*Marnette*
Obudziłam się w środku nocy, miałam dziwny sen mianowicie Czarny Kot odkrył moją tożsamość, a w dodatku został u mnie na noc. Przymknęłam oczy i odwróciłam się, dłonią napotkałam czyjąś ciepłą dłoń. O KURDE! Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona i pognałam w stronę włącznika światła. Zapaliłam go i podeszłam do obiektu, z którego właśnie wyleciałam. W moim łóżku był nie kto inny jak Kotek, usiadłam przy nim i zaczęłam gładzic jego blond włosy.
-Kim Ty jesteś?- Szeptałam bardzo cicho, on w tym czasie położył głowę na moich kolanach i mruczał.
Ej, ale chwila czy on nie miał spać na fotelu? Pchnęłam go z całej siły tak, że spadł z drugiej strony łóżka. Przeklęta gadzina się tu wepchnęła!
-UŁA!- Prychanie zza łóżka świadczyło, że się obudził.-Dlaczego to zrobiłaś?- Jego ton głosu stał się płaczliwy. Usiadł na podłodze i oparł głowę o łóżko. Wyglądał przeuroczo.
-Należało Ci się.- Odparłam jak by od niechcenia, jego oczy zrobiły się ogromne jak pięcio złotówki.
-Ale tak nie wolnooo, to niehumanitarne.- oburzył się i wdrapał na łóżko.
-A czy ja nie mówiłam dość wyraźnie, kiedy oznajmiłam, że śpisz na fotelu?- Pstryknęłam go w nos, na co zareagował głośnym prychnięciem.
-Ale tam było zimno, samotnie i niewygodnie!.- Wymachiwał rękoma, żeby mi pokazać jakie to go katusze spotkały.-I Ty byłaś dalekoo. A poza tym jak wszedłem pod kołdrę od razu mnie przytuliłaś i wyglądałaś na bardzo zadowoloną faktem, że przyszedłem.
Czułam jak się czerwienie, Czarny Kot spojrzał na mnie po czum się uśmiechnął.
-I co się gapisz?-Warknąłem bardziej niż chciałam, a on się przybliżył do mnie. Nasze nosy prawie się stykały.
-Gapie się, bo jesteś niesamowicie czerwona kropeczko.- Spoglądał mi prosto w oczy, w moich samych zrobiło się ciemno.
*Adrien*
Mari zamknęła oczy, jej głowa opadła i uderzyła mnie w moja. Co do cholery?! Dziewczyna leżała w moich ramionach, jej oddech był płytki. Ona zemdlała, odłożyłem ją na poduszki, po czym pognałem do łazienki, zabrałem pierwszy lepszy ręcznik zamoczyłem i przyłożyłem jej do czoła. Na jej słodkiej buźce widniał grymas bólu, a ja nie miałem pojęcia co robić, otwarłem okno. W pokoju zrobiło się chłodno. Przykryłem nas i wtuliłem twarz w jej bluzkę.
-Obudź się kochanie, błagam!-Poczułem ciepłe łzy na policzkach, a zaraz po tym jej ciepłą dłoń na mojej głowie.
-Już dobrze, Koteczku nie płacz.-Teraz to już ryczałem, ale ze szczęścia, podniosłem głowie i cmoknąłem ją w nosek, blady uśmiech rozświetlił jej twarz.
-Dlaczego zemdlałaś?- Teraz jej buźka spoważniała, chciałem wiedzieć, od teraz będę się nią opiekował. Czyj jej się to podoba czy nie!
*Marinette*
Czarny Kot płakał, to przeze mnie. Jego pytanie, to przez to, że jem tylko śniadania, a reszty posiłków unikałam jak ognia. Wzruszyłam w odpowiedzi ramionami. Oby nie drążył tematu. W odpowiedzi na moje wzruszanie ramionami otrzymałam gniewnie ściągnięte brwi, a w oczach niepokój i strach.
-Od teraz zawsze będę Cię miał na oku, jeśli coś Ci się stanie to sobie nie wybaczę.-Wyglądał bardzo poważnie.
-Ale Kocie.- nie zdążyłam dokończyć, położył mi palec na usta i spojrzał wzrokiem pewnym miłości.
-Szzzzzz, kochana teraz będę Twoim aniołem stróżem. Zawsze w pobliżu, ale zawsze niewidoczny.-Poczułam jego ciepłe wargi na czubku mojej głowy, a teraz idziemy spać i ani mi się śni wracać na ten zimny fotel.-Otulił mnie kołdrą, i przytulił się do mnie.
-Ale przecież nie możemy spać razem!- Gdyby moja mam weszła albo tata? Wtedy to by się działo.
-Możemy i będziemy, nie ma opcji, że po tej akcji się z tond ruszę, rano Cię obudzę i znikam.-Wtulił nos w moją piżamę.-Śpij Kochana.
Rozdział krótki, ale jutro pojawi się następny więc bez bicia c:
Komentarze i gwiazdki mile widziane <3
CZYTASZ
Biedroneczko, zostań...
FanfictionDwoje młodych ludzi których połączyło przeznaczenie. Młoda Marinette i Adrien są bohaterami broniącymi swoje miasto, jednak skrywają swoje tożsamości czy odnajdą w tym wszystkim siebie?