- Dobra Leyla skup się. Czarne długopisy są, dowód osobisty jest, butelka wody jest. Dasz radę. Rozwalisz ten arkusz i zdasz na 100%. - mówiłam do siebie patrząc w lustro tuż przed samym wyjściem. Ubrana w elegancki granatowy damski garnitur zeszłam na dół uważając by uprzednio nie skręcić sobie nogi w nowych obcasach. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam je na nogach, więc chodzenie w nich sprawiało mi niebywałą trudność.
W drodze do szkoły znów myślałam o Tinie. Byłam wspomnieniami przy naszych wspólnych, romantycznych chwilach. Myślałam o naszym cudownym, studniówkowym pocałunku i o wspólnej hotelowej nocy w łóżku, gdy mówiła mi, że chciałaby wziąć ze mną ślub.. Ilekroć odtwarzałam te momenty powracało do mnie szczęście i uśmiech sam malował mi się na twarzy. To myślenie stało się dla mnie pewnego rodzaju pułapką - z jednej strony wspomnienia trzymały mnie przy życiu, a z drugiej.. Nie mogłam przez to ruszyć naprzód. Mimo wszystko wiedziałam, że dopóki ostatni raz nie przekroczę progu mojej szkoły, to nadal będę o niej myśleć. Ba! Nawet samo słowo "szkoła" czy "moje liceum" od razu przywoływało jej osobę w mojej głowie, a co dopiero sam budynek..
Finalnie dotarłam około pół godziny przed czasem. Kategorycznie nie chciałam się spóźnić tego dnia, więc wolałam być znacznie przed czasem i przy okazji posilić się zakupioną w okolicznej piekarni drożdżówką. Dzień był niebywale piękny - słońce świeciło co raz mocniej, a na zewnątrz utrzymywało się przyjemne dwadzieścia jeden stopni. Postanowiłam, że usiądę sobie na ławce przed szkołą i w spokoju poczekam na moje przyjaciółki.
Po raz kolejny próbowałam to wszystko poukładać w swojej głowie. Najpierw namiętna miłość, zaangażowanie i uwaga, a później zdystansowanie i chłód, którego nie potrafiłam w żaden sposób wytłumaczyć. Próbowałam zrozumieć w którym momencie zrobiłam coś nie tak, że postanowiła się wycofać z naszej relacji i uznałam, że być może to niechlubne wycieczkowe wydarzenia popchnęły ją w stronę takiej decyzji. Ale one nie były moją winą. Każdy związek prędzej czy później wyjdzie na jaw. Nie można całe życie uciekać przed innymi i chować się w cieniu ze swoją orientacją. Trzeba wyjść i żyć tak jak podpowiada serce.
Z zamyślań po raz kolejny wyrwała mnie moja przyjaciółka Alice, która dumnym sprężystym krokiem szła w moją stronę. Byłam zdumiona jak po tak trudnych doświadczeniach potrafiła wciąż znaleźć w sobie jakąkolwiek siłę na uśmiech. Dla mnie było to nie do pomyślenia.
- Szalom. - usłyszałam znajomy głos Alice, który wyrwał mnie z rozmyślań.
- Szalom? - parsknęłam śmiechem na myśl o tym, że moja przyjaciółka ni z gruszki ni z pietruszki wyskoczyła do mnie z Żydowskim powitaniem.
- A no. Szalom. - powtórzyła, po czym postanowiła koło mnie usiąść.
- Szalom. - odparłam po chwili.
- Jak tam nastroje przed maturą?
- Mierne. Staram się nie przejmować zanadto, ale myśl o tym, że ten egzamin może zaważyć na reszcie mojego życia..
- Aj bzdury opowiadasz. - przerwała mi momentalnie. - Jakiej reszcie twojego życia? Kto w ogóle teraz zwraca uwagę na oceny z matury? Liczy się tylko to czy zdasz.
- No halo, a uczelnia? Przecież muszą mieć jakieś kryteria.
- No nie muszą, bo obecnie jest taki niż demograficzny, że wręcz biją się o każdego studenta. - nagle zmrużyła oczy. - O rany.. Co to za ciastek?
- Kto? - spytałam po czym spostrzegłam, że moja przyjaciółka przygląda się znajomemu mi brunetowi. - Brandon? - zmarszczyłam brwi.
- Brandon? Nie widziałam go tutaj wcześniej.
CZYTASZ
Farewell
Romance- Ty się nie zastanawiasz kogo ty kochasz.. Oj nie. Tutaj chodzi o ochronę. - Co?! Jaką znowu ochronę do cholery?! O co ci chodzi?! - krzyknęła wyraźnie zdenerwowana. - O pieniądze! On ma dużo pieniędzy! Dlatego go wciąż przy sobie trzymasz! - wyb...
