11. Bo do tańca trzeba dwojga

1K 52 281
                                        

Pewnym krokiem weszłam na salę, rozglądając się uprzednio czy nie przebywa tam nikt, kto mógłby pomóc nauczycielce. Oparłam keyboard o drabinki, po czym podeszłam do niej, podczas gdy ona wyraźnie mruczała coś pod nosem.

- Może pani pomóc? - odezwałam się dosyć głośno.

Nauczycielka słysząc moje słowa bardzo się przestraszyła i zakołysała na drabinie, którą szybkim ruchem ręki złapałam i uspokoiłam jej chwianie. 

Gdy podniosłam wzrok napotkałam na swojej drodze zielone tęczówki, w których oprócz strachu zauważyłam też pewnego rodzaju ulgę i radość, która poskładała mnie w trybie natychmiastowym. Czułam jak uginają się pode mną nogi, jednocześnie nie potrafiąc się ruszyć. Nie wiem jak ona to robiła. Po prostu mnie zahipnotyzowała.

- Leyla.. - powiedziała cicho, lecz zdołałam to usłyszeć. - Em.. Ja.. W sumie to nie..

- Niech pani zejdzie. Jakoś niepewnie pani stoi na tej drabinie. - zaproponowałam, po czym wyjęłam swoją dłoń, aby jej pomóc. 

Kobieta złapała mnie za rękę i powoli zeszła na ziemię. Była lekko oszołomiona, ale po jej zmieniającej się mimice twarzy mogłam wywnioskować, że wraca do siebie. 

- Wszystko w porządku? - spytałam ale, tym razem patrząc jej prosto w oczy.

- Chyba nie.. - opuściła wzrok, po czym rozejrzała się niepewnie po sali. - Widzisz jaki tutaj nieporządek. Jeszcze dużo pracy przede mną. 

- W takim razie muszę pani pomóc. - zabrałam się za układanie porozrzucanych na ziemi dekoracji, które spadły wraz z wiaderkiem. To prawdopodobnie one wydały taki huk.

- Nie ma mowy. Musisz iść do domu. Jest już późno.

- Myślę, że pani też już dawno powinna być w domu.

- Ale to moja praca.

- A dla mnie przyjemność.

- Ale ja dostaję za to pieniądze.

- A ja lubię pani pomagać.

Kobieta westchnęła. Chyba nie chciało jej się nadal ze mną kłócić. Zrezygnowana zabrała ode mnie wiaderko, które ponownie zawiesiła na drabinie, a gdy miała zamiar wrócić na drabinę, powstrzymałam ją.

- Może ja to jednak zrobię. - spojrzałam na nią takim wzrokiem, który nie przyjmuje odmowy.

- No niech będzie.. Ale to później. Najpierw musimy chyba jeszcze raz zawiesić naszą kurtynę..

- W porządku.

Zaczęłyśmy od tego, że rozłożyłyśmy wielką płachtę na ziemi, a następnie wzięłyśmy się za zawieszenie jej na koszach w sali gimnastycznej. Ja stałam na drabinie, a ona trzymała w rękach materiał w kolorze szmaragdowej zieleni. Później zabrałam się też za drugi koniec, ale z nim było już nieco ciężej, bo nie wiedziałam jak dobrze go zawiesić, więc musiałam zdać się na wzrok nauczycielki.

- Nie, nie, trochę niżej Leyla! - krzyczała do mnie z daleka, gdy ja męczyłam się z zawiązaniem kurtyny w odpowiedni sposób.

- A teraz?!

- Troszkę w lewo!

- Tak?

- Nie, nie. W prawo.

- To w prawo czy w lewo?

- W moje lewo, twoje prawo!!

Parsknęłam śmiechem.

- Nie śmiej się tam, bo zaraz sobie pójdę. - rzuciła udając obrażoną.

FarewellOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz