41. Farewell

251 22 4
                                        

- Wiesz, która jest godzina? - usłyszałam zaspany głos stojącej w drzwiach szatynki.

Mimo późnej pory wyglądała cudownie. Nie dlatego, że miała makijaż czy eleganckie ubranie - po prostu zaczęła o siebie dbać. Przybrała lekko na wadze, rozjaśniła włosy, miała promienną cerę. Na jej widok nie potrafiłam się otrząsnąć. Stałam przez chwilę wpatrzona w nią jak w obrazek, zapominając właściwie po co do niej przyszłam.

- Wiem. - wydusiłam.

- No więc? Co tu robisz? - oparła się o framugę i skrzyżowała ręce. Nie była zbyt zadowolona na mój widok.

- Muszę z tobą porozmawiać. Mogę wejść? - zapytałam, zerkając przez jej ramię do środka. Wnętrze było niemal puste, zapełnione jedynie stertą kartonów.

Westchnęła głęboko, po czym odsunęła się z przejścia. Zrezygnowana wpuściła mnie do środka, a ja niepewnie się rozejrzałam. W mieszkaniu brakowało mebli, a jakiekolwiek obrazy, które wisiały zniknęły ze ścian. Wszędzie było surowo i pusto. 

- Wyglądasz jak siedem nieszczęść. - powiedziała, po czym zlustrowała mnie spojrzeniem, od przemoczonych włosów po trzęsące się dłonie - jakby sprawdzić czy to naprawdę ja.

Nerwowo przełknęłam ślinę. Zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze zrobiłam, przychodząc – choć nie dlatego, że nie chciałam. Po prostu bałam się, że mnie odrzuci.

- Wiem, że to ostatnia rzecz jakiej się spodziewałaś. - zaczęłam. - Ale musiałam cię zobaczyć.

- Coś ci się stało? - spytała zniecierpliwiona. - To dlatego przyszłaś?

- Nie. - szepnęłam wbijając wzrok w ziemię.

- To czemu jesteś tutaj i to w dodatku w środku nocy, cała przemoczona i rozmazana, jakbyś płakała przez cały dzień? Po co tu..

- Bo nie potrafię już udawać, że cię nie kocham.  - przerwałam jej, a nasze spojrzenia natychmiast się zderzyły.

Leyla patrzyła na mnie długo i wnikliwie - tym spojrzeniem, które potrafiło mnie rozebrać do kości. Czułam jak między nami narasta pożądanie, a z każdą sekundą co raz bardziej chciałam wpić w nią swoje usta i już nigdy nie przestać jej całować. Ale.. Nie mogłam tego zrobić. Wiedziałam, że na to nie zasługuję.

W końcu nie wytrzymałam spojrzenia i wbiłam wzrok w ziemię. Łzy zaczęły lecieć po moich policzkach, a Leyla nerwowo westchnęła.

- Nie rozumiem cię. - rzuciła. - Najpierw mówisz, że mnie nie kochasz i chcesz z nim zostać, potem błagalnie rzucasz się na kolana bo tęsknisz, a finalnie gdy masz ostatnią okazję by coś zrobić - udajesz że mnie nie znasz. Pozwalasz mi odejść za każdym razem, gdy jestem obok. Nie wspominając już o twoich romantycznych zdjęciach z wyjazdu do Rzymu. Nie chcę, żebyś przychodziła i mówiła jak bardzo mnie kochasz, jeśli nie potrafisz z niego zrezygnować. Wolę wierzyć, że mnie wykreśliłaś, że mnie już nie kochasz, niż tkwić w miejscu, gdzie wciąż ciągniesz mnie za rękę i nie pozwalasz odejść.

Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Każde jej słowo trafiało we mnie jak cios - celny, ostry, zasłużony. Potwornie bolała mnie myśl, że ona naprawdę wierzyła w to, że ją wykreśliłam. Że to Ralph jest na pierwszym miejscu. A przecież kompletnie tak nie było. Kochałam ją i tylko ją. Po prostu nie potrafiłam sobie pozwolić na to by to przed sobą przyznać. Aż do wtedy. 

- Masz rację - powiedziałam w końcu, czując, jak głos łamie mi się w gardle. – Wszystko, co mówisz jest prawdą. Przez cały ten czas byłam tchórzem. Chowałam się za wygodą, za strachem, za tym cholernym małżeństwem, które miało mnie uratować przed samą sobą. A tylko bardziej się w nim zgubiłam. Co z tego, że mam pieniądze, męża i status, skoro to wszystko jest.. Puste. Zanim cię poznałam moje życie i rola były proste - wyjść za mąż, urodzić dziecko, mieć szczęśliwą rodzinę. Ale potem.. Zaczęłam rozumieć, że życie to coś więcej. To miłość, to pasja, to marzenia, które należy spełniać. A przede wszystkim, że można być z kimś kto pozwala na bycie sobą i beztroskę. Z kimś przy kim czuje się prawdziwe bezpieczeństwo i nie trzeba bać się każdego powrotu do domu. Że nie trzeba się ukrywać tylko można być autentycznym i pozwalać na uczucie, które przecież nie jest niczym złym, a jedynie siłą, która napędza mnie do działania. - westchnęłam po czym uniosłam wzrok i spojrzałam jej w oczy. - Leyla nikt nigdy oprócz ciebie nie sprawiał, że czułam się tak dobrze. Nikt nigdy nie widział mnie naprawdę i nie akceptował taką jaką jestem. Dałaś mi tyle szczęścia ile nie miałam przez całe życie i chcę tego więcej. Chcę ciebie..

FarewellOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz