07. It's time for the love in my life.

1.8K 110 3
                                        

Usiadłam w biurze mojego szefa i wyciągnęłam komórkę z torebki. Zaczęłam przeglądać social media w celu zabicia czasu. Gdy usłyszałam dźwięk windy, szybko schowałam telefon z powrotem. Wyprostowałam się na swoim miejscu i poprawiłam włosy. Uśmiechnęłam się do przełożonego, który właśnie zajął miejsce naprzeciwko mnie. 

- Danielle. - Powiedział mężczyzna ze szczerym uśmiechem na ustach. 

- Dzień dobry, Panie Clayton. - Odpowiedziałam podając mężczyźnie dłoń. Na pewno był jakiś powód, dla którego ten mężczyzna mnie wezwał do siebie do gabinetu. W ostatnim czasie zakończyłam wszystkie swoje projekty, jak mi się wydaje, wyszło mi to bardzo dobrze. Może chce porozmawiać ze mną na temat podwyżki, bądź wyróżnienia? 

- Danielle, chciałbym z tobą poważnie porozmawiać. - Powiedział stukając palcami o blat biurka. Przytaknęłam w skupieniu przyglądając się mu. - W ostatnim czasie byłem z Ciebie bardzo dumny. jesteś jedną z lepszych moich pracownic... ale... Panno Howard, musimy rozwiązać naszą umowę o pracę. - Powiedział kierując w moją stronę kartkę A4. Wzięłam ją w dłonie i przeczytałam nagłówek. Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. 

- Ale jak to? - Wyszeptałam zaciskając swoją małą pięść. 

- Naprawdę Cię szanuję, jesteś piękną i bardzo utalentowaną kobietą. - Powiedział podsuwając mi artykuł naszego magazynu. Wzięłam papiery w dłonie. To był mój artykuł nad którym pracowałam kilka miesięcy. - Hailey Baldwin powiedziała, że pozwie naszą firmę o to, że w artykule dość często wspominamy jej imię. Rzekomo nie wyrażała zgody na to. - Odparł wzdychając a ja podniosłam się ze swojego miejsca.

- Jak to? Kłamie!- Krzyknęłam wyrzucając dłonie w powietrze. 

- Tak Danielle, ja Ci wierzę. Ale nie możemy doprowadzić do zamknięcia naszej gazety. Musisz odejść z pracy. - Powiedział a ja usiadłam z powrotem na swoim miejscu. Oparłam łokcie o biurko i westchnęłam. Tak długo na to pracowałam a ta szmata mi wszystko zepsuła. Moje lata starań i wszystkie marzenia. Nie ujdzie jej to płazem. 

- I co teraz? - Spytałam spoglądając na mężczyznę zrezygnowana. 

- Musisz po prostu zmienić karierę. Przeleję Ci na konto pieniądze na pożegnanie, żebyś miała za co żyć przez najbliższy czas. Moja córka- Vanessa skontaktuje się z Tobą w tym tygodniu. Zostanie Twoją agentką a ja będę pokrywał tego koszty. Podpisz. - Spojrzałam jeszcze raz na wypowiedzenie i w milczeniu je podpisałam.

Pożegnałam się z mężczyzną i opuściłam gabinet. Ruszyłam w kierunku swojego biura. Gdy weszłam do pomieszczenia doznałam szoku. Wszystkie moje rzeczy stały w kartonach, porozstawiane po pomieszczeniu. Spojrzałam na stojąca w rogu Camille i sztucznie się uśmiechnęłam. Wzięłam to co do mnie należało i dumnie opuściłam budynek. Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer Dylana. 

- Halo? - Przyjemny męski głos rozbrzmiał w słuchawce. Westchnęłam ciężko.

- Dylan...wracam do Kanady. - Wyrzuciłam z siebie idąc w kierunku metra. Byłam ubrana w wysokie szpilki i nie było wygodnie iść w nich z toną kartonów, do tego rozmawiając przez telefon. - Wyrzucono mnie z pracy. - Mruknęłam i poczułam jak moje ciało bezradnie się rozluźnia. 

