Rozdział 17

462 24 0
                                        

Shawn's pov
W słoneczny poniedziałkowy poranek tuż po śniadaniu wybrałem się ze znajomymi na spacer po stolicy naszego kraju. Dużo chodziliśmy, zwiedzaliśmy, robiliśmy zdjęcia, przede wszystkim pokonując długą drogę. Co chwilę zatrzymywali nas fani proszący o autograf lub wspólne selfie. Chciałem, żeby był to raczej mój prywatny wypad na miasto z przyjaciółmi, ale oni nie mieli nic przeciwko, więc razem pozowaliśmy do zdjęć. Gdy byliśmy już głodni, a także trochę zmęczeni usiedliśmy w restauracji i zjedliśmy obfity obiad.

Po posiłku wyszedłem z budynku zostawiając moją ekipę. Już niedługo trzymałem w ręku zakupiony przeze mnie bukiet kwiatów, a po przejściu kilkudziesięciu metrów pomyślałem, że przydałby się jeszcze jakiś wazon. Poruszałem się teraz między ulicami z kwiatami w jednej oraz wazonem w drugiej dłoni. Jak nie trudno zgadnąć kierowałem się w stronę szpitala.

Po niedługim czasie ujrzałem na horyzoncie budynek będący moim celem. Przyspieszyłem i po chwili znalazłem się w środku. Pachniało tu jak zwykle - środkiem do dezynfekcji połączonym z nadmiernie czystym powietrzem. Kiedy przyszedłem do sali Ellie przywitali mnie jej rodzice. Siedzieli po jednej stronie jej łóżka, więc ja usiadłem po drugiej stawiając wcześniej na niskiej półce wazon z kwiatami. Podziękowali mi za ten skromny prezent skinieniem głowy. Spytałem jak się ma Ellie na co jej mama odpowiedziała, że bez zmian. Jak widać już nie pierwszy raz, jest bardziej rozmowna niż jej mąż. Pomimo tego jakiś czas posiedzieliśmy w ciszy głęboko rozmyślając. Gdy uznałem, że nic tu po mnie, podniosłem się z krzesła, pożegnałem z małżeństwem i opuściłem szpital. Wychodząc zadzwoniłem po Geoffa czy nie mógłby po mnie podjechać. Na szczęście zgodził się, bo jakoś nie miałem ochoty wracać pieszo.

It was a dreamOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz