#1

212 15 5
                                        

~Jeongguk~

Okryłem się szczelnie kołdrą i schowałem w niej zmęczoną ciągłym bólem twarz. Była taka miła i ciepła, okalającą każdy, choćby najmniejszy skrawek mojej bladej do granic możliwości skóry. Aż szkoda było z niej wychodzić. Mogłem poczuć się choć przez chwilę jak w przytulnym domu. Jedynie specyficzny zapach środków dezynfekujących psuł cały efekt, co trochę mnie drażniło. Ścisnąłem pięści na śnieżno białym materiale i zacisnąłem powieki. Ból brzucha nie dawał mi spokoju, co sprawiało iż byłem bardzo drażliwy.

W rezultacie wszystkich później i tak przepraszam, ale jednak.

Usłyszałem kilka zapukań w drewniane białe drzwi z szybą po środku. Nie zamierzałem wychodzić spod mojej tarczy chroniącej przed całym złem tego świata. Nie miałem też ochoty z nikim teraz rozmawiać, gdyż humor mi na to nie pozwalał.

Przybliżające się z każdą sekundą kroki, odbijały się od drewnianej powierzchni, a tykanie zegara zabijało panującą w pomieszczeniu śmiertelną, pustą ciszę. W sali ,,zamieszkiwałem" sam i szczerze mówiąc wolałem to, niż użeranie się z kimś dzień w dzień.

-Może byś tak odsłonił okna?

Rozniósł się po prawie pustym, wręcz chłodnym pomieszczeniu głos starszej kobiety.

-Po co.

Mruknąłem w pościel, nadal nie wyłaniając się na powierzchnię. Mama tylko westchnęła ciężko i zsunęła ze mnie jednym pociągnięciem ręki kołdrę.

-Ej!

-Kochanie, przydałoby ci się trochę odetchnąć. Poczuć słońca na ciele. Może pójdziemy na spacer po tutejszym ogrodzie?

Wbiłem wzrok w odrażająco białą ścianę, którą znałem już na pamięć. Mama wpatrywała się we mnie zawiedzionym wzrokiem, po czym usiadła powoli i ostrożnie na rogu mojego łóżka.

-Synku...

Pogładziła moją dłoń. Rzuciłem jej krótkie spojrzenie kątem oka. Skupiła wzrok na naszych dłoniach, ledwo zauważalnie się uśmiechając pod nosem.

-Pamiętam, że jak byłeś mały, bardzo lubiłeś wychodzić na spacery do parku. Zawsze musiałeś zaliczyć przy każdej okazji odwiedzenie mini zoo.

Zaśmiała się cicho. Leżałem tak nieruchomo słuchając jej melodyjnego głosu. Był na prawdę przyjemny.

-Podbiegałeś do zwierząt i każdego z osobna musiałeś pogłaskać, nawet jeśli strażnik zwrócił ci uwagę. Byłeś bardzo żywiołowym dzieckiem. Nigdy nie zapomnę, gdy po raz pierwszy stawiałeś kroki, czy też nauczyłeś się jeździć na rowerze. Wiesz jakie było twoje pierwsze wypowiedziane słowo?

Przekręciłem się na jeden bok, by móc mieć przed oczyma sylwetkę mamy. Teraz całkowicie skupiłem się na jej twarzy.

-Jakie?

Zapytałem zaintrygowany. Nigdy wcześniej nie mówiła mi takich rzeczy. Chciałem to wiedzieć, w tedy zaczęło się też moje może i krótkotrwałe beztroskie, normalne życie.

-Kotek.

Zmarszczyłem brwi i pierwszy raz od długich dwóch tygodni się zaśmiałem.

-Kotek?

-Tak. Żałowałam, że nie mama, albo tata ale niestety nie można mieć wszystkiego.

Uśmiechnęła się promiennie. Podziwiałem ją za to, iż wiedząc o moim stanie zdrowotnym nadal potrafiła się uśmiechać, co często nawet mi udawało się przechwycić.

Symphony of love «~TAEKOOK~»Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz