- Dzwonił do mnie Ralph. - zaczęła, a ja czułam jak co raz bardziej przyspiesza mi tętno. - Znów się pokłóciliśmy. Ja tego nie wytrzymam Leyla. Ile mogę tego znieść? - mówiła, a do jej oczu zaczęły napływać łzy.
- Ale czego? O co mu cały czas chodzi? - próbowałam ją jakoś pociągnąć za język, bo ta niepewność doprowadzała mnie do szału.
- Bo wiesz.. Ja nie mogę mieć dzieci. - Powiedziała mi, gdy przestała w końcu powstrzymywać łzy.
Nie wiedziałam totalnie co robić. Czułam jakby wszystko na moment nagle zamarło, a na całym świecie siedzimy tylko nieruchoma ja i ona cała w łzach, z bólem w sercu, którego nie potrafiła za żadne skarby świata okiełznać. Bardzo chciałam jej pomóc, lecz jedyne co czułam to, to że powinnam ją przytulić.
- Och Tina.. Jesteś pewna? Tak powiedział lekarz? - dopytałam, ale ona jakby nie słyszała mojego pytania.
- Najpierw siedem, potem tylko trzy.. Aż w końcu żadne... Przeklęte in vitro.. - pociągnęła nosem. - Tyle pieniędzy na nic. Nigdy nie będzie pisane mi mieć dziecka.
- Chodź tutaj. - przyciągnęłam ją do siebie nie zważając na to, co mówiła. Musiałam ją mieć przy sobie. Musiałam dać jej odrobinę bezpieczeństwa, spokoju i stabilności..
W momencie gdy o wszystkim mi powiedziała, zaczęłam układać wszystkie elementy tej układanki. Ich ciągłe kłótnie, problemy w domu, frustracja Ralpha w stosunku do niej, jej humory, momenty w których była dla mnie okropna totalnie bez powodu. To wszystko wynikało z niespełnionego marzenia jakim było dziecko..
Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić jaki to musiał być ból. Od lat była wychowywana w naszym społeczeństwie, że ma mieć męża i dziecko. Od lat myślała tylko o tym, żeby w końcu zostać matką i ocieplić swój dom i życie. Chciała mieć cząstkę siebie w innym człowieku, chciała kogoś kochać i wychowywać. Chciała w końcu czuć szczęście, które czuje wielu rodziców, wiele z jej koleżanek.. Przygotowywała się do macierzyństwa, układała życie na nowo. I nagle okazuje się, że nic z tego. Okazuje się, że żadne pieniądze tego świata nie są w stanie sprawić by była szczęśliwa i by pojawił się tak wyczekiwany nowy członek rodziny. Co teraz zrobić? Jak żyć? Co dalej? Wdała się w romans z młodszą od siebie o 12 lat uczennicą z którym nie do końca potrafi się pogodzić, a tu jeszcze okazuje się, że wszystkie jej furtki do macierzyństwa pozostają zamknięte.
Ciężko było mi to wszystko zrozumieć, a już ciężej było mi wymyślić jakiś sposób wsparcia dla niej. Ja nie potrafiłam się totalnie wczuć w coś takiego, gdyż nigdy nie chciałam mieć dzieci. Nie przepadałam za nimi, a komunikacja i to w dodatku z obcymi osobnikami była dla mnie czarną magią. W zasadzie to nawet poczułam ulgę gdy to mówiła, bo wiem, że nigdy tego na mnie nie wymusi i będę mogła prowadzić życie jakie zapragnę. Tylko, że z drugiej strony.. Ona nigdy nie będzie już szczęśliwa.
Gdy wypłakała w mój rękaw wszystkie łzy, odsunęła się ode mnie i zaczęła przecierać oczy. Bez zastanowienia sięgnęłam do kieszeni po chusteczki, które jakimś cudem tam były. Był to totalny przypadek, gdyż niedawno wylałam sok i dała mi je Samantha. Oh co za kpina losu..
- Dzięki. - odparła gdy podałam jej chusteczkę. - Naprawdę staram się nie płakać, ale to już jest za wiele. Czuję jakby coś we mnie po prostu pękło. On się po mnie wyżywa, obraża, obwinia, że to ja jestem bezpłodna, a nie on. Przecież doskonale wie, że problem dotyczy naszej dwójki. Staramy się o te dziecko od naszego ślubu. Robiliśmy mnóstwo badań i wszystkie wskazują na naszą bezpłodność. Ale cieszę się, że dzięki temu nie wpadłam w sidła związku z mężczyzną, który jest takim przemocowcem. I przede wszystkim, że dzięki temu mogłam pozwolić sobie na uczucia do ciebie.. Jesteś taką wspaniałą osobą.. Serio. Gdy zobaczyłam cię po raz pierwszy, to czułam między nami taką specjalną więź.. Jakby coś mnie do ciebie przyciągało..
CZYTASZ
Farewell
Romance- Ty się nie zastanawiasz kogo ty kochasz.. Oj nie. Tutaj chodzi o ochronę. - Co?! Jaką znowu ochronę do cholery?! O co ci chodzi?! - krzyknęła wyraźnie zdenerwowana. - O pieniądze! On ma dużo pieniędzy! Dlatego go wciąż przy sobie trzymasz! - wyb...
