Kładę dłonie na jej ramionach i przyciągam ją do siebie. Stoi odwrócona do mnie twarzą, delikatna i niewinna, jakby przez te pięć lat się nic nie zmieniło.
Ale zmieniło się. Zmieniło się wszystko.
Nie jesteśmy już w liceum, jesteśmy dorosłymi ludźmi odpowiadającymi za swoje czyny.
Wiem, że nie wybaczyła mi mojej ucieczki. Rozumiem. Sam sobie tego nie potrafię wybaczyć.
Przeszłość jest moim koszmarem. Jest mi wstyd za wszystko co zrobiłem. Nie mogę tego zmienić.
- Danielle, nie stresujesz się? - Spytałem a ona przecząco pokręciła głową. No tak. Przecież Danielle wie z kim się mamy spotkać.
- Dani! - Wykrzyknęła pięcioletnia dziewczynka wybiegająca z domu państwa Howard. Miała brązowe włosy do ramion i oczy koloru gorzkiej czekolady.
Spojrzałem na moją narzeczoną i przytuliłem ją do siebie, okazując wyrozumienie i wsparcie. Gołym okiem szło zauważyć, ze nie czuje się tu komfortowo.
- Pójdziemy na lody? - Spytała mała brunetka patrząc na Danielle od dołu.
- Tak, Justin Cie zabierze na lody i plac zabaw, ja muszę porozmawiać z wujkiem. - Mruknęła cicho Dani puszczając moją dłoń. No, nie taki był plan. Źle pogrywasz, Howard.
DANIELLE POV.
Po przekroczeniu progu domu wujka, ściągnęłam płaszcz i buty a na stopy założyłam puchowe bambosze. Ruszyłam do kuchni, gdzie przy blacie stała ciocia Jenny.
- Cześć. - Powiedziałam siadając przy stole. Kobieta postawiła przede mną kubek z gorąca kawą i zajęła miejsce obok mnie.
- Cześć? Po prostu tyle? Co ty sobie wyobrażasz? - Spytała unosząc głos. - Pięć lat! Pieprzone pięć lat, Danielle!
- Opanuj się. - Syknął wuj Jim wchodząc do pomieszczenia. - Nie zapominaj, że to moja siostrzenica. Mam Ci przypomnieć co przeżyła?!
- Wujku, spokojnie. - Powiedziałam cieżko wzdychając. - To jest... moja córka. Mam prawo decydować o jej losie.
- Twoja córka?! Słyszysz się, gówniaro?! Pytam ponownie, gdzie byłaś przez piec lat jej życia?! Gdzie byłaś gdy rosły jej pierwsze ząbki, gdy uczyła się chodzić?! To ja jestem jej mamą!
- Nie masz prawa mnie o nic obwiniać! - Krzyknęłam wstając od stołu. - Uprzykrzasz życie wszystkim wokół! Czy ja Cię prosiłam o WIELKĄ ŁASKĘ w opiece nad Katie?! Powtarzałaś mi, ze się do tego nie nadaje! MIAŁAM DEPRESJĘ! - Wysyczałam podchodząc do okna. Starałam się unormować swój oddech. - To jest moja córka, czy tego chcesz czy nie. Możesz ukrywać ten pieprzony akt urodzenia nawet trzy metry pod ziemią, ale to ja jestem jej matką. Nawet nie zasługujesz na to miano. - Powiedziałam, po czym wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam w kierunku mojej starej sypialni.
- Dani, zaczekaj. - W korytarzu usłyszałam głos wujka. Odwróciłam się i oparłam o futrynę.
- Przepraszam. - Powiedziałam cicho patrząc na wujka rozżalona. - Nie potrafię tak dłużej, muszę wiedzieć.
- I co teraz zrobisz?
- Badania na dna. Jeśli Justin jest jej ojcem... ma prawo o tym wiedzieć.
- A jeśli nie?
- Nie wiem, nie myślałam o tym. - Powiedziałam siadając na schodach. Oparłam głowę o ścianę i westchnęłam.
- Zastanów się, Danielle. Wiesz, że popieram Cie w każdej twojej decyzji, ale pomysł, co będzie jeśli to nie Justin jest ojcem Katie. Będziesz potrafiła żyć z tą myślą i Katie pod jednym dachem?
- Chcę spróbować, wujku.- Powiedziałam i spojrzałam w kierunku drzwi wejściowych. W progu stanął Justin wraz z Katie, która miała wygięte usta w podkówkę.
- Daaaaaaniiiiii... - Wyszlochała dziewczynka pokazując kolano, które było czerwone od krwi. Spojrzałam na Justin, który wystraszony wzruszył ramionami.
- I patrz co narobiłaś, gówniaro. - Z kuchni wyszła ciotka Jenny i odrazu chwyciła Katie za rękę.
- Masz ją puścić w tej chwili, albo tego pożałujesz! - Krzyknęłam ruszając w kierunku dziewczynki. - Justin, zanieś ją do mojej sypialni, zaraz przyniosę plastry. A ty... - Powiedziałam wskazując palcem w stronę Jenny. - Możesz się pożegnać z Katie, bo zabieramy ją do Nowego Jorku.
CZYTASZ
Sober
Fiksi PenggemarDruga część książki "White Bird". Przenosimy się o pięć lat do przodu, gdy bohaterowie mają już po prawie 23lata. Justin jest już sławnym na całym świecie piosenkarzem a Dhalia-Danielle wspina się po szczytach swojej wymarzonej kariery.
