#15

84 4 0
                                        

——————————–—————× 

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

——————————–—————
×  .   * .            ×.   '.           ".  *.    ×.     .   *
     '.           *'.              ×.              *.       ..
' *.         ×.           :              *.             ×.       *
———————————————

«*+*+*+*+*»

  Ciężkie niczym głaz powieki, delikatnie drgnęły, a nos zmarszczył się w grymasie bezradności. Pięść była mocno zacisnęła na biednej poduszce, gdy tylko me oczy odczuły mrok spod gęstych rzęs. Serce spokojnie wygrywało swój rytm, a oddech był wyważony. Dopiero po chwili uczułem miłe ciepło w okolicach podbrzusza i nieodparty ścisk, jednak nie tak mocny, jakby mogło się wydawać. To samo ciepło rozlewało się również wzdłuż mego kręgosłupa, od kości ogonowej po obie łopatki. Na to miłe uczucie, ciche westchnięcie umknęło z mych warg w tym jakże błogim stanie. Liczyła się ta chwila. Chwila ukojenia, nagłego spokoju i poczucia bycia jeszcze na tym świecie.

Delikatnie poluzowałem zaciśniętą pięść i płynnym ruchem, sunąłem dłonią po tej nieszczęsnej białej pościeli w dół, by tylko mogła znaleźć się w miejscu tego nieznanego kojącego ciepła. Gdy tylko napotkałem wrażliwymi opuszkami palców fakturę czyjejś skóry, delikatnej, wręcz jedwabistej. Nadal badałem skrawek po skrawku dłoń osoby za mną, która tak niewinnie mnie oplotła, a zarazem tak pewnie. Każdy paznokieć, knykieć, nadgarstek i odstające żyły. Ta bliskość, którą zapewniała mi ta persona, była niczym zbawienie. Niczym sen na jawie, jak poczucie że jeszcze dla kogoś coś znaczę.

Sam ułożyłem własną dłoń na tej najlepszego przyjaciela... ostoi w cierpieniu i zmartwieniach. Kogoś komu bezgranicznie zaufałem i nie wyobrażałem sobie bycia tutaj nadal.

Gdy tylko nieświadomie we śnie Taehyung wtulił mnie w siebie mocniej, nie mogłem być szczęśliwszy. Potulnie przyjąłem jego poczynania wcale nie grymasząc, a wręcz łapczywie pragnąć więcej. Zdecydowanie więcej bezpieczeństwa w jego ramionach i tej opieki, którą zawsze mi zapewniał.

Gdy tylko jego kciuk zaczął gładzić mój wklęsły brzuch, uświadomiłem sobie, że się już przebudził.

-A co to za łaskotanie śpiącego po nocach?

Ciepły oddech dotarł do płatka mojego ucha, co spowodowało niespodziewany dreszcz. Głos jego był aksamitny i pieszczący z lekką dozą rozbawienia, ale i również nieodpartego zdumienia. Rumieńce niczym karmazyn zawitały na moich zbyt bladych policzkach. Starałem się jak najprędzej odsunąć, jednak opór tych silnych rąk był zbyt mocny by go zwalczyć. Dziękowałem tylko niebiosom, że był środek nocy, a księżyc mimo swej całej okazałości nie był wstanie ich odkryć. Nadal z nieopisaną troską gładził miejsce bólu, co powodowało wyleczenie, lepsze o stokroć niżeli same leki, które mi od kilku lat podawano.

-Nie możesz spać?

Zapytał po raz kolejny, nie dostając odpowiedzi. Wtuliłem twarz w poduszkę.

-Nie bardzo.

Mruknąłem ledwo słyszalnie, aż sam miałem wrażenie że siebie nie słyszę.

-Dlaczego ode mnie uciekasz?

To pytanie miało wydźwięk smutny, co nabawiło mnie nagłego poczucia winy.

-Wcale tak nie jest.

Westchnąłem obracając się w jego stronę ociężale i próbując dostrzec w tej wszechobecnej ciemności oczy, które jawiły mi się w tamtym momencie niczym sama bezkresna galaktyka, otchłań która pochłaniała mą duszę po trochu. Ułożyłem dłoń na jego policzku ostrożnie, na co wtulił się w nią niczym pragnący pieszczot kot. Nikły uśmiech uwiązał się jego pełnych ust.

-Wydawało mi się, że nie chcesz mnie widzieć. Mówiłeś żebym odszedł.

-Uwierz mi, że całym sobą pragnąłem mieć cię przy sobie w tamtej chwili, tak jak teraz. Jednak nie mogłem znieść myśli, że możesz mnie zostawić po ujrzeniu w tak upadłym, beznadziejnym stanie... że się przestraszysz, postanowisz skreślić tę znajomość i nigdy nie wrócić bo jestem tylko cieniem, wrakiem a nie człowiekiem zdrowym i pełnym sił, który byłby w stanie sprostać twoim walorom, których masz niezliczenie wiele.

Spuściłem wzrok, samemu nie spodziewając się tak nagłych własnych wyznań. Poczułem tylko jak jeszcze bardziej wtula mnie w swój tors, jednak tym razem nasze klatki piersiowe się mocno stykały. Nie było żadnej przerwy, choćby najmniejszej szpary, w splocie naszych ciał, na tym lichym wąskim łóżku szpitalnym, które niegdyś było najgorszym koszmarem, a nagle stało się czymś więcej niż schronieniem. Teraz ciepło przeszło w miejsce obumierającego serca.

-Jeonggukie... To co pomyślałeś jest tak absurdalne i nierealne, że aż ciężko uwierzyć w to co kłębi się w twych myślach. Bo ja nigdy nie odpuszczę, nigdy nie odsunę, jak i nigdy nie odstąpię ani na krok, aż do momentu w którym mi los tej szansy nie odbierze. Ale tym samym cieszę się, bo otworzyłeś się na mnie. I otwierasz coraz bardziej. Nawet nie rozumiesz jak bardzo raduje to moje serce. Jesteś moim Jeonggukiem, o którego pragnę zadbać z całych sił. Więc nie miej wątpliwości.

Jeszcze mocniej wtuliłem się w jego pierś, a lice zalśniły łzami, w których odbijały się same gwiazdy przyglądające się nam zza chłodnej szyby.

«*+*+*+*+*»

Czyżby Jeongguk zaczął odkrywać swoje prawdziwe uczucia i powolutku przekraczać swoje własne granice?

Symphony of love «~TAEKOOK~»Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz