-Macie piękny ogród-powiedziałam do Elijah,z którym wyruszyłam na wyprawę.
- To trzeba przyznać-spojrzał w dal.
-Jak się czujesz?-spytałam opierając się o barierke tak jak on.
-Trochę mnie głowa bo...-nie dokończył.
-Mówię o Hayley-wtrąciłam.
Chodzi o to,że ostatnio im się nie układa i chyba chce z nim zerwać.Tak mi mówiła ja tego nie powtórzę Mikaelsonowi.
-Muszę iść-chyba poruszyłam niewłaściwy temat.
-Wybacz.Nie chciałam-spojrzał na mnie i...przytulił.
Odwzajemniłam uścisk.Następnie oderwał się ode mnie i poszedł.Marshall poszła z małą do lekarza bo źle się poczuła.Wiec nie miałam co robić.Nagle coś mi zadzwoniło.Zerknęłam na wyświetlacz telefonu.Nieznany numer.Zdziwiona odebrałam.
-Halo?
-Jennifer Coleman.
-Tak kto mówi?-spytałam.
-Jak mnie możesz nie rozpoznać.Wstyd i hańba-skądś znam ten głos.Czy to..?
-Victoria!!!OMB.Tak dawno Cię nie widziałam.
-No bo skoro się wyprowadzilas do tego cudownego miasta beze mnie no to sory.
-Wybacz.Gdzie jesteś?
-Przed twoim Nowym domem.Duza chata-wyszłam z ogrodu i pędem ruszyłam do drzwi i wyszło na to,że akurat Klaus otworzył je.
-Witam w czym mog...-przerwałam mu.
-Nik to moja przyjaciółka Victoria.Przyjechala do miasta nic mi o tym nie mówiąc.Wybacz jeśli sprawia prob...-teraz to on mi przerwał.
-Spokojnie nic się nie stało.Im więcej osób tym raźniej.Victorio zostaniesz na obiad?-odwrócił się do niej.
-Chętnie.Dziękuję-ona czasem wie jak się ma zachować.
Weszliśmy.Zaczęłam ją oprowadzać.
-Wiesz Masz całkiem przystojnego szefa.Brałabym.
-Tori-skarciłam ją z uśmiechem.
-Ale nie zrobię tego bo wiem że ci się podoba-odpowiedziała i przyspieszyła.
-Co to ma znaczyć?Jest moim przyjacielem-dobiegłam do niej.
-No właśnie.Pracujesz u niego już miesiąc i staliscie się przyjaciółmi.Widac jak na ciebie patrzy.I wiesz co.Powiedziałabym mu,iż ma się za Ciebie brać bo ktoś Cię mu zabierze sprzed nosa-wyjaśniła.
-Toria mogłabyś nie mówić o mnie jak o rzeczy.Ja tu jestem-burknęłam.
-Sorki.Dobra to idziemy na ten obiad?-zapytała.
-Tak-i powędrowałyśmy do kuchni.
%%%%%%%%%%%%%%%%%%
Bardzo miło jest.Wszyscy polubili Victorię.A Elijah zwłaszcza.Wzięlam naczynia i pomaszerowałam do zlewu.Kiedy chciałam iść po następne naczynia ktoś zagrodził mi drogę.Mowie tu o Klausie.
-Nie jesteś służącą.Czemu myjesz garnki?-stal przede mną.
-Bo nie lubię gdy jest brudno,a od naczyń się zaczyna-wyminęłam to i wzięłam sztućce.
Je również pomyłam.Nagle puścili muzykę.Powycierałam resztę i Victoria cała czerwona i z uśmiechem od ucha do ucha przyszła.
-Jenni,jenni,jenni.Musze ci coś powiedzieć-cały czas nie wiedziała jak się wypowiedzieć.
-Vicky mówże.Za 20 minut przyjdzie Hayley z Jej córką.Bede musiała wszystkich do ich pokoi przenieść aby uspać małą bo...-Ona się wtrąciła.
-Pocałowałam Elijah-spojrzała na mnie wyczekująco.
Zamurowało mnie.Nie wiedząc co powiedzieć po prostu odeszłam.W tym momencie przyszła brązowooka.
-Co tu się dzieje?
-Przesadzili z alkoholem-wyjaśniłam-Daj mi ją.Chętnie ją zaniosę i uśpię.Podała mi dziewczynkę.
Otworzyłam drzwi.Położyłam ją w łóżeczku.Kołysałam,ale dalej nie chciała zasnąć.Zaśpiewam Ci kołysanke i tak zrobiłam.Gdy skończyłam wyszłam po cichu z pokoju i poszłam do swojego.Na moim łóżku leżała niespodzianka.
-Klaus.Wypad bo ja chce spać-roześmiałam się.
-No to chodź-podeszłam do niego i pociągnęłam za koszulę.Udało mi się to postawić na nogi.Następnie go wypchałam za drzwi.
-A buzi gdzie-powiedział opierając się niedbale o framuge.
-Jesteś pijany.Idź już-mówiąc to chciałam zamknąć drzwi,ale w ostateczności pocałowałam to w policzek i zamknęłam.Z uśmiechem przebrałam się w piżamę i poszłam spać.To był bardzo długi dzień.Mam nadzieję,że jutro wszyscy za karę będą mieć kaca.Trzeba było tyle nie pić.Caly czas myślę o biednej Tori.Coś Ty zrobiła.
CZYTASZ
Heretyk-The Originals
Fiksi Penggemardziewczyna identyczna do byłej narzeczonej Klausa.Ja się skończy ta historia jeśli będzie pracowała u Mikealsonow?
