Julie
- Boże...to nie ma sensu...nigdy stąd nie wyjdziemy...- kolejna próba, wydostania się, zakończyła się fiaskiem. Byliśmy zbyt osłabieni, żeby cokolwiek zdziałać.
- Julie, nie histeryzuj...damy radę.
- Ja mam nie histeryzować?! Możemy tu zostać na zawsze, a ty....
Przerwał mi. Chyba go oświeciło, bo spojrzał na mnie z uśmiechem, i oznajmił, jakby to było najbardziej oczywista rzecz na ziemi:
- Słuchaj, pamiętasz jak ci na treningu opowiadałem o sile telekinezy i błądzeniu myśli?
- Kojarzę, a co?
- To jest to! Musimy wysłać Camille wiadomość. Jest uzdrowicielką, więc jej moc jest najsilniejsza.
- Jak to zrobimy?
- Spróbuj pomyśleć o Camille. I wejść w głąb jej umysłu. Nadać jej wiadomość. Tylko spokojnie, bo to bardzo męczące.
- Dobrze spróbuję.
- Skup się...
Skupiłam się na Camille.
Ale...nie czułam żadnego oddziaływania. Nic się nie nawiązało. Spróbowałam jeszcze raz. Nic. I jeszcze, tym razem bardziej i bardziej. Nadal nic.
- To bez sensu...Nie potrafię...-upadłam na tyłek.
- Julie, do cholery, przestań się nad sobą użalać. Wiem, że potrafisz. Po prostu to zrób!
- Aiden...
- Zrobisz to.
- Dobra, ostatni raz spróbuje...
Wykonałam ten sam ''rytuał'', co poprzednio.
I tym razem coś się zadziało. Poczułam dziwne wibracje związane z połączeniem.
Cam, jesteśmy na dole, żyjemy. Potrzebujemy pomocy! Nie jesteśmy w stanie sami wyjść.
Gdy zakończyłam, poczułam znurzenie. Nie byłam w stanie ustać na nogach. Aiden wspominał, że to bardzo męczące, ale nie sądziłam, że aż tak. Klapnęłam na ziemie. O mały włos nie uderzyłabym glową o twardą powierzchnie. Uratowała mnie ręka bruneta, która w porę, wylądowała pod moim policzkiem, łagodząc upadek.
Chłopak coś mówił, ale jego słowa dochodziły do mnie jak przez mglistą kotarę.
CZYTASZ
Upadła.
ParanormalWydawać by się mogło"temat banalny". Ale czy na pewno ujmująca historia rodzącej się miłości/ akcja, która niejednego przyprawi o szybsze bicie serca, rozpędzona niczym wykolejony wagon / tajemnice- to banał? Wszystko to zawarte w jednej historii...
