15. Everybody's watching her, but she's looking at you

1.6K 126 8
                                        

Usiadłam na brzegu łóżka i założyłam na stopy moje nowe converse. Wstałam i podeszłam do lustra. Przejrzałam się, po czym poprawiłam makijaż i uśmiechnęłam się do swojego odbicia, lecz po chwili entuzjazm zszedł z mojej twarzy. Usiadłam na łóżku i krzyknęłam w poduszkę. 

- Dlaaaczegooo muszę być taka brzydka? - Spytałam głupio sama siebie. Wyciągnęłam telefon z kieszeni szortów i odczytałam nową wiadomość. 

Wiadomość od: Justin

"Jestem pod twoim domem,x." 

Westchnęłam ciężko, ociągając się wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę wyjścia. Opuszczając pomieszczenie minęłam w korytarzu Katie, lecz przyśpieszyłam tylko na widok tej małej osóbki. Po opuszczeniu domu, moim oczom ukazał się nowy Range Rover o kolorze zabójczej, matowej czerni. Uśmiechnęłam się delikatnie radośnie machając do mężczyzny za kierownicą. Nim zdążyłam się obejrzeć, blondyn wyskoczył z auta i otworzył mi drzwi od strony pasażera. 

- Klasa. - Powiedziałam z aprobatą szczerząc ząbki. 

- Dla Ciebie wszystko. - Odpowiedział również ukazując światu swoje śnieżnobiałe zęby. Gdy tylko zajęłam miejsce w aucie, minęła dosłownie chwila kiedy pojawił się obok mnie. Spojrzałam na swoje dłonie, które ułożyłam na kolanach i jęknęłam ze stresu. Wyglądałam jakbym była osobą chorą na Parkinsona. Poważnie. Justin spojrzał na mnie, uśmiechnął się i uścisnął moją dłoń-jak myślę - w geście wsparcia. - Też się stresuję. - Powiedział odpalając samochód. - W końcu między innymi od tego zależy nasza przyszłość, no nie? Ale kto by się przejmował. - Wzruszył ramionami a ja zmarszczyłam czoło słysząc to, co mówi. Musiałam wyglądać śmiesznie, bo po chwili w samochodzie nie rozbrzmiał dźwięk radia, tylko chaotycznego, głośnego śmiechu. - Wybacz, Dani. Damy radę. 

- Taaa, damy radę. - Przytaknęłam. Gdy tylko odjechaliśmy, skupiłam swoje myśli na widoku zza szyby. Tak, podjęliśmy decyzję dania nam jeszcze jednej szansy. Wydaje mi się, że nam obojgu jednak w jakiejś jednostce na sobie zależy. Może warto? Przekonamy się o tym już niedługo, jak sądzę. Dzisiejsze spotkanie było czymś w stylu randki, mimo, że to wcale nie jest w naszym guście. Ja? Nie uznaję słowa "randka". On? Nie potrzebuje randki by zaciągnąć dziewczynę do łóżka. 

Gdy Justin zgasił auto, domyśliłam się, że to już tutaj. Wysiadłam z auta i rozejrzałam się w około siebie. Znajdowaliśmy się na jednej z mniej-więcej opuszczonych plaż Toronto. Uśmiechnęłam się i kołysząc się podeszłam do mężczyzny. 

- Super. - Powiedziałam uśmiechając się i kręcąc głową. - Wiesz co? Jak chciałeś mnie zgwałcić, to blisko naszych domów są takie wiesz, opuszczone budynki, ulice. Nie musiałeś się fatygować. - Walnęłam go delikatnie z pięści w ramię. Mam wrażenie, że bardziej to zabolało mnie. Spojrzałam na swoją czerwoną pięść i na jego nietknięty muskuł i prychnęłam cicho.

- Och, zamknij się Dani, nie psuj dnia. - Powiedział kierując się do bagażnika samochodu. Podążyłam za nim dalej idąc jak mała, podekscytowana dziewczynka, która zaraz dostanie lizaka. Justin z auta wyciągnął duży, wiklinowy koc. - No, idziemy. - Wskazał na plaże i ruszył w jej kierunku. Dalej powoli za nim podążałam, powoli dorównując mu kroku. Gdy tylko wyrównałam z nim, mężczyzna drugą wolną ręką złapał mnie za dłoń. Spojrzałam na niego niepewnie i posłałam mu delikatny, subtelny uśmiech. 

- Okej, to tutaj? - Spytałam stając na plaży. Ściągnęłam ze stóp converse i poczułam przyjemne uczucie gorącego piasku pod stopami. Justin przytaknął i położył na piachu kosz. - Okej, więc co my tu mamy? - Spytałam rzucając się w stronę koszyka. Wyciągnęłam z niego ogromny koc plażowy. - Pomożesz mi? - Rzuciłam do mężczyzny i zabrałam się za rozkładanie koca. Po kilku minutach, według Justina już wszystko było gotowe. Usiadłam na kocu i spojrzałam na mojego towarzysza. 

- Idziemy do wody. - Rzekł, zdejmując t-shirt, przy czym ukazał swoje dobrze umięśnione ciało. Tak, na widok tego, wiele nastolatek i nie tylko ma przysłowiowy "kisiel w majtkach". Tak, ja też się do nich zaliczam. Ale lepiej tego chyba nie okazywać. 

- Idź. - Wskazałam mu dłonią wodę i starałam się zachować kamienny wyraz twarzy. 

- Idziesz ze mną. - Nie dawał mi za wygraną. Okej, this is waaar? 

- Nie idę. - Mruknęłam jak mała dziewczynka. 

- Wyskakuj z ubrań lepiej, bo zaraz będziesz wracała toples do domu. Nie żartuję. - Powiedział patrząc mi prosto w oczy, a ja poczułam jak milion mrówek obiega moje ciało. Spojrzałam mu w oczy i się zaśmiałam. - Przegięłaś. - Syknął z rozbawieniem w głosie. Podszedł do mnie i w sekundę chwycił mnie na ręce. - Co teraz zrobisz? 

- Justin, puść mnie, to nie jest zabawne. - Mruknęłam zachowując poważny ton głosu. 

- Uhm, niech pomyślę. NIE i TAK, to jest zabawne. - Odpowiedział idąc powoli w kierunku wody. Próbowałam mu się wyrwać, ale nie wiem co ma moje 50 kg do jego masy i siły, więc tak-nie wskórałam nic. Można powiedzieć, że tylko pogorszyłam nieświadomie swoją sytuację. Justin wchodząc coraz głębiej do wody coraz bardziej się uśmiechał. 

- Och, wyglądasz jak pedofil. - Powiedziałam wyrywając mu się. 

- Może nim jestem? - Spytał zabawnie poruszając brwiami. Nieźle, mamy po 23 lata, a oboje teraz zachowujemy się jak para nastolatków. 

- Wiesz, to nie jest zabawne, zachowuj się jak... - Powiedziałam, zaczynając swoje spontaniczne kazanie, którego nie dokończyłam, bo w pewnym momencie poczułam chłód. To był moment jak całe moje ciało zanurzyło się w wodzie. Odepchnęłam się stopami od dna i wyskoczyłam na wierzch. 

- Jesteś... ych! - Krzyknęłam atakując go wodą, którą prysnęłam w jego kierunku. Stał, jak gdyby nigdy nic i się uśmiechał. Byłam wściekła, cholernie wściekła, ale jedyne na czym potrafiłam się skupić, to jego czekoladowe oczy, śnieżnobiałe zęby i idealna sylwetka. Westchnęłam ciągle zbliżając się do mężczyzny. - Nie znoszę cię, zachowujesz się jak dzieciak, dalej Cię nie lubię, nie... a zresztą. - Mruknęłam stając naprzeciwko niego. Moje serce biło jak oszalałe a mój głos przestał być spokojny. Czułam jakbym miała milion malutkich igiełek w gardle. - Jebać to, właściwie. - Powiedziałam przyciągając go za szyję do siebie i złączyłam nasze usta w pocałunku. Boże, nawet nie wiedziałam, że jestem tak spragniona jego osoby. 

SoberOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz