Rozdział 77.

552 74 2
                                        

Julie

- Boże...to nie ma sensu...nigdy stąd nie wyjdziemy...- kolejna próba, wydostania się, zakończyła się fiaskiem. Byliśmy zbyt osłabieni, żeby cokolwiek zdziałać.

- Julie, nie histeryzuj...damy radę.

- Ja mam nie histeryzować?! Możemy tu zostać na zawsze, a ty....

Przerwał mi. Chyba go oświeciło, bo spojrzał na mnie z uśmiechem, i oznajmił, jakby to było najbardziej oczywista rzecz na ziemi:

- Słuchaj, pamiętasz jak ci na treningu opowiadałem o sile telekinezy i błądzeniu myśli?

- Kojarzę, a co?

- To jest to! Musimy wysłać Camille wiadomość. Jest uzdrowicielką, więc jej moc jest najsilniejsza.

- Jak to zrobimy?

- Spróbuj pomyśleć o Camille. I wejść w głąb jej umysłu. Nadać jej wiadomość. Tylko spokojnie, bo to bardzo męczące.

- Dobrze spróbuję.

- Skup się...

Skupiłam się na Camille.

Ale...nie czułam żadnego oddziaływania. Nic się nie nawiązało. Spróbowałam jeszcze raz. Nic. I jeszcze, tym razem bardziej i bardziej. Nadal nic.

- To bez sensu...Nie potrafię...-upadłam na tyłek.

- Julie, do cholery, przestań się nad sobą użalać. Wiem, że potrafisz. Po prostu to zrób!

- Aiden...

- Zrobisz to.

- Dobra, ostatni raz spróbuje...

Wykonałam ten sam ''rytuał'', co poprzednio.

I tym razem coś się zadziało. Poczułam dziwne wibracje związane z połączeniem.

Cam, jesteśmy na dole, żyjemy. Potrzebujemy pomocy! Nie jesteśmy w stanie sami wyjść.

Gdy zakończyłam, poczułam znurzenie. Nie byłam w stanie ustać na nogach. Aiden wspominał, że to bardzo męczące, ale nie sądziłam, że aż tak. Klapnęłam na ziemie. O mały włos nie uderzyłabym glową o twardą powierzchnie. Uratowała mnie ręka bruneta, która w porę, wylądowała pod moim policzkiem, łagodząc upadek.

Chłopak coś mówił, ale jego słowa dochodziły do mnie jak przez mglistą kotarę.




Upadła.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz