04. I wasn't pregnant with u

1.9K 126 9
                                        

Dzwonek do drzwi mojego mieszkania wydawał z siebie dźwięki od dobrych pięciu minut. Szybko zarzuciłam na siebie puchaty, szary szlafrok i podbiegłam do drzwi. Otworzyłam je i zostałam wepchnięta do środka.

- Co do cholery... - Mruknęłam zamykając drzwi. Stanęłam naprzeciwko mężczyzny i wywróciłam oczami. - Justin jakim prawem wpadasz do mojego mieszkania o godzinie 10 pm?! - Krzyknęłam wrzucając dłonie w powietrze. Chłopak miał zaciśnięte wargi i spoglądał na mnie wzrokiem, który mówił, że ma zamiar kogoś zabić. Ziewnęłam i machnęłam ręką, dając mu znak, żeby poszedł za mną. Udałam się do kuchni i wzięłam do dłoni czajnik elektryczny. Napełniłam go wodą i nastawiłam. - Więc? - Spojrzałam na mojego gościa. - Co jest powodem twojego wtargnięcia do mojego mieszkania tak późno wieczorem?

- Chcę wiedzieć prawdę. 

- Woah, ale jaką prawdę? - Spytałam siadając przy stole. Uniosłam brwi delikatnie zszokowana postępem sytuacji. 

- Byłaś ze mną w ciąży? Wtedy... po naszej pierwszej nocy razem... czy Ty...? - Wydusił z siebie a ja prawie zachłysnęłam się własną śliną. Spojrzałam na swoje dłonie, które opierałam o stół i się nerwowo zaśmiałam.

- Justin... no co Ty? Wierzysz w takie plotki? - Spytałam patrząc na niego z politowaniem. W każdej plotce jest odrobina prawdy. 

- Wierzę wielu ludziom, ale Tobie już nie. Dlatego proszę, mogłabyś chociaż raz być w stosunku mnie szczera?

- Wow, wow, wow. Przepraszam bardzo. - Syknęłam zdziwiona i wstałam od stołu. - Ja nie jestem z Tobą szczera? Nie byłam? Cholera jasna, a kto mnie zostawił dla kariery, bez żadnego pożegnania i nie dawał znaku życia przez pieprzone pięć lat?! - Uniosłam głos i zacisnęłam pięści. 

- Ale chodzi Ci o to, że nie dałem znać, że wyjeżdżam Tobie, czy może Birdy? Och, zapomniałem. Przecież Birdy nie istnieje. 

- Wynoś się. - Syknęłam idąc w kierunku korytarza. Otworzyłam drzwi wejściowe na rozkaz i spojrzałam na niego najgorszym wzrokiem, jakiego kiedykolwiek użyłam. - Wynoś się z mojego mieszkania i nie wracaj tu więcej! - Krzyknęłam. Gdy mężczyzna opuścił moje mieszkanie pobiegłam w kierunku sypialni i rzuciłam się na łóżko. Momentalnie wszystko ze mnie uszło. Chwyciłam poduszkę, krzyczałam w nią, szlochałam. Nie chciałam już nic kompletnie czuć. 


Next Day.


Ze snu wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu. Podskoczyłam na łóżku i nie otwierając oczu nacisnęłam na ekranie komórki zieloną słuchawkę. 

- Halooo? - Mruknęłam przykładając telefon do ucha.

- Danielle, jest dziewiąta. Gdzie ty jesteś? - W słuchawce rozbrzmiał głos mojej asystentki. Zerwałam się z łóżka i zerknęłam na zegar wiszący na ścianie. Cholera, jak zawsze - jestem spóźniona.  

- Zaraz będę! - Krzyknęłam do telefonu. - Duuuużą kawę! - Powiedziałam po czym się rozłączyłam. Od razu pobiegłam do łazienki. 

Stanęłam przed lustrem i moja szczęka centralnie zderzyła się z podłogą. Moja twarz wyglądała... okropnie! Byłam cała spuchnięta, na moich policzkach były namalowane czarne pejzaże z rozmazanego tuszu do rzęs. Moje usta były spierzchnięte i czerwone. Westchnęłam ciężko i weszłam pod prysznic. Obmyłam szybko swoje ciało żelem kokosowym, wymyłam włosy i wyszłam spod kabiny. Stanęłam przed lustrem i nachyliłam się nad umywalką. Oczyściłam swoją twarz specjalnym żelem, po czym owinęłam włosy w ręcznik i założyłam szlafrok. 

Założyłam na siebie ulubiony czarny kombinezon z długimi nogawkami, bordową marynarkę i czarne 13-centymetrowe szpilki. Wysuszyłam włosy, rozczesałam je i dałam im wolność. Szybko zrobiłam mój rutynowy makijaż. Chwyciłam torebkę, zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy i opuściłam mieszkanie. Do pracy dotarłam po piętnastu minutach. Oczywiście nie obyło się bez dostania koronki od szefa na temat mojego notorycznego spóźniania się. Dzień w pracy minął mi szybko i właściwie monotonnie. 

Do domu wracałam wykończona i wyzbyta dobrego humoru. Przekroczyłam próg mieszkania i z ulgą od razu pozbyłam się butów. Ruszyłam do salonu, gdzie usiadłam na kanapie. Chwyciłam poduszkę leżącą z boku i odsunęłam jej poszewkę. Wyciągnęłam małe, zgięte na pół zdjęcie i spojrzałam na nie ciężko wzdychając. Po prostu nie byłoby Ci ze mną dobrze, maluszku. 


~~~~

Nie sprawdzałam rozdziału. Patrzę na waszą aktywność - która jest dla mnie ważna, jeśli chodzi o dodanie nowego rozdziału. 

SoberOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz