Uśmiechnęłam się klikając "wyślij" na telefonie. Właśnie podjęłam jedną z ważniejszych decyzji w moim życiu.
"Spróbujmy. Lecę do Toronto. Możemy się spotkać tam, gdzie to wszystko się zaczęło, huh? Sprawdzam Cię. Mam nadzieje, że wiesz o które miejsce mi chodzi. Danielle."
- Pasażerów lotu New York City-Toronto prosimy o udanie się po swój bagaż. Życzymy miłego pobytu. - Usłyszałam i z uśmiechem powędrowałam po swoją walizkę. Gdy opuściłam tylko mury lotniska, nałożyłam na nos okulary przeciwsłoneczne.
- O-mój-Boże! - Wykrzyknęła niska brunetka przede mną.
- Jessica! - Pisnęłam rzucając się w jej ramiona. - Nawet nie wiesz, jak się za Tobą stęskniłam! - Mruknęłam w jasno różowy t-shirt dziewczyny. Jess była jedyną osobą która była ze mną zawsze, niezależnie od tego co się działo. Mimo, że i tak dzielą nas te kilometry, zawsze mogę na nią liczyć.
- Co Cię tu sprowadza? - Spytała mrużąc swoje brązowe oczy od słońca. Wzruszyłam ramionami.
- Miłość. - Mruknęłam po czym przygryzłam dolną wargę.
- Och, gdzie Dylan? Przyleciał tu z Tobą?
- Uhm, nie. Spodziewam się raczej dzisiaj kogoś innego. - Wypowiadając te słowa na moje usta wkradł się nieśmiały uśmiech. Wiem, możecie nazwać mnie masochistką, no bo jak inaczej? Dwa razy do tej samej rzeki podobno się nie wchodzi, aleee! Tylko raz w niej byłam. Według mnie jest jeszcze dla nas szansa, gdzieś...kiedyś. Może.
- Nie żartuj. - Powiedziała nabierając poważnego wyrazu twarzy. - Danielle! Czy jesteś pewna w co się pakujesz?
- Nie. - Wzruszyłam ramionami. - Ale kto mi zabroni spróbować? - Spytałam retorycznie, ponieważ obie znałyśmy odpowiedź.
Razem z przyjaciółką ruszyłyśmy na parking do jej auta. Gdy tylko stanęłam w furtce posiadłości mojego wujka, wzięłam głęboki oddech. Przekroczyłam próg domu dosłownie na piętach i postawiłam walizkę w korytarzu. Udałam się do salonu, bo stamtąd słyszałam odgłosy mieszkańców. Stanęłam za drzwiami chcąc zrobić rodzinie niespodziankę, ale zatrzymałam się wyczuwając, a raczej słysząc kłótnie wujka i cioci.
- Tak, sądzę, że ktoś inny mógłby zapewnić mi lepszy dobrobyt. Mogłam posłuchać się mamusi! - Krzyczała ciotka a wujek siedział zupełnie nieobecny na sofie. Chrząknęłam wchodząc do pomieszczenia.
- Przeszkadzam? - Rzuciłam ostro. Wujek szybko wstał z kanapy i podbiegł do mnie tak szybko, że przypominał mi gazelę uciekającą przed wygłodniałym gepardem.
- Słońce! - Wykrzyknął stając przede mną i ogarniając mnie od góry do dołu. Ciocia udając jakby mnie nie znała postanowiła opuścić pomieszczenie. - Nie znam jej. - Mruknął pokazując na cień kobiety. - Opowiadaj, co Cię tu sprowadza? - Spytał już lekko siwawy mężczyzna prowadząc mnie na dużą sofę, która stała po środku salonu.
- Wakacje się zbliżają, więc postanowiłam je zacząć trochę wcześniej niż inni.
- Jak to? Nie potrzebujesz pieniędzy, że robisz sobie wolne? - Spytał marszcząc czoło.
- Uhm, piosenka dobrze się sprzedaje... więc na razie jakoś wyżyję z tego. Jestem umówiona dziś ze znajomymi wujku, więc pozwól, że pójdę się ogarnąć. Jutro z rana musisz mi wyjaśnić całą tą sytuację, której przed chwilą byłam świadkiem. - Powiedziałam mierząc w mężczyznę palcem, po czym wstałam z kanapy. Uśmiechnęłam się do niego i opuściłam pomieszczenie, lecz po chwili się cofnęłam.
- Aaa... jeszcze jedno. Gdzie jest Katie? - Spytałam ochryple.
- U koleżanki. - Odpowiedział, a ja udałam się do swojego pokoju, który wciąż wyglądał tak samo. Nie wiem, czy tęsknie za widokiem tej pięciolatki, ale ciekawość mnie zżera. Jak teraz wygląda, do kogo jest podobna, jakie ma zainteresowania? Uhm, nieważne zresztą.
Wyciągnęłam z walizki ubrania i rozpakowałam je do szafy. Schowałam potrzebne kosmetyki w łazience i udałam się pod prysznic. Po piętnastu minutach byłam już całkowicie odświeżona i rzuciłam się na łóżko. Spojrzałam na sufit nade mną i wybuchnęłam gromkim śmiechem. Dlaczego nikt tego nie ściągnął? Dlaczego ja nigdy tego nie zrobiłam? Nad moim łóżkiem wisiało zdjęcie dużego formatu, które przedstawiało mnie i Justina na ognisku. To było nasze przedostatnie spotkanie, przed jego ucieczką z Kanady. Wyciągnęłam z torebki mojego iPhone i włączyłam instagrama w celu sprawdzenia co w trawie piszczy. Przesuwałam palcem po ekranie, gdy nagle zobaczyłam zdjęcie dodane przez Justina. Był to on, jak zwykle przystojnie wyglądał. Nie mogę stwierdzić gdzie się znajdował, więc także nie wiem, czy mój plan dzisiaj wypali. "Try me" było napisane pod zdjęciem. Może to do mnie? Warto mieć nadzieję, uwierzcie, potrafi nieźle podnieść na duchu. Uśmiechnęłam się do siebie i zeskoczyłam z łóżka. Wyciągnęłam z szafy czarne szorty i szary, opięty t-shirt, który sięgał mi do pępka. Ubrałam się i przeczesałam włosy, które niestety już zdążyły się pokręcić. Zrobiłam sobie delikatny makijaż i zbiegłam na dół.
- Dani, nie jesteś głodna? - Usłyszałam męski głos schodząc po schodach. Pokręciłam przecząco głową. - Ech, dziewczyno. Jakim cudem ty dalej funkcjonujesz, skoro nic nie jesz? - Mężczyzna założył ręce na biodrach. - Nie chcesz poczekać na Katie? Niedługo powinna wrócić.
- Uhm, nie. - Mruknęłam wymijając wujka. Pożegnałam się z nim, włożyłam słuchawki do uszu i razem z moją ulubioną playlistą ruszyłam przed siebie.
Skierowałam się w dobrze mi znane miejsce. To tu się to wszystko zaczęło. Tu byłam wyśmiewana i nienawidziłam go z całego serca. Mimo wszystko, to w tym miejscu coś we mnie drgnęło, zapragnęłam tej znajomości. Czy to był największy błąd mojego życia? Jeszcze nie jestem w stanie tego stwierdzić. Jak dotąd mile wspominam naszą znajomość, pomijając pierwsze dwa laty, kiedy ogarniałam się po stracie jego. Westchnęłam siadając na trybunach przy szkolnym boisku i wyciągnęłam z uszu słuchawki. Spojrzałam przed siebie i uśmiechnęłam się na widok zachodzącego słońca. Pogoda dzisiaj była piękna.
- Pamiętam jak dziś, jak spadłaś z tych trybunów. - Na dźwięk męskiego głosu podskoczyłam i delikatnie się uśmiechnęłam. Blondyn usiadł obok mnie a ja poczułam zapach jego perfum, ten sam jak wtedy. - To było słodkie i seksowne. - Powiedział uśmiechając się. Poczułam jak przyjemne ciepło ogarnia całe moje ciało.
CZYTASZ
Sober
FanfictionDruga część książki "White Bird". Przenosimy się o pięć lat do przodu, gdy bohaterowie mają już po prawie 23lata. Justin jest już sławnym na całym świecie piosenkarzem a Dhalia-Danielle wspina się po szczytach swojej wymarzonej kariery.
