Pewnym krokiem weszłam na salę, rozglądając się uprzednio czy nie przebywa tam nikt, kto mógłby pomóc nauczycielce. Oparłam keyboard o drabinki, po czym podeszłam do niej, podczas gdy ona wyraźnie mruczała coś pod nosem.
- Może pani pomóc? - odezwałam się dosyć głośno.
Nauczycielka słysząc moje słowa bardzo się przestraszyła i zakołysała na drabinie, którą szybkim ruchem ręki złapałam i uspokoiłam jej chwianie.
Gdy podniosłam wzrok napotkałam na swojej drodze zielone tęczówki, w których oprócz strachu zauważyłam też pewnego rodzaju ulgę i radość, która poskładała mnie w trybie natychmiastowym. Czułam jak uginają się pode mną nogi, jednocześnie nie potrafiąc się ruszyć. Nie wiem jak ona to robiła. Po prostu mnie zahipnotyzowała.
- Leyla.. - powiedziała cicho, lecz zdołałam to usłyszeć. - Em.. Ja.. W sumie to nie..
- Niech pani zejdzie. Jakoś niepewnie pani stoi na tej drabinie. - zaproponowałam, po czym wyjęłam swoją dłoń, aby jej pomóc.
Kobieta złapała mnie za rękę i powoli zeszła na ziemię. Była lekko oszołomiona, ale po jej zmieniającej się mimice twarzy mogłam wywnioskować, że wraca do siebie.
- Wszystko w porządku? - spytałam ale, tym razem patrząc jej prosto w oczy.
- Chyba nie.. - opuściła wzrok, po czym rozejrzała się niepewnie po sali. - Widzisz jaki tutaj nieporządek. Jeszcze dużo pracy przede mną.
- W takim razie muszę pani pomóc. - zabrałam się za układanie porozrzucanych na ziemi dekoracji, które spadły wraz z wiaderkiem. To prawdopodobnie one wydały taki huk.
- Nie ma mowy. Musisz iść do domu. Jest już późno.
- Myślę, że pani też już dawno powinna być w domu.
- Ale to moja praca.
- A dla mnie przyjemność.
- Ale ja dostaję za to pieniądze.
- A ja lubię pani pomagać.
Kobieta westchnęła. Chyba nie chciało jej się nadal ze mną kłócić. Zrezygnowana zabrała ode mnie wiaderko, które ponownie zawiesiła na drabinie, a gdy miała zamiar wrócić na drabinę, powstrzymałam ją.
- Może ja to jednak zrobię. - spojrzałam na nią takim wzrokiem, który nie przyjmuje odmowy.
- No niech będzie.. Ale to później. Najpierw musimy chyba jeszcze raz zawiesić naszą kurtynę..
- W porządku.
Zaczęłyśmy od tego, że rozłożyłyśmy wielką płachtę na ziemi, a następnie wzięłyśmy się za zawieszenie jej na koszach w sali gimnastycznej. Ja stałam na drabinie, a ona trzymała w rękach materiał w kolorze szmaragdowej zieleni. Później zabrałam się też za drugi koniec, ale z nim było już nieco ciężej, bo nie wiedziałam jak dobrze go zawiesić, więc musiałam zdać się na wzrok nauczycielki.
- Nie, nie, trochę niżej Leyla! - krzyczała do mnie z daleka, gdy ja męczyłam się z zawiązaniem kurtyny w odpowiedni sposób.
- A teraz?!
- Troszkę w lewo!
- Tak?
- Nie, nie. W prawo.
- To w prawo czy w lewo?
- W moje lewo, twoje prawo!!
Parsknęłam śmiechem.
- Nie śmiej się tam, bo zaraz sobie pójdę. - rzuciła udając obrażoną.
CZYTASZ
Farewell
Romance- Ty się nie zastanawiasz kogo ty kochasz.. Oj nie. Tutaj chodzi o ochronę. - Co?! Jaką znowu ochronę do cholery?! O co ci chodzi?! - krzyknęła wyraźnie zdenerwowana. - O pieniądze! On ma dużo pieniędzy! Dlatego go wciąż przy sobie trzymasz! - wyb...
