*pov Jess*
Obudziłam się jakoś o 12. Oczy miałam popuchnięte od płaczu. Odwinęłam bandaż i spojrzałam na cięcia. Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam szarą bluzę z Adidasa i czarne rurki. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół i otworzyłam. Zobaczyłam Leo. Nie wiedziałm co mam robić.
- Jess..
- Leo..
- Możemy porozmawiać - zapytał patrząc na mnie tymy pięknymi brązowymi oczkami
- Tak wejdz.. Chodzmy na górę. - przygryzłam wargę
Staliśmy w pokoju kłócąc się od jakiś 30 minut. Mieliśmy normlnie pogadać. Jak widać tak wyglądają teraz nasze rozmowy.
- Wszystkiego się czepiasz!! Sky przynajmniej nie strzela fochów o byle gówno!!!!
- Aaa no tak zapomniałam! Przecież Sky jest idealna!!
- Wiesz co? Nie wiem czy to był dobry wybór!
- Co?
- MY!!! - krzyknał i wyszedł z domu
Słyszałam echo jego słów. Stałam jak wryta. Nie byłam w stanie nic zrobić. Nie chciałam tak już żyć. Znów wzięłam ostrze do ręki. Poszłam do łazienki. Przyłożyłam ostrze do żył i z całej siły przejechałam po nich.
*pov Leo*
Chodziłem po parku.. Miałem wyrzuty sumienia. Pobiegłem do Jess. Za bardzo ją kocham. Chce ją przeprosić. Naprawić to wszystko..
Wbiegłem do domu Jess.
- Jess przepraszam. - wszedłem do jej pokoju ale jej tam nie było
Drzwi od toalety w jej pokoju były owarte powoli zerknąłem do łazienki, żeby sprawdzić czy tam jest.
- Jess!!! - krzyknąłem gdy zobaczyłem kałuże krwi i Jess która była nieprzytomna. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem na pogotowie.
Łzy leciały mi po policzkach. Jechałem razem z nią do szpitala. Jej ręce... One były całe w ranach. Starych i nowych. Czy to przeze mnie? Czy to moja wina? Zadawałem sobie miliony pytań. Ona musi to przeżyć. Byliśmy już w szpitalu. Moja księżniczka odzyskała przytomność. Nie chciałem jej męczyć pytaniami. Nie teraz. Teraz ona musi odpocząć. Będę przy niej. Ona była przy mnie zawsze. Tak samo ja będę z nią. Już nigdy nie pozwole jej na dotknięcie żyletki. Będę ją wspierał. Kiedyś się pobierzemy i będziemy mieć dzieci. Będziemy jezdzić razem w trasy Bars and Melody. Razem z Charliem znów wracamy jako BaM. Mieliśmy przerwe po moim wypadku ale to już rok miną. Ze mną jest wszystko okej. No prawie wszystko.
- Jess naprawdę nie chce od ciebie odchodzić. Te pielęgnkarki są durne. Ugh... Kocham Cię. I przepraszam. - złożyłem pocałunek na jej czole
- Ja ciebie też. To ja przepraszam Leo.
- Ty nie masz za co księżniczko. - uśmkechnąłem się i wyszedłem z sali
Poszedłem do Sky. Musiałem. Tak jak bardzo ją lubiłem. Tak jej teraz nienawidze. Jest suką. Chciała zjebać mój związek z Jess. Po części to moja wina. Ona jest nienormalna. Zapukałem do drzwi i po chwili byłem już w salonie Sky.
- Skyller. Wiesz, że Cię nienawidze ? Jesteś zwykłą szmatą. Nigdy. Nigdy nikt a zwłaszcza ty nie zjebią tego co jest między mną a Jess. Więc. Więc się odpierdol i spierdalaj z mojego życia. Z życia Jess też. Kocham. KOCHAM JĄ. NIE CIEBIE. - wyszedłem z jej domu
Szczerze? Mam teraz każdego w dupie. Liczy się tylko Jess. Mój najważniejszy skarbek. Żałuje tych błędów, które popełniłem przez Skyller. Zapominam o tym co było. Zapominam o wszystkim co z nią związane. Wyciągnąłem paczkę papierosów. Włożyłem do ust papierosa i odpaliłem go czarną zapalniczką. Było już ciemno. Wspinałem się na wysoki budynek. Wkońcu stanąłem na brzegu. Wziąłem ostatniego bucha. Popatrzyłem na dół. Zobaczyłem ulice. Samochody przemieszczały się pomału. Wyglądały jak małe mrówki z takiej wysokości. Popatrzyłem przed siebie. Zobaczyłem całą Walie. Piękną Walie. Popatrzyłem do góry zobaczyłem czarne niebo. I kilka gwiazd na nim. Pomyślałem o Jess.
W pewnym momencie łza spłynęła mi po policzku. Tak mi. Jestem słaby. Tak naprawdę jestem słaby. Zszedłem na dół. Stałem na chodniku. Rozejrzałem się wokół. Nikogo nie było. Przeszedłem przez ulicę. Skręciłem w lewo i ruszyłem przed siebie. Włączyłem playliste z piosenkami które napisałem dla Jess. W jej 15 urodziny dałem jej płytę. Po 20 minutach drogi zobaczyłem w oddali klify. Piękny widok. A zwłaszcza dla mnie. Mam z tym miejscem najlepsze wspomnienia. Tu byłem na pierwszej randce z Jess. Tu poraz pierwszy ją przytuliłem. Tu dotarło do mnie, że ną kocham. Poszedłem dalej kierunąc się w prawą stronę. Usiadłem na ławce i zobaczyłem napis markerem. "Jess and Leo". Przejechałem palcem po drewnie i w tym momencke w moich uszach pojawił się tekst piosenki "Dziewczyno zrozum jesteś idealna". Tak to jedna z piosenek dla Jess. Wstałem z ławki zaczą padać deszcz było jakoś po 23. Deszcz padał coraz bardziej. Zimne krople dotykały mojej skóry. Poszedłem na plac zabaw szkolny. Zobaczyłem huśtawkę. Lekko się ruszała. Była to huśtawka na której huśtałem Jess. Wtedy. Wtedy zaczęliśmy się do siebie zbilżać. Gdy ją huśtałem miała ten śliczny uśmich na twarzy. Ten który pomagał mi przetrwać. Przeszedłem przez łąkę na, której leżeliśmy śmiejąc się sami nie wiedząc z czego. Poszedłem pod galerie która była już zamknięta. Pamiętając jak byliśy w KFC i uciekł nam autobus. Stanąłem przed skate parkiem przypominając sobie jak uczyłem ją jezdzić na desce. Piękne wspomnienia. O tym nigdy nie zapomne. Było jeszcze wiele miejsc. Lecz było już około 4 nad ranem. Byłem cały mokry. Deszcz nie przestawał padać. Wręcz się nasilajł. Po godzinie stałem już w drzwiach mojego domu. Przed oczyma miałem obraz. 15 urodziny Jess. Wielkie pudło. Misiek. Wspólne tatuaże. Wyszedłem na góre. Stanąłem przed drzwiami mojego pokoju. Wziąłem głęboki oddech i otworzyłem drzwi. To miejsce. To łóżko. Tu przeżyliśmy nasz pierwszy raz. Tu budziłem się, a obok mnie leżała Jess. Tu się z nią kłóciłem, całowałem, przytulałem. Tu się z nią śmiałem. I tu z nią płakałem.
Wziąłem szybki prysznic. Gdy wyszedłem z toalety bylo około 6 rano. Położyłem się chwile spać. Wstałem około 8. Nie odczuwałem zmęczenia. Wstałem z łóżka bez najmniejszego problemu. Przetarłem lekko zaspane oczy i ruszyłem w strone dużej brązowej szafy. Bez zastanawiania się wyciągnąłem z niej czarne spodnie i białą koszulke z Calvina Klaina. Ułożyłem włosy, zjadłem płatki, umyłem zęby i wyciągnąłem czerwone buty. Wróciłem jeszcze po bluze na góre i telefon i ruszyłem w strone szpitala. Bluza była cała czarna z H&M. Po drodze zatrzymałem się w kwiaciarni i kupiłem jedną, piękną jak Jess czerwoną róże. Miałem uśmiech na twarzy. Wczorajszy spacer dużo mi pomógł. W połowie drogi do szpitala spotkałem kilka fanek, porozmawiałem z nimi przez chwilę, zrobiłem sobie zdjęcie i dalej kierowałem się w strone szpitala. Nigdy nie odmawiam fanką. Wiem, że niektórych nie stać na bilet na koncert, a czasem jedno zdjęcie czy też rozmowa sprawia uśmiech na ich twarzach.
CZYTASZ
Please.. Don't go.. | L.D |
Fanfiction14 letnia Jess poznaje 16 letniego Leondre. Znają się od kilku dni a ufają sobie jak nikomu innemu. Już na samym początku mają swoje wzloty i upadki. Czy to tylko przyjaźń? Czy 16 latek powie jej co do niej czuje? Sprawdż czytając "Please.. Don't go...
