Rozdział 15

173 14 0
                                        

Wyszliśmy na zewnątrz kiedy telefon w mojej torebce zadzwonił . Szybko zatrzymałam się i odebrałam . 
- Halo ?
- Hejo Roksana ! - krzyknął Tobiasz razem z Ofelią byli chyba zadowoleni. Tak przynajmniej sądzę po ich głosie.
- Co tam ? I dlaczego mnie tak nazwaliście ? - myślałam że nikomu o tym nie mówiłam.
- A... Bo tak jakoś. Ale Nie zdziw się bo wszyscy będą tak do Ciebie mówić. - odpowiedziała blondynka.
- Wygadaliście się. - warknęłam. - Co chcecie ? Zajęta jestem.
- Dzwonimy żeby się pożegnać. - zaśmieli się jakby to była najfajniejsza rzecz na świecie.
- Jak to ?
- Przenoszą nas do poprawczaka. Nie zobaczymy się. No może że coś przeskrobiesz. - dobry humor ich nie opuszczał. Kiedy mi zbiera się na płacz. To oni jako pierwsi się ze mną zaprzyjaźnili. To był wtedy mój pierwszy dzień szkoły a oni tak podeszli i zapytali się czy się zaprzyjaźnimy - No to pa. Fajnie było. Szkoda że nie przyszłaś na imprezę.
- Przepraszam. Żegnajcie. Pa. Będę tęsknić. - łzy spłynęły po policzkach.
- Uszy do góry Ros. Tylko nie warz zapomnieć o zabawach. - rozłączyli się. Jak zawsze mają poczucie  humoru nawet w najgorszych chwilach. Wspomnienie z pierwszego dnia szkoły nie chcę zniknąć tak samo jak łzy.
- Co się dzieje ? - martwił się Oskar.
- Nic po prostu Tobiasz i Ofelia wyjechali do poprawczaka. - wyznałam. Wyciągnął rękę przed siebie i wytarł mi policzki.
- Jeśli chcesz możemy porzełożyć spotkanie. - przytulił mnie do siebie.
- Nie. Wiem że to dla Ciebie warzne. Jedziemy. - delikatnie go odsunełam. Ruszyłam w strone sportowego samochodu i otworzyłam drzwi. Myślałam że będą zamknięte ale nie były. Wślizgnełam się do środka poprawiając sukienkę. Brunet udał się w stronę drzwi kierowcy. Przypomniało mi się jak jeszcze niedawno mówiłam że nie będzie igrał moimi uczuciami. A teraz wszystko potoczyło się inaczej igra moimi uczuciami. Tylko mi to już nie przeszkadza.
- Gotowa ? - spytał ściskając moją dłoń z uśmiechem.
- Tak. - pokazałam głową. Zabrał rękę z mojej i uruchomił samochód. Po chwili byliśmy w drodze do domu. Jego domu.

- Wiesz co ? Nie żeby coś. Są bardzo ładne ale... Możesz zdjąć tę buty i założyć te ? - podał mi biało - czarne trampki. Zdziwiona zdjęłam czarne szpilki i włożyłam tę które mi podał brunet.
- Nie rozumiem.
- Poprostu będzie Ci wygodniej. - wyjaśnił. Nadal nie wiem o co mu chodzi ale mniejsza z tym. Ma rację zawsze wolałam buty bez obcasów. Nagle samochód się zatrzymał i to na samych obrzeżach miasta niedaleko lasu. Dom przed którym staliśmy był wielki dwu piętrowy ale tylko na dole paliły się światła. Widocznie na samej górze są sypialnie. Budynek był biały z czarnym dachem tylko po zamontowanym podświetleniu mogłam stwierdzić wygląd bo było ciemno. Chłopak wyszedł z samochodu i otworzył mi drzwi.
- Nie przestrasz się. - szepnoł.
- Czego? - nie zdążył odpowiedzieć bo drzwi wejściowe otworzyły się przed nami. I naszym oczom ukazali się rodzice Oskara. Matka była ubrana w leginsy i dłuższą bluzkę miał błękitne oczy i brązowe włosy. Ojciec miał czarne włosy a jego oczy były tak samo czekoladowe jak syna ubrany był w dżinsy i koszulę. Ale nie ich młody wygląd był najdziewniejszy a to że oboje na rękach trzymali dzieci chyba bliźniaki chłopca i dziewczynke. Skrzywili się troszeczke gdy niechcący dotknęła ich przy wejściu.
- Witajcie. - przywitali nas. Przeszliśmy do salonu.
- Jestem Aleksandra to mój mąż Szymon a to Natan i Nina.  - powiedziała matka Oskara.
- Roksana. - zaoszczedziłam im bólu i nie podałam ręki.
- Bardzo mi miło. Przypilnowalibyście dzieci ? - spytała. Skrzywiłam się gdy wyciągnęła w moją stronę miłego chłopczyka. - Nie bój się. Nie sprawia mu to bólu. - uśmiechnęła się. Wyciągnęłam ręce i wzięłam malucha na ręce miał urocze ciemne loczki i brązowe oczy. Był bardzo leciutki.
- Chodź zaniesiemy je do pokoju. - odezwał się Oskar gdy jego rodzice poszli do kuchni. Teraz wiem dlaczego kazał założyć mi trampki na podłodze wszędzie leżały zabawki.
- Ile mają lat ? - spytałam. Szliśmy na górę prosto do dębowych drzwi.
- Jedenaście miesięcy. - dziewczynka na jego rękach odwróciła się i zaczęła nachylać się w moją stronę. Natan bardzo dobrze bawił się moimi włosami. Trochę zazdrościłam Oskarowi ma rodzinę jaką ja chciałam mieć przez całe życie.
- Nina daj spokój. - jęknoł chłopak i wprowadził nas do zielonego pokoju pełnego zabawek. Cały ich dom był urządzony w dosyć nowoczesnym stylu.
- Ośaj ! - krzyknęła mała. Zaczęłam się śmiać. Jak ona śmiesznie na niego mówi. Posadziłam chłopczyka na dywanie i zajęłam miejsce obok niego.
- Ale ty śliczniutki. - złapałam go za rękę. Uśmiechnął się i podał mi małego pluszowego misia.
- Roksana przypilnowałabyś ich chwilę ? Pujde tylko do pokoju obok.
- Yhm... - dziewczynka podeszła naczworaka do nas i zaczęła bawić się z bratem podając mi różne rzeczy.
- Rośana. - powiedział Natan. - Piciu. - no super co teraz ? Wcześnie zaczęli mówić jak na swój wiek ale nie są ludźmi.
- Oskar ?
- Już... Proszę. - podał mi jedną butelkę.
- Ja nie umiem... - nigdy nie karmiłam żadnego dziecka.
- Nic nie szkodzi Natan je sam. - podałam mu butelkę. Chłopczyk wyciągnął do mnie ręce żebym go wzięła. - Włóż go do łóżeczka jest śpiący.
- Dobrze. - powoli wstałam i zaniosłam niemowlaka do łóżeczka.
- Oskar chodźcie na duł ! - krzyknął ojciec chłopaka.
- Ok. - położył Nine do łóżeczka i przyciemnił światło.



Sorki za błędy.  :)

ZAPOMNIEĆOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz