[Sceny 18+]
Oparłam się na dłoni próbując napisać jakiekolwiek słowa w wypracowaniu z angielskiego, które zadała nam Tina, ale na próżno. Była już druga w nocy, a ja miałam serdecznie dość myślenia o czymkolwiek. Po powrocie ze szkoły marzyłam tylko o tym żeby się położyć, ale miałam tyle zadań do wykonania, że nie mogłam sobie na to pozwolić. Do tego koniec roku szkolnego zbliżał się wielkimi krokami, a wraz z nim moje przeklęte dziewiętnaste urodziny, których za żadne skarby świata nie chciałam obchodzić. Powoli zaczęłam już przysypiać, gdy nagle zobaczyłam, że mój telefon wibruje, a na nim komunikat:
"Tina dzwoni".
Po raz kolejny odrzuciłam połączenie i bez większego zastanowienia runęłam na łóżko i zasnęłam w ubraniu. Obudziłam się dopiero o dziewiątej, czyli o jakieś 2 godziny za późno. Nie było nawet sensu zwlekać się z łóżka, więc poszłam spać dalej, olewając dzień w szkole. Pozwoliłam żeby dziewczyny biły się między sobą, choć tak właściwie to tylko Sam i Beth miały między sobą jakiś problem. Ja uznałam, że nie ma sensu się spierać na temat Thomasa, skoro koniec końców wszystko skończyło się dobrze. Z tego co słyszałam to nie trafił do szpitala psychiatrycznego, a nawet odwiedził Debbie w jej tymczasowym mieszkaniu. Pochwalił mi się także, że zmienia szkołę, a jego "koledzy", którzy uwiecznili jego stosunek na nagraniu srogo za to odpowiedzą.
- Halo? - odebrałam telefon koło jedenastej nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- Leyla..? Jeju.. Ale mi napędziłaś stracha. Dlaczego ciągle ode mnie nie odbierasz? I dlaczego nie ma cię dziś w szkole? - jej głos natychmiast mnie rozbudził. Cholera, miałam z nią więcej nie rozmawiać.
- Przepraszam, to pomyłka. - zdążyłam wymyślić na szybko i się rozłączyć.
Boże jakie to było głupie..
***
Do szkoły poszłam dopiero następnego dnia i to po namowach przyjaciółek. Źle się czułam i miałam serdecznie dosyć nauki, której niestety pod koniec roku było co raz więcej. Do tego mieliśmy dwie lekcje z Tiną, która zdawała się nie być w dobrym nastroju i zaczęła zadawać nam zdecydowanie za dużo pracy. Oczywiście Jack i reszta zaczęła się nad nią pastwić, ale tym razem nie miałam żadnego powodu żeby jej bronić. Mogłabym nawet rzec, że się z nimi zgadzałam.
Pod koniec lekcji zadała nam nową lekturę do przeczytania, podobno ostatnią w naszej edukacji, ale znając ją to wymyśliłaby nam kolejne dwie. Chcąc nie chcąc zaraz po angielskim postanowiłam pójść ją wypożyczyć razem z Beth, ale ta postanowiła zostać na zewnątrz, bo podobno niezbyt lubiła się z naszą bibliotekarką, gdyż według niej do dziś nie oddała jakiejś tam lektury, którą tamta tak naprawdę zgubiła.
Gdy weszłam do biblioteki moje spojrzenie od razu powędrowało w stronę będącej w niej Sanders, która stała w drugim pomieszczeniu i rozmawiała z bibliotekarką, najwyraźniej o jakiś bzdetach. Zapewne chwaliła się jak to układa jej się z mężem, bo przecież o czym innym ona mogła pierdolić?
- Co dla ciebie? - podeszła do mnie po chwili bibliotekarka widząc, że się gapię jak szpak w suchą kość.
- Ja tylko po jedną książkę. Mogę iść jej poszukać? - wskazałam palcem na pomieszczenie obok, przez co chyba wzbudziłam nieco zamieszania w głowie blondwłosej nauczycielki.
- Oczywiście, wybierz co chcesz, a ja zapiszę. Jaka klasa..?
- 3B.
- A nazwisko?
- Wesley. Leyla Wesley. - odparłam po czym udałam się w stronę wspomnianego wcześniej miejsca.
Przeleciałam szybko wzrokiem po regałach unikając tym samym oczu nauczycielki. Czułam, że zachowuję się nie w porządku, bo nawet nie raczyłam się z nią przywitać, ale z drugiej strony po tamtej sytuacji i wiecznych tajemnicach miałam jej serdecznie dosyć. Skoro tak bardzo chciała być ze swoim mężem to niech trzyma się ode mnie z daleka.
CZYTASZ
Farewell
Romance- Ty się nie zastanawiasz kogo ty kochasz.. Oj nie. Tutaj chodzi o ochronę. - Co?! Jaką znowu ochronę do cholery?! O co ci chodzi?! - krzyknęła wyraźnie zdenerwowana. - O pieniądze! On ma dużo pieniędzy! Dlatego go wciąż przy sobie trzymasz! - wyb...
