Stałam w pokoju wpatrzona prosto w szafę załadowaną po brzegi ubraniami ale i tak nie miałam co na siebie włożyć. Było już popołudnie cały ranek przeleżeliśmy z Oskarem na łóżku przed telewizorem.
- Jeju... Nie mam nic. - jęczałam bez przerwy. I z każdą chwilą zaówarzałam jak chłopak traci cierpliwość. On nie miła takiego problemu jak ja. Poznał moich rodziców przypadkowo ale ja mam gorzej.
- Przestań marudzić. Masz mnóstwo ciuchów. - powiedział z poirytowania.
- Ty pewnie masz więcej.
- No trochę. Moja mama nie może sobie odpuścić kiedy jest w sklepie. Dobrze że chociaż ojciec czówa. Bo inaczej zostalibyśmy bez grosza. Ja wybiorę Ci strój. - z szerokim uśmiechem odbił się od łóżka i zwinnymi krokami pokonał dzielący nas dystans.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Najlepszy i jedyny bo innego nie mam. - wyszczeżył się i przepchnął mnie lekko na bok.
Ta szafa w porównaniu z brunetem to nic. W mega szybkim tempie zaczął przerzucać ubrania wiszące na wieszakach. I nagle zatrzymał się i z zadowaloną miną wyciągnął z szafy czarną sukienkę. Była rozkloszowana na dole zupełnie jak stroj baletnicy tylko... Nie była moja.
- To nie jest moje. -stwierdziłam. Skrzyżowałam ręce na piersiach i przeniosłam ciężar ciała na prawą nogę.
- Jak nie ? Jest w twojej szafie to chyba jasne że twoja. - zaśmiał się podchodząc do mnie bliżej.
- Nie jestem głupia Oskar wiem że jej nigdy nie widziałam.
- Dobra... Kupiłem ją. - poddał się. Położył sukienkę na moje ręce.
- Masz coś po mamusi.
- No coś trzeba. Podoba Ci się ?
- Jest piękna. - przyłożyłam ją do siebie. Była wspaniała. - Dziękuję.
- Proszę. A teraz ją załóż. - powiedział. Ale za nic nie ruszył się z miejsca. Czas mijał a on nadal stał.
- Może byś wyszedł ? - spytałam.
- Może nie. - wyszczeżył się opierając o zamkniętą szofe.
- To ja wyjdę. - ruszyłam w stronę łazienki bo nie widziałam innego wyjścia.
- Żartowałem. Zos...stań. - zatrzymał mnie łapiąc za rękę. - Tylko nie każ na siebie długo czekać.
- Dobrze. - wyszedł. Zaczęłam powoli zdejmować ubrania i gdy byłam już w samiej bieliźnie drzwi zaczęły się otwierać. - Nie. Stój. Nie mam takiego tempa jak ty. - doskoczyłam do drzwi.
- Ok. - umalowałam się i włożyłam sukienkę. Powoli wyszłam z pokoju miałam na sobie wysokie szpilki a włosy zostawiłam luźno rozpuszczone na ramionach.
- Mój strój wogóle nie pasuje do Ciebie. Piękna. Mogę skorzystać z pokoju ? - spytał gdy tylko przkroczyłam próg drzwi.
- Jasne. - przepuściłam go. I nie czekałam długo. Po chwili wyszedł ubrany w białą koszulę z czarnymi mankietami i spodniami. Marynarkę zarzucił na ramię. - Szybki jesteś.
- Yhm... Teraz chodź trochę pasuje. - przeczesał dłonią roztarganą czuprynę. I poprawił granatowy krawat luźno zawiaząny pod szyją.
- Przystojniak. - westchnęłam.
- Ruszajmy bo mi tu padniesz z zachwytu i nici z przyjęcia.
- Jakiego przyjęcia ? - zdziwiłam się.
- Jestem pewien że mama sobie nie odpuści. - wyszczeżył się. Objął mnie w talii i wyprowadził z mieszkania prosto do samochodu.
Sorki za błędy. :)
CZYTASZ
ZAPOMNIEĆ
Ciencia FicciónNowy chłopak w szkole. Na początku zwyczjny ale... Co ukrywa tajemniczy przystojniak...
