Pov Tiny
Drzwi zamknęły się za nią z delikatnym kliknięciem, ale ten dźwięk brzmiał w moich uszach jak detonacja. Przez chwilę siedziałam nieruchomo, wpatrzona w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała Leyla. Jej zapach wciąż unosił się w powietrzu - jak ciepło po dotyku, który znika zbyt szybko.
- Świetnie mówiła. - rzuciła obojętnie druga egzaminatorka, zbierając papiery. - Spójnie, dojrzale. Myślę, że zasłużyła na wysoki procent.
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się krótko - tym wyuczonym uśmiechem, którym zasłaniałam wszystko, co naprawdę czułam.
- Idę do toalety, a później do automatu po coś do jedzenia. Chcesz coś? - spytała mnie, lecz jedyne co zdołałam, to pokręcić głową przecząco. Nie widząc mojego zaangażowania w rozmowę postanowiła szybkim krokiem opuścić salę.
Kiedy zostałam sama, opadłam na krzesło i dopiero wtedy poczułam, jak bardzo drżą mi ręce.
Cisza była jak uderzenie. Wszystko, co tłumiłam przez od tygodni - każdy dzień milczenia, każdą noc z pustym miejscem obok mnie, każdą wiadomość, której nie odważyłam się napisać - to wszystko nagle wylało się ze mnie jak fala, której nie potrafiłam już powstrzymać.
Oparłam łokcie o stół i schowałam twarz w dłoniach. Przez kilka sekund po prostu siedziałam bez ruchu, z czołem przyciśniętym do palców. Ale potem przyszedł moment, którego bałam się najbardziej. Poczułam, jak jedna łza spływa po moim policzku. A za nią kolejna. I jeszcze jedna.
- Cholera.. - szepnęłam przez zaciśnięte zęby.
Nie chciałam płakać. Nie tu. Nie teraz. Ale nie umiałam już tego zatrzymać.
Leyla.. Jej głos. Jej oczy. Jej spojrzenie, kiedy mówiła o miłości. Nie do komisji. Do mnie. Każde słowo wbijało się we mnie jak gwóźdź.
„Powinniśmy zawsze wybierać miłość zanim stanie się za późno."
Ona to zrobiła. Wybrała. Miała odwagę. Wtedy gdy pocałowałam ją na studniówce zamiast uciec - została. I mimo, że było to dla niej potwornie trudne, to postanowiła wziąć na siebie cały ciężar tej relacji i kochać mnie bez względu na wszystko. Wiedziała, że będziemy musiały się kryć, wiedziała, że nie mamy prawa być razem, ale mimo to została. Została i to z pięknym wierszem na ustach:
- Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy. - powtórzyłam szeptem przypominając sobie jak brunetka recytuje to przede mną w piękną studniówkową noc.
Przez moment wydawało mi się, że znów słyszę jej głos. Przypomniałam sobie jak jej piękne niebieskie oczy błyszczały jaśniej niż księżyc. Iskra, która w nich była, rozpalała mnie do czerwoności. I co z tym zrobiłam? Zostawiłam ją. Po prostu - zostawiłam. Wróciłam do życia, którego nawet nie chciałam, bo łatwiej było być bezpieczną niż prawdziwą. Udawałam, że mogę o niej zapomnieć. Że to wszystko się nie wydarzyło. Że to była pomyłka, chwila słabości, coś, co można wymazać – jak sen, który kończy się, zanim człowiek go na dobre zapamięta. Ale teraz wiedziałam, że to się nie uda. Każde jej słowo rozrywało moje serce. Ona mnie kochała. I ja ją kochałam. Tylko że... już nie mogłam sięgnąć po to uczucie bez porzucenia wszystkiego, co budowałam przez całe życie.
Zacisnęłam dłonie w pięści. Oparłam się na nich. Wpatrywałam się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała.
- Przepraszam cię, Leyla - wyszeptałam do pustki. - To wszystko moja wina
I chociaż całe ciało rwało się, żeby pobiec za nią, zatrzymać ją, złapać za rękę i powiedzieć „Nie odchodź, proszę", to.. Zostałam. Tak jak zawsze. Zostałam zamrożona w swoim strachu, bo nadal nie wiedziałam, jak być odważna. Odwaga to przecież nie tylko wyjście z szafy. To rozpad. A ja całe życie budowałam siebie na lęku i przyzwoitości - i nie potrafiłam już tego zburzyć. Musiałam więc w tym zostać. Po chwili wytarłam łzy i znów udawałam, że nic się nie stało i że moje życie jest dokładnie takie, jakie sobie wymarzyłam.
CZYTASZ
Farewell
Romance- Ty się nie zastanawiasz kogo ty kochasz.. Oj nie. Tutaj chodzi o ochronę. - Co?! Jaką znowu ochronę do cholery?! O co ci chodzi?! - krzyknęła wyraźnie zdenerwowana. - O pieniądze! On ma dużo pieniędzy! Dlatego go wciąż przy sobie trzymasz! - wyb...