- Dlaczego? Gdzie teraz jesteś, podjedź do mnie, porozmawiamy.

- Stoję przed budynkiem. Złapię taksówkę i zaraz u Ciebie będę. 

Mruknęłam rozłączając się. Dylan był teraz moim jedynym wsparciem. Z rodziną utrzymywałam kontakt tylko telefonicznie, Jess ma swoje sprawy, po prostu każdy w tym mieście żyje własnym życiem. O Justinie nawet nie chcę wspominać, ech. Najlepiej byłoby wymazać go całkowicie z mojego życia, poczynając na tych najokropniejszych wspomnieniach, nie zostawiając nawet tych dobrych. Wsiadłam do pierwszej taksówki jaka podjechała i ruszyłam w kierunku Manhattanu. Tak, nic dziwnego, Dylan jest dobrym i rozchwytywanych aktorem, także to normalne, że mieszka na tej dzielnicy. Gdy dotarłam na miejsce, przed wielką willą czekał na mnie mój przyjaciel. Zapłaciłam kierowcy, po czym poprosiłam go, żeby odwiózł kartony na wybrany adres i po prostu je tam zostawił. Opuściłam auto i od razu pobiegłam do przyjaciela. Gdy tylko poczułam, jak jego ramiona otulają moje ciało bezwładnie się mu oddałam i poczułam jak po moich policzkach spływają pierwsze łzy. Po chwili stałam tam rycząc wniebogłosy, a spanikowany Dylan tylko w kółko powtarzał, że wszystko będzie dobrze. 

Nie pamiętam jak się znalazłam w środku budynku, ale w każdym razie pełną świadomość odzyskałam na kanapie w salonie Dylana. Przetarłam swoje opuchnięte od płaczu oczy i westchnęłam ciężko. Poczułam czyjąś dłoń na plecach i odwróciłam się w kierunku mężczyzny. 

- Co teraz zamierzasz? - Spytał miłym głosem.

- Nie wiem. - Wychrypiałam, czując ogromną gulę w moim gardle. - Moje życiowe plany właśnie legły w gruzach... Jestem bezrobotna, długo tak się w Nowym Jorku nie utrzymam. - Powiedziałam spoglądając na niego.

- Wykonałem parę telefonów... i jestem w stanie załatwić Ci dobrą pracę. Tylko, że mija sięz twoim powołaniem. 

- Jest mi naprawdę, naaaprawdę wszystko jedno. Mogę być nawet sprzątaczką w publicznej toalecie. - Powiedziałam krzywiąc się na samą myśl o takiej pracy. Nie, chyba jednak nie przemyślałam tego, co właśnie powiedziałam. Przyjaciel się zaśmiał. 

- Nie to miałem na myśli. Poprosiłem moją mamę by przyjęła Cię do swojej kancelarii... jako prawniczkę. - Powiedział patrząc na mnie ze skupieniem wymalowanym na twarzy, a ja głośno przełknęłam ślinę. - Jeśli jednak przypasowałoby Ci to... wtedy poszłabyś na studia no i mogłabyś daleko zajść, nawet w odległej przyszłości miałabyś szansę zostać drugą właścicielką. - Gdy usłyszałam te słowa w mojej głowie zrobiło się pusto. Wiem, jak ważnymi osobami są prawnicy, jak ważne jest w stanach prawo i ile trzeba przejść, by pracować w tym zawodzie. Chyba muszę to dokładnie przemyśleć. Za dużo wrażeń na dziś. - Proszę, Dani, tylko nie wyjeżdżaj... - Powiedział gładząc mój policzek. Gdy to robił, poczułam dziwne uczucie w brzuchu. Znałam je skądś, to chyba obudziły się motylki, których dawno w moim życiu nie było. 

Przybliżyłam się do mężczyzny. Drżałam. Bałam się tego co właśnie robiłam, ale też chciałam tego. Włożyłam delikatnie dłoń w jego bujne włosy, a swoje usta połączyłam z jego.

Teraz potrzebuję odrobiny czasu na miłość w moim życiu. 

SoberOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz