01. But I want only my career

2.3K 138 4
                                        

Wysiadłam z metra i biegłam w kierunku ruchomych schodów. Jeszcze kilka minut a będę spóźniona do pracy. Dalej wspinanam się ku szczytowi, więc wolę nie ryzykować. Po zaledwie pięciu minutach przekroczyłam próg budynku. Nacisnęłam guzik w windzie i ruszyłam na wybrane piętro. Zdjęłam płaszcz i po wejściu do mojego biura zawiesiłam go na wieszaku. Usiadłam przy biurku i otworzyłam laptopa. Po chwili do pomieszczenia weszła Camille, moja asystentka.

- Wywiad u Ellen o 6pm. Gleen goni Cię z nowym artykułem, Vogue uparcie pragnie sesji a szef... szef ma do Ciebie pilną sprawę. - Powiedziała podchodząc do mojego biurka. Położyła na blacie stos papierów i się uśmiechnęła. Odwzajemniłam uśmiech i westchnęłam.

- Potwierdź, że będę. Sesje przemyślę a do Gleen i szefa wybiorę się osobiście.

Po wyjściu Camille zajęłam się przeglądaniem materiału który mi przyniosła. Były to pomysły na artykul i harmonogramy spotkań. Zanotowałam wszystko w kalendarzu i wstałam ruszając w kierunku drzwi. Po dojściu pod gabinet szefa zapukałam cicho do drzwi po czym weszłam do środka. Podeszłam do biurka przy którym siedział czterdziestoletni mężczyzna.

- Danielle, perełko, usiądź. - Powiedział sympatycznym głosem a ja zajęłam miejsce naprzeciwko niego. - Wiesz, że pokładam w Tobie ogromną nadzieję oraz, że jesteś najbardziej ambitną pracownicą, tak? - Spytał patrząc na mnie tym wzrokiem. Szykują się dobre pieniądze. Przytaknęłam.

- Czym mam się zająć? - Spytałam delikatnie się uśmiechając.

- W związku z nadchodzącym Grammy chciałbym żebyś przyszykowała kilka artykułów na temat nominowanych gwiazd.
- Zajmę się tym. - Powiedziałam wiedząc, że biorę na siebie jedno z cięższych zadań.

- Dobrze, wyśle Ci na meil więcej szczegółów. A teraz zmykaj, zaraz mam ważną rozmowę.

Pożegnałam się i wstałam od biurka, po czym szybko opuściłam pomieszczenie. Udałam się do siebie i zajęłam się papierkową robotą. Gdy wyrwałam się z wiru pracy, była już godzina 4.30. Wyszłam z pomieszczenia zamykając go na klucz. W windzie dostałam telefon.

- Danielle D. Howard, słucham? - Powiedziałam do słuchawki wciskając guzik.

- Cześć kochanie. - Usłyszałam głos Jess. - Za dwa dni odbędzie się pogrzeb. Pan Miller zmarł na zawał, czy mogę liczyć na Twoją obecność? Dzwonię do całej naszej klasy. - Westchnęłam głośno i poczułam ukłucie w sercu. To był mój ulubiony nauczyciel.

- Jasne, Jess. Będę. Zadzwonię do Ciebie później, ponieważ nie mam za dużo czasu. - Powiedziałam rozłączając się. Schowałam komórkę do torebki i wyszłam z budynku.

* Dzień pogrzebu *

Wysiadłam z samolotu i rozejrzałam się po lotnisku. Do moich uszu nagle dobiegł słodki, piskliwy głosik.

- Dani! - Usłyszałam i zobaczyłam biegnąca w moją stronę malutką dziewczynkę. Uśmiechnęłam się i gdy już była blisko, kucnęłam biorąc ją na ręce.

- Katie ale Ty urosłaś. - Powiedziałam pełna zdumienia i zaczęłam rozglądać się za resztą rodziny. W tłumie zobaczyłam wujka i ciocię, więc udałam się w ich kierunku.

Po odebraniu bagaży pojechaliśmy prosto do domu. Wiele się tu zmieniło, ale środku budynku wciąż panowało to znajome ciepło. Zanioslam bagaże do swojego pokoju i poszłam pod prysznic.

Założyłam czarne rurki oraz koszulę w tym samym kolorze. Zrobiłam makijaż, który przez te pięć lat udoskonaliłam i teraz był on mocniejszy i bardziej profesjonalny. Wyprostowalam swoje długie, czarne włosy i zeszłam na dół. Zjadłam jabłko i założyłam na stopy czarne buty na 12 centymetrowym obcasie. Wyszłam z domu i ruszyłam w kierunku kościoła. Gdy doszłam na miejsce zobaczyłam strasznie dużo osób. Większość z nich znałam, ale byli też tacy, których widziałam pierwszy raz na oczy. W tłumie zobaczyłam znajomą twarz więc podeszłam. Jessica stała z Megan, Chaz'em i jeszcze jakimś chłopakiem, którego nie mogłam zidentyfikować, ponieważ stał tyłem.

Zgrabnie podeszłam do przyjaciółki i zakryłam jej oczy dłonią. Dziewczyna podskoczyła i pisnęła odwracając się w moją stronę.

- Dani! - Krzyknęła używając mojego imienia. Wszystkie twarze skierowały się na nas. Teraz zauważyłam, że tą czwartą osobą w tej grupie był... nie kto inny jak Justin Bieber.

- Dani? Nie przypominam sobie, żebyśmy mieli taką ślicznotkę w klasie. - Powiedział Chaz uśmiechając się do mnie. Zaśmiałam się i stanęłam obok przyjaciółki.

- Przecież to Dhalia. - Zaśmiała się Jess a oczy Justina się powiększyły.

- Ale mów mi Danielle. - Zwróciłam się do Chaza. - Nie używam już starego imienia. Mam z nim nieprzyjemne wspomnienia. - Mruknęłam kątem  oka patrząc na Justina.

Chwilę później zabrzmiał dzwon, który oznajmił, że pogrzeb się zaczął. Jako osoba która nie przepada za takimi miejscami, usiadłam na ławce za kościołem.

- Dhalia. - Usłyszałam za sobą męski głos więc odwróciłam się w jego kierunku.

- Justin. - Mruknęłam udając niezadowolenie, chociaż moje serce biło w tym momencie jak oszalałe. - Mam na imię Danielle. - Powiedziałam z epickim spokojem patrząc się przed siebie.

Chłopak usiadł obok mnie i ciężko westchnął. Widać było po nim, że jest zmęczony ciągłą pracą nad nowym albumem.

- Chciałem Cię przeprosić. -  Wydusił wreszcie te słowa.

- Za co? - Spytałam patrząc na niego z delikatnym rozbawieniem.

- Za bycie takim dupkiem. Wybrałem karierę, mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz.

- W porządku. - Powiedziałam że sztucznym uśmiechem, mimo, że wcale w porządku nie było.

- Wybaczysz mi to kiedyś? Mogę liczyć na odnowienie kontaktów?

- Żartujesz sobie chyba, Justin. Spieprzyłeś. - Powiedziałam wstając z ławeczki. - Wybrałeś karierę, ok. Ale teraz ja chcę tylko i wyłącznie swojej kariery. Teraz jest moje pięć minut. - Powiedziałam odchodząc od chłopaka.

Mamy pierwszy rozdział.
Rozdziały w tej książce będą dłuższe niż w poprzedniej.

SoberOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz