Sielanka Melanii nie mogła trwać wiecznie. Skończyła się wraz z chwilą, gdy pojawił się przed nią list. Od razu wiedziała, że to niedobrze. Oddech zamarł jej w piersi i przez dłuższą chwilę nie była zdolna do ruchu. Dopiero szturchnięcie wyrwało ją z amoku.
— Nie przeczytasz? — zapytał któryś z chłopaków zza mgły.
O nie, o nie, o nie, o nie.
Z niewiadomych jej powodów zaczęła się trzęść. Rozejrzała się po otaczających ją znajomych i podniosła się gwałtownie, by dojrzeć, czy wśród Ślizgonów Severus też otrzymał jakiś list.
Lecz jego nawet nie było.
Odwróciła się z powrotem na miejsce i otworzyła list, niewiedząc, czego się spodziewać.
— Pisałam do dyrektora o wyrażenie zgody... — mruczała pod nosem, bo nie chciała żeby poznali całą treść listu. Zamknęła oczy i zmięła papier w dłoniach. — Wracamy na święta do domu. — powiedziała z największą rezygnacją w głosie, nawet nie próbując jej ukryć.
— Też nie wyobrażam sobie wracać. Te całe podróże mnie męczą. — próbował wczuć się w sytuację Max.
Melania pokiwała bez przekonania głową i wyjęła różdżkę. Nim inni zdążyli zareagować, we wściekłości podpaliła list.
— Co ty robisz!? — krzyknęła znajdująca się najbliżej niej Karliene. Wyrwała jej różdżkę i złapała za nadgarstek. — Zwariowałaś!? Mogłaś nam coś zrobić!
Melania posłała jej swoje najbardziej lodowate, pełne nienawiści i pogardy spojrzenie.
— W przeciwieństwie do ciebie, umiem rzucać zaklęcia. — powiedziała po czym przywołała do siebie swoją różdżkę, która bez problemu wyswobodziła się z ciasnego uścisku jasnowłosej. Karliene w oszołomieniu puściła jej nadgarstek. Zmarszczyła brwi, jakby szukała sposobu, jak się odgryźć.
Reszta była zdziwiona jej zachowaniem. Nigdy nie widzieli jej w takim stanie, tak chłodnej, pozbawionej emocji.
— Melanio, przywołuję cię do porządku. — powiedział Max swoim surowym głosem prefekta.
A ona tylko wstała i wyszła z Wielkiej Sali, nie obdarzając ich już spojrzeniem do końca soboty. Zaszyła się w dormitorium brata, gdzie wspólnie milczeli, siedząc nad jego listem. o nieco dłuższej treści. Niestety nie mogli sami zdecydować, czy zostają w Hogwarcie, mimo że tylko o tym obecnie marzyli.
— Nie chcę tam wracać. — westchnęła ciężko Melania, a Severus jej przytaknął.
— Jakoś to przetrwamy.
***
Następnego dnia Melania była rozdrażniona. Nie odzywała się do nikogo, posyłała wyłącznie złowrogie spojrzenia. Ominęła wszystkie posiłki i znikała między lekcjami. Nikt nie wiedział, gdzie była i wszyscy tym się zmartwili.
— Nie wierzę że tak na ciebie warknęła. — dumała Imane nad swoim sokiem dyniowym i kręciła głową z niedowierzaniem.
— Prawda? — parsknęła rozeźlona Karliene w odpowiedzi, ale nic więcej nie dodała, bo sama była w szoku.
— Co się znowu stało? — przysiadła się do nich uśmiechnięta Sophie, która dopiero wróciła od swojego chłopaka.
— Melania dziwnie się zachowuje. — odpowiedziała jej Imane. — Wczoraj strasznie naskoczyła na Karlę...
— No, no, bez przesady. — wtrącił się Max.
— Ale to prawda, zdziwniała. — rzucił Elliot, a jego brat przytaknął.
Sophie zmarszczyła brwi.
— Co niby takiego się stało? Naprawdę, na jeden dzień was zostawić nie można... — położyła ręce na biodrach i pokręciła głową. Wyglądała jak matka karcąca dzieci. — Jeżeli jej coś zrobiliście to przysięgam, dziewczyny, że...
— Nic jej nie zrobiłyśmy! — odpowiedziała odruchowo Imane.
— Spaliła list na stole, więc zabrałam jej różdżkę i może to ją uraziło. — przyznała się. — Nigdy jej takiej nie widziałam. — odwróciła wzrok, bo bała się, że to przez nią. Spojrzała na Maxa, Felixa i Elliota i znowu odwróciła wzrok. Zawsze miała po swojej stronie Imane, Sophie zawsze udawała dojrzalszą niż naprawdę była, a ona sama lubiła od czasu do czasu utrzeć Melanii nosa. Tym razem jednak nie miała niczego złego na myśli... — Nie rozumiem, czemu się obraziła...
— Jaki list? Od kogo? Od rodziców? — pytała Sophie.
— Od rodziców. — przytaknął Max. — O co chodzi?
Sophie zawahała się chwilę, ale nie chciała przed nimi tego ukrywać.
— Melania, i Severus w sumie też, jakby to powiedzieć, nie dogadują się z nimi najlepiej... Nie wiem dokładnie dlaczego, bo nigdy nie chciała mi powiedzieć, ale wiem, że nie mają dobrych relacji. — spojrzała po nich, widziała, jak byli przejęci, że miejsce dla Melanii było zostawione między Karliene a Imane, więc wierzyła, że może się tym z nimi podzielić. Pochyliła się lekko nad nimi i powiedziała cichszym głosem. — Na koniec czwartej klasy dostała od nich pieniądze i wiadomość, że ma nie wracać do domu. — powiedziała i skrzywiła się na samo wspomnienie. — Dwa tygodnie spędziła u mnie, a potem pojechała do Lily.
— Samo to, że w ogóle nie chce o nich rozmawiać jest alarmujące. — powiedział Felix.
Max podniósł się szybko i minął ich słowami:
— Idę jej poszukać.
— Nie beze mnie. — dodała Sophie.
Sprawdził Pokój Wspólny, dormitorium, bibliotekę i się zagubił.
Gdzie ona mogła być?
***
— Niech mi tylko spróbuje nie przyjść na trening... — denerwował się Max, patrząc na zegarek.
— Nie łudziłbym się. — rzucił Felix, wsiadając na miotłę. Wystartował ze świstem i zaczął robić kółka wokół stadionu.
— Wróciła w ogóle na noc do dormitorium? — zapytał Elliot Maxa, również szykując miotłę.
— Nie. — burknął czarnowłosy i znowu zerknął nerwowo na zegarek.
Czekał i się złościł, ale w końcu się doczekał.
Widać było, że biegła. Włosy lepiły jej się do czoła a policzki ozdobił żywy rumieniec. Mimo wszystko musiał dać jej reprymendę, chociaż widok zapierał dech w piersiach.
— Zostajesz po treningu i sprzątasz sprzęt. — próbował brzmieć twardo.
— Ja zawsze po was sprzątam. — prychnęła i go minęła, jak gdyby nigdy nic.
— Melania, możesz wyżywać się na mnie ile chcesz, ale wiedz, że zależy mi na tym cholernym meczu.
Zatrzymała się i długo myślała, co odpowiedzieć.
— W takim razie nie trzeba było mnie tu przyprowadzać. — spojrzała na niego przez ramię.
Max parsknął gorzko i pokiwał głową.
— Droga wolna. — wskazał ręką w stronę szkoły. — Mam nadzieję że będziesz się dobrze bawić na mugolonactwie. — wyminął ją i wsiadł na miotłę, mimo że miał jej jeszcze wiele do powiedzenia. Nie wiedział jednak, jak by zareagowała – i tak miała zły humor, bezsensu było teraz dyskutować. Wolał poczekać aż ochłonie.
