Rozdział 10

512 23 0
                                        

Shawn's pov
Przemieszczałem się między korytarzami znajdującymi się pod sceną, które tworzyły prawdziwy labirynt. Po kilku minutach poszukiwań wreszcie dotarłem pod drzwi mojej garderoby. Pospiesznie otworzyłem je i wszedłem do środka. Po prawej stronie czekał na mnie strój składający się z czarnych spodni i nowej koszuli, a po lewej stały moje gitary. Chwyciłem ubrania i czym prędzej przebrałem się. Usłyszałem pukanie do drzwi.
-Proszę-odparłem
-Hej stary, wszędzie Cię szukaliśmy-powiedział przejęty Geoff stając w drzwiach-Myśleliśmy, że już nie przyjdziesz.
-Przecież powiedziałem, że wrócę na koncert.
-No tak, ale długo Cię nie było. Wszystko gra?-Spytał Geoff.
-Tak, chyba tak-odpowiedziałem niepewnie.

Usiedliśmy na krzesłach i rozmawialiśmy przez chwilę. Opowiadałem mu o wszystkim dokładnie, a on poddnosił mnie na duchu. Po kilku minutach oznajmił mi, że muszę się już zbierać. Wyszliśmy z mojej garderoby niosąc instrumenty. 

Muzycy byli już na scenie i rozgrzewali publiczność. Ja także miałem wkrótce do nich dołączyć. Wypiłem szklankę wody, rozgrzałem głos, nastroiłem gitary, skoczyłem jeszcze do toalety i wziąłem specjalne słuchawki. Zamknąłem na moment oczy, wziąłem głęboki oddech i pobiegłem po schodach na górę. Z każdym krokiem coraz głośniej słyszałem moich fanów. Pokonałem wszystkie schodki i na arenie rozległy się podekscytowane okrzyki na mój widok.


Arena była ogromna, bardzo nowoczesna i mieściła naprawdę mnóstwo ludzi. Fani wiwatowali na moją cześć, piszczeli i krzyczeli moje imię.

It was a dreamOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz