbyś jeszcze mogła mi poszukać kosmetyczki z rzeczami do ust. - powiedziałam, zaczynając walkę z eyelinerem.

  Blondynka od razu wiedziała, gdzie szukać, więc miałam już wszystko czego potrzebowałam zanim zdążyłam narysować równe kreski.

  Usta z kolei jak zwykle zrobiłam lekko ciemne, ale matowe, tak aby ładnie akcentowały moją opaleniznę. Chociaż nie miało to zbyt dużo sensu, zamierzałam przetańczyć większość nocy.

  Przygryzłam wnętrze policzka, gdy zakładałam czarne szpilki, pasujące idealnie do zwyczajnej czarnej miniówki bez ramiączek. Poranione stopy wciąż raz na jakiś czas dawały o sobie znać, ale dzisiaj nie zamierzałam się tym przejmować.

  Wierzyłam, że impreza była właśnie tym czego potrzebowałam, aby zagłuszyć cały ten syf, który dział się w mojej głowie. Co prawda Alec koniec końców nie dał rady po mnie przyjechać tak jak obiecał, ale stwierdziłam, że może tak będzie lepiej.

Hard HappinessOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz