8. Dzień nauczyciela

966 67 129
                                        

"Słucham?! Powinnaś była docenić to, że w ogóle cię utrzymuję i dzięki mnie nie wyglądasz jak te wszystkie twoje koleżanki nauczycielki.. Jak ty możesz w ogóle zadawać się z tą hołotą?!"

Jego słowa wybrzmiewały w moich uszach jeszcze przez kilka dni. Na zmianę narastała we mnie złość, jak i ulga, gdy tylko przypominałam sobie reakcję Sanders. Ani na chwilę nie zmieniła swoich poglądów mimo pogardy jej męża i ani nawet się nie zająknęła, że chce zmienić pracę, pomimo o wiele niższych od niego zarobków.

Nie inaczej było w szkole. Gdy tylko zauważyłam w dzienniku zastępstwo za Tinę Sanders, omal co nie zemdlałam. Cały dzień zastanawiałam się dlaczego jej nie ma, przecież wczoraj nie wydawała się być chora. Czemu więc miała wolne, i to aż przez cały tydzień? Czyżby aż tak było jej wstyd, że nie chciała się pokazywać przede mną i przed Beth w szkole? Nie.. To nie mogło być to..

A co jeśli..? Co jeśli ten gnój ją pobił?! O nie! Wybij sobie to Leyla z głowy..

Zagłębiając się w to coraz bardziej i bardziej, zrozumiałam, że wszystko co dotychczas się działo miało co raz większy sens. Płacz pierwszego dnia w szkole, zniknięcie po moim omdleniu, teraz ten tragiczny telefon i do tego zwolnienie lekarskie... Czyżby moja nauczycielka miała toksycznego męża i nie bardzo wie jak sobie z nim poradzić..? I do tego.. Może go nie kocha..? Może faktycznie darzy mnie jakimiś uczuciami i może naprawdę mam jakieś szanse..?

Nie Leyla, wybij to sobie z głowy. Nie zniszczysz jej małżeństwa. Nawet o tym nie myśl.

Po powrocie do szkoły wydawała się być nieco przygaszona i smutna. Nie zauważyłam co prawda na jej twarzy żadnych śladów pobicia, ale coś wyraźnie spędzało jej sen z powiek, a ja jedynie mogłam zgadywać, że to sprawka jej męża. Może po prostu miał zły dzień i się na niej wyżył? Nie mogę od razu przedstawiać go w złym świetle, w końcu skoro wyszła za niego za mąż, to musiał ją w jakiś sposób uszczęśliwić prawda?Może to co się dzieje to tylko zwykły kryzys..

***

- Poproszę dziesięć białych róż, jedną czerwoną i jeden bukiet mieszany. - powiedziałam do sprzedawczyni po wstępnych oględzinach po kwiaciarni.

- Ohoho, to ta jedna nauczycielka musi być bardzo wyjątkowa, skoro dostanie czerwoną. - skomentowała kobieta o siwych włosach i pokaźnymi okularami na nosie. Nie lubiłam jak stare babsztyle wtrącały się w nie swoje sprawy, szczególnie jak byłam i tak spóźniona. Ale jakoś tym razem niespecjalnie mi to przeszkadzało.

- Tak, owszem. Bardzo mi pomogła i wydaje mi się, że zasługuje na lepszą różę niż pozostałe nauczycielki.  A bukiet to wiadomo, że dla wychowawczyni.

- No to może ją jakoś przystroimy? 

- A jaki to będzie koszt?

- A około 5ciu złotych. Dodamy jakąś wstążeczkę i ładnie zapakujemy. 

- Cudownie. To poproszę. - odparłam z uśmiechem, po czym pomyślałam, że może ją zapytam o nurtującą mnie kwestię. - A jak pani myśli.. Czekoladki poprawią jej humor? 

- Myślę, że same twoje chęci i uśmiech poprawią jej humor.  - uśmiechnęła się do mnie starsza kobieta. - Proszę bardzo tutaj białe róże, a tą czerwoną idę przystroić. Zaraz też sklecimy jakiś bukiet.

Po chwili wszystko było gotowe, a ja zapłaciłam i wyszłam. Byłam ostro spóźniona, a telefon urywał mi się od wiadomości. Niestety nie zadzwonił mi budzik, a nie mogłam iść niepomalowana do szkoły, więc było wiadomo czym zajmę się w pierwszej kolejności. 

FarewellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz