Rozdział 11.

1.1K 114 2
                                        

-Porozmawiać?-zapytałam chłopaka.

-Tak. Zadzwoniłem po Lucine. Zaczniemy jak do nas dotrze. Myślę, że ona ci wszystko wyjaśni lepiej niż my.

Skąd on znał Lucine?  Co to ma znaczyć?

-Skąd znasz moją babcię?

-Lucine..twoja babcia..ona... jest poniekąd taka jak my- ręką objął nas wszystkich.- jest wyjątkowa.  Poznaliśmy ją kilka lat temu przez naszego wuja. Przyjaźnili się.

-Naszego? Rozumiem, że twojego i Kate?

-Tak... Nie...Nie do końca..Bo wiesz? My wszyscy-pokazał na przyjaciół- jesteśmy tak jakby rodziną, ale nie mamy żadnych więzi krwi. Jesteśmy bardzo dalekim kuzynostwem. Mogłaś zauważyć, że zawsze trzymamy się razem. Po prostu... znamy się od urodzenia, wiemy o sobie wszystko.
Poczekajmy na Lucine. Ona wszystko ci wyjaśni.

-------------------------------------------

Po niespełna 10 minuta babcia pojawiła się w drzwiach i ku mojemu zdziwieniu ze wszystkimi się przywitała. Znali się?

Gdy mnie dostrzegła zawahała się po czym zwróciła do Aidena.

-Aidenie, co się stało?

- Nie chciałem ci wszystkiego mówić przez telefon, ale- wskazał na mnie-musisz jej powiedzieć. Uznałem, że zrobisz to najlepiej dlatego cię prosiłem o przybycie. Wiem, że to dla ciebie trudne szczególnie w tym domu, ale sprawy zaczynają przybierać zupełnie inny obrót.

Babcia od razu zrozumiała, o co mu chodzi. 

-Nie mogę. To za wcześnie.

- Należy jej się prawda- spojrzał na Willa, który jeszcze niedawno go do tego sam nakłaniał.

-N..nie jest gotowa, skrzywdzimy ją... Ona tyle przeszła...Nie teraz.

- Nie możemy pozwolić, żeby sprawy zabrnęły tak daleko.Ona jest w niebezpieczeństwie. Powiedz jej Lucine! Nie jest przygotowana. A powinna!- dodała Kate

Na twarzy babci widziałam masę różnych emocji. Wiedziałam, że walczy ze sobą. Zdradzały to jej oczy. Miała łzy w oczach. Po chwili ku  mojemu zaskoczeniu babcia dodała.

-Dobrze. Powiem jej. Zostawcie nas same, proszę.

-----------------------------------------------------------

Wyszli. Poklepali mnie delikatnie po plecach, uściskali i opuścili kuchnię. Nawet Aiden uśmiechnął się smutno.

Babcia usiadła na przeciwko mnie, przy stole.

-O co chodzi babciu? - zapytałam po chwili.

Powiedziała Juliane. Niedobrze.

- Juliane, nie jestem do końca przekonana do tego, ale ...dobrze powiem ci wszystko....-przetarła zaczerwienione oczy- Zacznę od początku.

Kontynuowała po wzięciu wdechu. Dużo ją to kosztowało. Było mi jej szkoda, ale nie mogłam dalej żyć, wiedząc że ma przede mną tajemnice, którą  być może, mogą zadecydować o mojej przyszłości.

-Pamiętasz, cokolwiek z tego jak byłaś maleńka?

Zaprzeczyłam. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale teraz doszło do mnie,że nie pamiętam swojego dzieciństwa. Rodzice nie mieli zdjęć czy pamiątek. Gdy ich pytałam o to mówili, że zostawili wszystko w starym domu, bo nie chcieli trzymać gratów.

- Nie pamiętam szkoły, jak wyglądałam ...jakby urwał mi się film...mam dziurę w wspomnieniach...To wydaje się... dziwne..

- Nie przypadkowo nic nie pamiętasz. Opowiadałam ci kiedyś dużo o mitach. Uwielbiałaś je. A ja wiem o nich bardzo wiele. Twoi rodzice jednak nie podzielali tego, że ci niemal streszczałam mity. Zawsze się kłóciliśmy o to. Zabronili mi cokolwiek wspominać , a szczególnie o  greckiej bogini Atenie. Kiedy nastepnego razu nie posłuchałam ich i powtórzyłam ci opowieść pokłociliśmy się gorzej niż dotychczas. Byłam rozgoryczona ich nagłą reakcją. Wyszłam z domu. I od tamtej pory kontakt się urwał.

Upadła.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz