- Gdzie jest Beth? - szepnęła do mnie Alice gdy tylko usiadłam w swojej ławce.
- A bo ja wiem..? Czemu mnie pytasz? Nie było mnie od rana w szkole.
- No właśnie dlatego. Nie było ani Ciebie, ani Sam, ani Beth.. Od piątku żadna z was się nie odzywała. Miranda mówiła, że zniknęłyście gdzieś z Beth po imprezie.
- Skąd wiesz?
- Pytała mnie czy wyszłyście ze mną, bo Sam was szukała.
- Tak nas szukała, że aż do nas nawet nie napisała. Albo przynajmniej do mnie nie napisała..
- A to nie wiesz co z Beth?
- Nie. Pokłóciła się z Markiem na imprezie, ale nie mam pojęcia o co. Wyszła z płaczem, to pobiegłam za nią, zamówiłam ubera i odwiozłam do domu, a potem sama do niego wróciłam. Nie rozmawiała ze mną całą drogę, to stwierdziłam, że nie będę jej przeszkadzać w weekend.
- A czemu nie przylazłaś rano? Silgero zaś marudziła.. - oznajmiła mi, na co ja znacząco się skrzywiłam. - Nie patrz tak na mnie. Trzeba było być. Robisz sobie tylko zaległości.
- Wiem.. - burknęłam, po czym wyciągnęłam książki.
- No to czemu nie chodzisz na matmę?
- Kurde rodzice mi się wyprowadzają z domu, zostaje w nim sama jak palec, Beth jest przybita i rozchodzi się z chłopakiem, a Sam sobie go znalazła i ma wszystkich gdzieś.. Musisz mi jeszcze przypominać o tej wstrętnej małpie?
- Tak, muszę, bo inaczej nigdy nie weźmiesz się do pracy.
- Zaspałam, okay? - próbowałam się tłumaczyć.
- To nie jest żaden powód. Trzeba było sobie nastawić 10 budzików i wstać! Teraz znowu coś wymyśli, żeby Ci zrobić na złość.
- Trudno, przeżyję. - odpowiedziałam na odczepkę i spojrzałam w stronę drzwi.
Do klasy znów zawitała pogodna, zielonooka blondynka ze wspaniałym uśmiechem na twarzy i teczką dokumentów pod pachą. Ubrane miała na sobie seksowne rurki i wspaniały granatowy żakiet, a do tego czarne buty na obcasie. Bardzo mi się podobała w takim sportowo-eleganckim wydaniu, ale lubiłam też, jak ubierała coś mocno kobiecego. Jej styl trafiał w moje gusta, czasami nawet próbowałam ją naśladować, ale rano jak zwykle miałam na wszystko wywalone, więc wybór i tak zawsze trafiał na "odświętną" bluzę.
Kobieta widząc, że się na nią gapię lekko się uśmiechnęła, po czym zasiadła za swoim biurkiem. Zauważyłam nawet, że się rumieni, ale pomyślałam, że to dlatego, że się spieszyła do pracy.
- Dzień dobry. - powiedziała w moją stronę, na co ja lekko zmarszczyłam brwi. - Co się tak marszczysz? - rzuciła żartobliwie.
- Przepraszam, zamyśliłam się.. - próbowałam się jakoś wytłumaczyć, ale mój wzrok powędrował na jej dekolt i.. - Yyy.. Dzień dobry, pani profesor!
- Och jak oficjalnie "pani profesor", coś cię dręczy Leyla? - zadzwonił dzwonek.
- Nie, po prostu urzekł mnie pani wygląd. - No brawo.
CZYTASZ
Farewell
Romance- Ty się nie zastanawiasz kogo ty kochasz.. Oj nie. Tutaj chodzi o ochronę. - Co?! Jaką znowu ochronę do cholery?! O co ci chodzi?! - krzyknęła wyraźnie zdenerwowana. - O pieniądze! On ma dużo pieniędzy! Dlatego go wciąż przy sobie trzymasz! - wyb...
