~Taehyung~
Leżałem na nie do końca wygodnym łóżku. Nudziłem się niezmiernie, więc podniosłem się, rozciągając i uśmiechnąłem do siebie. Dzień był na prawdę ładny, a słońce przebijało się przez szklaną szybę. Podszedłem do niego i uchyliłem, by świeże powietrze wtargnęło do pomieszczenia. Nabrałem go do płuc i przymknąłem oczy.
-Dziś będzie dobry dzień.
Powiedziałem sam do siebie, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Skierowałem się do łazienki z czystymi, wypranymi ubraniami. Dziś postawiłem na białą, przy dużą koszulę w morsko-zielone paski i granatowe jeansy, które były zwężane przy nogawkach. Przemyłem twarz letnią wodą, która jeszcze lepiej mnie rozbudziła. Po kolei nakładałem odpowiednie kremy i żele, które stosowałem codziennie. Ułożyłem jeszcze włosy, delikatnie sunąc po nich palcami i wyszedłem w miarę zadowolony z pokoju. Miałem zamiar zająć się dziś dziećmi, gdyż obiecałem to pielęgniarkom. Są bardzo miłe, więc lubię im pomagać. Mają bardzo wyczerpującą i ciężką pracę. Trzeba było choć trochę je odciążyć.
Wiele ludzi błądziło po głównym korytarzu, bez celu. Zabiegani lekarze i zestresowane rodziny. Sunąłem wzdłuż niego i zaglądałem do kolejnych sal. Widok kobiety, która utulała swoje dziecko do snu całkowicie mnie rozczulił. Jestem bardzo wrażliwym człowiekiem i to co śliczne i kochane, sprawia iż się rozklejam. Jednak przy jednej się zatrzymałem. Zauważyłem w niej bladego jak ściana chłopaka, który chyba niezbyt dobrze się czuł, co poznałem po wpół uchylonych powiekach i rozwartych wargach.
Zawahałem się wejść, gdyż ostatnio nie byłem zbyt mile widziany, a nie chciałem go złościć, ani przeszkadzać. Jednak po zastanowieniu postawiłem krok w bok i zapukałem cicho w drzwi. Jeongguk powoli odchylił głowę w bok i spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem.
-Można?
Zapytałem delikatnie się uśmiechając.
-Jak chcesz.
Jego zachrypnięty, przyduszony głos sprawiał, że mój humor całkowicie się pogarszał. Było mi przykro z powodu jego cierpienia. Usiadłem ostrożnie na brzegu łóżka i bawiłem się dłońmi.
-Jesteś bardzo blady. Jadłeś?
Na prawdę miałem wrażenie, że jest gdzieś daleko. Nawet nie odpowiedział, tylko niedbale skinął głową.
-Może przynieść ci wody?
-Nie trzeba.
Wymruczał przytulając się do pościeli. To było tak urocze, że aż miło było patrzeć.
-Jesteś pewny? Bo jak coś to dla mnie żaden problem.
-Mówiłem już, że nie. Czego tu nie rozumiesz?
Zapytał jakby zirytowany, a ja zaśmiałem się pod nosem.
-Przydało by się chyba trochę porozmawiać, co? Ustalmy coś. Ja będę tu przychodzić codziennie, a ty będziesz opowiadać mi co cię męczy i co robiłeś danego dnia.
-Po co? To bez...
-Sensu. Ale w tym momencie się mylisz. Jest sens, tylko trzeba go znaleźć.
Widziałem, że był zaintrygowany moją wypowiedzią, więc poprawił swoje chude ciało, wygodnie się usadawiając. Wlepił swoje ślepia w moją twarz i mrugnął kilka razy.
-No to powiedz mi jak się dziś czujesz.
-Źle.
-Rozumiem. A powiedz mi... co dokładnie masz na myśli mówiąc źle.
-Wszystko mnie boli... a najbardziej serce.
-Serce? Mam wezwać lekarza?
Zapytałem trochę się niepokojąc. Czarnowłosy pokręcił tylko głową.
-Nie o taki ból mi chodzi.
Zrozumiałem jego przekaz, więc tylko przytaknąłem.
-Czy... coś się wydarzyło?
-Porwano mojego brata. Mojego Seokjina.
-Przykro mi.
Spuściłem wzrok. Tyle nieszczęścia spotyka tego chłopaka. Choroba, a do tego zniknięcie bliskiej osoby.
-Dużo dla ciebie znaczy, co?
-Jest moim najlepszym przyjacielem. Pomaga, gdy jest mi ciężko i stara pocieszyć. Przynosił mi zawsze coś dobrego do jedzenia, bo bardzo dobrze gotuje. Kupował różne płyty moich ulubionych zespołów i zawsze opowiadał nieśmieszne żarty. Dlatego częściej się śmiałem z niego samego niż z kawałów.
-A czy ja będę w stanie też, to osiągnąć?
-A czy słońce jest blisko ziemi? Odpowiedź jest jednoznaczna.
-To nie możliwe. Nie ma osoby, której mój urok osobisty nie przyniósł choć odrobiny uśmiechu.
-Chyba za bardzo się cenisz.
Pokręcił głową.
-Możliwe, jednak jestem w prawie stu procentach pewny, że wywołam twój uśmiech.
-Dobra, ale od razu mówię, że zadarłeś z chyba najsmutniejszym człowiekiem na ziemi.
-No... faktycznie nie jesteś jakiś promienny dzisiejszego dnia, jednak sam przyznałeś się, że czasami się uśmiechasz. Musisz wyglądać w nim jeszcze ładniej niż zazwyczaj.
-Tak samo jak zawsze. Nie musisz mi prawić komplementów. Nie potrzebuję tego.
-Ale ja to mówię z czystym sumieniem. Każdy człowiek jest piękny na swój sposób.
Zapadła przez moment cisza. Trochę zrobiło się niezręcznie. Zegar tykał, a ja spuściłem wzrok. Jednak chłopak przemówił.
-Boję się.
-Hy?
Uniosłem na niego zdziwioną twarz. Chłopak miał zaczerwienione oczy i był na skraju płaczu. Sam ten widok sprawił, iż ukuło mnie w sercu.
-Boję się odejść.
-Jeonggukie... każdy się tego boi. Nawet ci najodważniejsi.
-Ale, ja nie chcę umierać.
Już całkowicie się rozpłakał, a mi samemu wzbierały się łzy. Chwyciłem jego dłoń i gładziłem spokojnie.
-Pomogę ci przez to przejść. Przejdziemy, to razem. Obiecuję.
-Jak niby chcesz to zrobić. Masz ważniejsze rzeczy niż zawracanie sobie głowy umierającym. Nie potrzebuję litości.
-To nie litość, tylko troska. Chcę uczestniczyć w twoim przekwitaniu. Nie pozwolę, byś musiał uporać się z tym sam.
-Jesteś dziwny.
Ścierał kolejne łzy swoim już przemoczonym rękawem. Pociągał nosem co kilka sekund, a jego oddech był niestabilny.
-Niby dlaczego?
-Nie znasz mnie prawie w ogóle, a i tak chcesz mnie wspierać.
-Wystarczająco długo, by zobaczyć, że jesteś inny niż wszyscy. Zasługujesz na to.
Zdziwiłem się, gdy ścisnął moją dłoń mocniej. Przyciągnąłem go do swojego ciała i oplotłem ramionami.
-Chyba jednak mam szansę na zostanie twoim przyjacielem.
-Nie psuj tej chwili.
Zaśmiałem się cicho i pogładziłem jego plecy.
Choć krótko cię znam, to czuję że muszę się tobą zająć. Nie zostawię cię...
***
CZYTASZ
Symphony of love «~TAEKOOK~»
Fanfiction•Bo Taehyung myślał o wszystkim tylko nie o sobie, a Jeongguk nie potrafił się uśmiechać• WAŻNE INFO: •angst;fluff;disease;hospital;love;• ✓ZACZĘTE~ 02.03.18 ZAKOŃCZENIE~...
