Po świętach wróciłam do domu chyba w jeszcze gorszym stanie niż wyjechałam. W mojej głowie nie tylko była Tina, której zachowanie mocno mnie bolało, ale także moja zmarła siostra i pani Lewis, którą pozostawiłam trzy lata temu w miejscu, w którym niegdyś mieszkałam.
W głowie miałam jeden mętlik, który starałam się załagodzić spokojniejszą muzyką i myślami odnośnie zbliżającej się studniówki.
Do szkoły wróciłam w miarę pogodnym nastroju, choć cały ten pocałunek z Beth sprawiał, że nie czułam się zbyt komfortowo w towarzystwie moich przyjaciółek. Niby wszystkie wyśmiałyśmy tą sytuację, ale ja odniosłam wrażenie, że nie jestem obojętna brązowookiej przyjaciółce. Przy każdej rozmowie patrzyła na mnie wzrokiem, którego nie dostrzegłam nigdy wcześniej.
- Masz zadanie na matmę? - zagaiła do mnie, gdy chowałam swoje rzeczy do szafki.
- Tak, a co? Chcesz spisać?
- Nie, nie. Pomyślałam, że może ty nie masz i mogę ci je dać.
- Aha..- powiedziałam, po czym wzięłam książki i poszłam na górę.
- Coś taka markotna? Stało się coś?
Nie no nic się nie stało. Po prostu się całowałyśmy ostatnio.
- Nie, nie. Wszystko gra. - odparłam po czym zawiesiłam swoje spojrzenie na stojącej na dyżurze blondwłosej piękności.
Cały czas o niej myślałam. Czułam okropny ścisk w klatce piersiowej gdy tylko zdawałam sobie sprawę, że choć stała oddalona ode mnie tylko dwa metry dalej, to tak naprawdę była dalej niż sięgały granice mojej wyobraźni. Starałam się o niej nie myśleć, skupić na czymś innym, grać w gry, cokolwiek, ale moja dusza wciąż pragnęła tylko jej obecności. Wiem, że sama byłam chłodna i nie wykazałam zbyt wielkiej inicjatywy, żeby podtrzymać tą znajomość, ale co mogłam zrobić? Nadal się z nią przyjaźnić i pozwalać, żeby moje uczucia rozpalały się mocniej, gdy tylko spotkałam jej spojrzenie na swojej drodze? Ja tak nie mogłam. Musiałam się oddalić i dać jej nieco oddechu, żeby nie czuła się tak bardzo przytłoczona moją miłością. Miała męża, więc nie mogła mnie kochać. I ja to po części rozumiałam.
Po chwili zauważyłam, że Beth wciąż się na mnie gapi, prawdopodobnie czekając na jakąś odpowiedź z mojej strony, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć, co konkretnie do mnie powiedziała. To musiało wyglądać przekomicznie: blondwłosa wpatrzona w uczniów, ja w nią, a Beth we mnie.
- Co? - spytałam, gdy mulatka wciąż stała jak słup soli.
- Mogłabyś to robić nieco dyskretniej, a nie stać na środku i się na nią patrzeć jakbyś ducha zobaczyła.
- Chodź już. - odwróciłam się i poszłam na górę.
Nie chciałam z nią dłużej rozmawiać. Byłam zmęczona tymi wszystkimi przemyśleniami, świętami, ciągłym poszukiwaniem jakiegoś sensu w życiu. Pewne rzeczy po prostu musiały iść w obieg i nie powinnam była próbować na siłę wszystkiego zmieniać.
Z rana mieliśmy dwie biologie, a potem matmę, na której powitała nas radosna mina Silgero. Nie wiem co było nie tak z tą nauczycielką, ale po ostatnim TKU, faktycznie zrobiła się dla naszej klasy milsza.
Czyżby dyrektor dał jej podwyżkę..?
- Leyla! - usłyszałam głos starszej kobiety gdy chciałam opuścić klasę. - Nie zdążyłam jeszcze podziękować za twój znaczący udział w przedstawieniu.
Taaaak... Z pewnością dał jej podwyżkę.
- Mój..? To przecież wszystko pani zasługa.
CZYTASZ
Farewell
Romance- Ty się nie zastanawiasz kogo ty kochasz.. Oj nie. Tutaj chodzi o ochronę. - Co?! Jaką znowu ochronę do cholery?! O co ci chodzi?! - krzyknęła wyraźnie zdenerwowana. - O pieniądze! On ma dużo pieniędzy! Dlatego go wciąż przy sobie trzymasz! - wyb...
