16. Powrót

887 64 179
                                        

Po świętach wróciłam do domu chyba w jeszcze gorszym stanie niż wyjechałam. W mojej głowie nie tylko była Tina, której zachowanie mocno mnie bolało, ale także moja zmarła siostra i pani Lewis, którą pozostawiłam trzy lata temu w miejscu, w którym niegdyś mieszkałam. 

W głowie miałam jeden mętlik, który starałam się załagodzić spokojniejszą muzyką i myślami odnośnie zbliżającej się studniówki.

Do szkoły wróciłam w miarę pogodnym nastroju, choć cały ten pocałunek z Beth sprawiał, że nie czułam się zbyt komfortowo w towarzystwie moich przyjaciółek. Niby wszystkie wyśmiałyśmy tą sytuację, ale ja odniosłam wrażenie, że nie jestem obojętna brązowookiej przyjaciółce. Przy każdej rozmowie patrzyła na mnie wzrokiem, którego nie dostrzegłam nigdy wcześniej.

- Masz zadanie na matmę? - zagaiła do mnie, gdy chowałam swoje rzeczy do szafki.

- Tak, a co? Chcesz spisać?

- Nie, nie. Pomyślałam, że może ty nie masz i mogę ci je dać.

- Aha..- powiedziałam, po czym wzięłam książki i poszłam na górę.

- Coś taka markotna? Stało się coś?

Nie no nic się nie stało. Po prostu się całowałyśmy ostatnio.

- Nie, nie. Wszystko gra. - odparłam po czym zawiesiłam swoje spojrzenie na stojącej na dyżurze blondwłosej piękności. 

Cały czas o niej myślałam. Czułam okropny ścisk w klatce piersiowej gdy tylko zdawałam sobie sprawę, że choć stała oddalona ode mnie tylko dwa metry dalej, to tak naprawdę była dalej niż sięgały granice mojej wyobraźni. Starałam się o niej nie myśleć, skupić na czymś innym, grać w gry, cokolwiek, ale moja dusza wciąż pragnęła tylko jej obecności. Wiem, że sama byłam chłodna i nie wykazałam zbyt wielkiej inicjatywy, żeby podtrzymać tą znajomość, ale co mogłam zrobić? Nadal się z nią przyjaźnić i pozwalać, żeby moje uczucia rozpalały się mocniej, gdy tylko spotkałam jej spojrzenie na swojej drodze? Ja tak nie mogłam. Musiałam się oddalić i dać jej nieco oddechu, żeby nie czuła się tak bardzo przytłoczona moją miłością. Miała męża, więc nie mogła mnie kochać. I ja to po części rozumiałam. 

Po chwili zauważyłam, że Beth wciąż się na mnie gapi, prawdopodobnie czekając na jakąś odpowiedź z mojej strony, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć, co konkretnie do mnie powiedziała. To musiało wyglądać przekomicznie: blondwłosa wpatrzona w uczniów, ja w nią, a Beth we mnie.

- Co? - spytałam, gdy mulatka wciąż stała jak słup soli.

- Mogłabyś to robić nieco dyskretniej, a nie stać na środku i się na nią patrzeć jakbyś ducha zobaczyła.

- Chodź już. - odwróciłam się i poszłam na górę. 

Nie chciałam z nią dłużej rozmawiać. Byłam zmęczona tymi wszystkimi przemyśleniami, świętami, ciągłym poszukiwaniem jakiegoś sensu w życiu. Pewne rzeczy po prostu musiały iść w obieg i nie powinnam była próbować na siłę wszystkiego zmieniać. 

Z rana mieliśmy dwie biologie, a potem matmę, na której powitała nas radosna mina Silgero. Nie wiem co było nie tak z tą nauczycielką, ale po ostatnim TKU, faktycznie zrobiła się dla naszej klasy milsza. 

Czyżby dyrektor dał jej podwyżkę..?

- Leyla! - usłyszałam głos starszej kobiety gdy chciałam opuścić klasę. - Nie zdążyłam jeszcze podziękować za twój znaczący udział w przedstawieniu.

Taaaak... Z pewnością dał jej podwyżkę.

- Mój..? To przecież wszystko pani zasługa.

FarewellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz