Rozdział 11

182 17 0
                                        

Siedzieliśmy przy stoliku najbliżej wyjścia i najdalej odsuniętego od barmana który był jedynym obecnym tu człowiekiem. Chłopak miał skrzywioną minę gdy dopijałam swoje kolejne piwo. A jeszcze wcześniej wlałam w siebie pięć. To źle się skończy a już czułam się senna. Ziewnełam dyskretnie ale nie dość żeby nie zaówarzył.
- Nastia...
- Nie mów tak do mnie bo nie mam tak naimie. - ups... O tym wiedziałam tylko ja i najbliżsi.
- To jak się nazywasz ? - zdziwił się chłopak opierając ręce i blat stołu.
- Roksana.
- No więc Roksana może odwiozę Cię do domu ? - powiedział spokojnie.
- A wyjaśnienia? - jęknełam.
- W drodze powrotnej.
- No niech Ci będzie. - tak szczerze to źle się czułam. Kręciło mi się w głowie i chciało mi się wymiotować.
- No to chodźmy. - wziął mnie pod rękę gdy zobaczył że się nie ruszam z miejsca. - Dlaczego zmieniłaś imię?
- Bo. Roksana... Tak miał naimie moja zmarła babcia. I gdy ktoś tak do mnie mówił wspomnienia wracały. - i wyrzerały mi psychikę.
- Przykro mi.
- Spoko. Już się z tym pogodziłam możesz do mnie mówić moim prawdziwym imieniem. - tak naprawdę to prawie się z tym pogodziłam. Ale muszę się przyzwyczaić.
- Ładne imię. - mruknął mi do ucha. Zatrzymaliśmy się. Przed nami stały dwa samochody jeden bardzo drogi sportowy a obok pikap. I to właśnie do tego drugiego auta ruszyłam.
- Otworzysz ? - spytałam gdy patrzył na mnie jakbym straciła wszystkie rozumy - No co ?
- To nie mój wóz. - powiedział z wielkim uśmiechem.
- No chyba żartujesz. Ten jest twój ? - wskazałam na drogie sportowe auto. Chłopak pokiwał głową.
- Chodź - pociągnął mnie za rękę. Nawet ja na swojej karcie nie miałam wystarczająco dużo kasy żeby kupić takie auto. Z lekkim oporem doszliśmy do samochodu w środku wszystko było z beżowej skóry. Gdy chłopak zapalił auto automatycznie włączyło się ogrzewanie i muzyka bardzo głośna. Nie lubiłam tego typu piosenek. Wszystko tylko nie te żeby ryki od razu mnie głowa bolała.
- Ty tego słuchasz? - spytałam. Wyciągnęłam rękę do dotykowego ekranu i zmieniłam rodzaj muzyki na pop. Bo to było jako pierwsze w kolejce czyli nie zawsze słuchał tego jazgotu.
- Yhm... A co ? - skręcił w lewo i już wyjechaliśmy z parkingu.
- Stój ! Mój rower.
- Kupię Ci nowy. - powiedział i nie zatrzymał samochodu tylko wjechał na autostradę.
- Ale ja chciałam tamten. I tam została moja torebka. - jęknełam. Nie dam za wygraną.
- Kupię.
- Nie kupisz. Wrócisz się. - syknełam.
- Gdy jutro rano się obudzisz znajdziesz wszystko u siebie w mieszkaniu. - powiedział przyspieszając i zaciskając ręce na kierownicy. Musiałam go zdenerwować teraz będzie trzeba go trochę uspokoić.
- Zamierzasz się włamać ?
- Tak jakby.
- Kim jesteś ?
- Zawizorem. - nic więcej nie powiedział tylko patrzył nieobecnym wzrokiem na drogę.
- Chcesz nas zabić ?
- Co ? Jak ? - wydawał się zdezoriętowany.
- Patrzysz na prędkościomierz ? - odpowiedziałam pytaniem bo mnie wkużył. Roześmiał się tak głośno że aż podskoczyłam na siedzeniu. - Co się tak śmiejesz ?
- Ty.
- To wcale nie jest śmieszne. - warknęłam.
- Nie boisz się. - stwierdził poważnym głosem.
- No nie... Ufam... Ci - Nie mogłam uwierzyć że powiedziałam to nagłos.
- Nie powinnaś. - mroczna nutka w jego głosie sprawiła że zaczęłam się bać. Wjechaliśmy na nieoświetloną drogę. Chłopak zamiast zwolnić przyspieszył z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
- Dobra już się boję. - jęknełam. Kłamałam bo przy nim czuję się po prostu bezpieczna wiem że nic mi nie zrobi.
- Kłamiesz. - warknął. Ale i tak zwolnił. I po chwil zatrzymał
się.- Koniec. - powiedział ale nikt z nas się nie ruszył. Silnik nadal chodził.
- Ale co z wyjaśnieniami ? - odwarzyłam się w końcu przerwać tą ciszę.
- Nie odpuścisz ? - pokręciłam przecząco głową - Tak myślałem.-jęknoł. - Może zaprosisz mnie do środka ?
- Jasne. - zaprosze go choć miałam ochotę żygać. Widocznie ta jazda i alkohol to zły pomysł. Nie wiem czy jak tylko nie wejdę to nie pobiegne do łazienki.


Sorki za błędy. :)

ZAPOMNIEĆOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz