#6

117 9 1
                                        

-Taehyung!

Zawołałem, unosząc jedną dłoń ku górze. Chłopak odwrócił się słysząc moje nawoływanie, a w momencie, gdy mnie spostrzegł uśmiechnął się promiennie. Odmachał mi z entuzjazmem, po czym z drugiego końca korytarza podbiegł pospiesznie.

-Witaj Jeonggukie.

Roztrzepał moje włosy, na co ścisnąłem powieki niezadowolony. Jednak o dziwo nie miałem mu tego za złe.

-Jak się czujesz?

Zapytał z ciepłym uśmiechem. Nadal nie potrafię zrozumieć jego nastawienia do życia. Denerwowało mnie to.

Choć może tak naprawdę w głębi duszy byłem zazdrosny? Zazdrosny o to, że nie potrafię wykrzywić choć trochę tych cholernych kącików ust, aby stać się w pełni szczęśliwym. Może po prostu braku odwagi, którą chłopak miał, a ja ani grama.

-Dziś trochę lepiej... ale będzie to zapewne cisza przed burzą.

Mruknąłem spuszczając wzrok na dłonie. Nadal po głowie krążyły mi wczorajsze wydarzenia i myśli. W tym samym momencie, moje samopoczucie powtórnie się pogorszyło.

-Nie bądź pesymistyczny. Przecież życie jest piękne. Pełne kolorów jasnych i tych ciemnych. Wydarzeń szczęśliwych, jak i tych ciężkich, przytłaczających. Ludzi, z którymi możesz nawiązać więzi, porozmawiać. Natury, którą możesz podziwiać, zaznać. Promieni słońca muskających twoje ciało. Nieodkrytych uczuć, kłębiących się wokół naszych serc.

Zapatrzył się w dal, jakby odpłynął gdzieś daleko od tego ponurego miejsca, mówiąc te słowa. To wszystko naprawdę ładnie brzmiało, z jego ust, aż byłbym na skraju uwierzenia mu.

-Jestem po prostu realistą Tae. A ty okropnym optymistą.

Zaśmiał się na moje słowa dźwięcznym śmiechem, który otulił moje wrażliwe uszy. Zmarszczyłem brwi i obserwowałem w niezrozumieniu chłopaka.

-Jesteś uroczy, wiesz?

Starł jedną łzę rozbawienia, spod oka, a na moich policzkach zagościł niechciany, rumiany kolor. Spuściłem wzrok, zasłaniając się ciemnymi kosmykami włosów. Nawet nie wiecie jakie było moje zdziwienie, gdy Taehyung szybkimi ruchami, musnął opuszkami palców skórę pod moją brodą, co zmusiło mnie do spojrzenia w jego mieniące się wszystkimi kolorami tęczy oczy. Dopiero teraz zauważyłem te barwy, o których wspomniał przyjaciel. Ukrywały się w jego oczach tyle czasu, a ja mogłem tylko na ślepo ich szukać. Przez moment, aż zaparło mi dech, a sekundy ustały. Przyjaciel tylko szczerze się uśmiechał, więc dlaczego nie mogłem oderwać od niego wzroku? Zejść na tak zwaną, przez ludzi ziemię. Tego nie wiedziałem. Jedyne co teraz wiedziałem, to to że tonę. Tonę wpadając w otchłań, jednak ktoś trzyma mą dłoń, nie pozwalając mi utonąć.

Tym kimś był właśnie ten, który stał przede mną, lekko chyląc się ku mojej osobie. Przez chwilę, która trwała niemalże wieczność czułem panikę. Co innego miałem zrobić jak nie odepchnąć, go od siebie.

Otrząsnąłem się w końcu, gdy zacząłem realnie myśleć.

-Coś nie tak?

Zapytał ze zmartwieniem chwytając moje ramiona.

-Nie, nie nic. Muszę... Muszę iść!

Rzuciłem obracając się od zdezorientowanego chłopaka tyłem. Kiedy już stawiałem pierwszy krok, chwycił mocno mój nadgarstek. Pociągnął, aż wpadłem w jego ciepłe, zbyt miłe, zbyt bezpieczne ramiona.

-C-co ty robisz?

On tylko patrzył na mnie lustrując całą moją osobę.

-Chcę zapamiętać choćby najmniejszy szczegół. Najcichszy szept, który wydobędzie się z twoich ust. Tylko dźwięk mojego imienia, a przyjdę, przybiegnę ile sił, by chwycić twoją dłoń. Zaufaj mi, proszę. Zaufaj Jeonggukie.

Patrzyłem oszołomiony na niego z rozchylonymi od szoku i niedowierzania ustami. Żaden z nas się już nie odezwał, tylko zatopiliśmy się w swoim spojrzeniu. Teraz razem tonęliśmy, jednak w zupełnie innym kierunku, prąd nas ponosi. W nieznanym, nieodkrytym, momentami przerażającym, a tym samym bezpiecznym.

Srebrnowłosy niepostrzeżenie musnął opuszkami palców, prawie nie wyczuwalnie mój policzek, a to miejsce przyjemnie mnie drażniło. Całkowicie wybity z jakiegokolwiek logicznego myślenia, tylko stałem skołowany.

-Jak myślisz... Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? Osobiście uważałem, to za bzdurę. Teraz już nie jestem tego taki pewien.

-J-ja... Ktoś ci się podoba?

Zapytałem przypatrując niepewnie jego twarzy. Chłopak puścił mnie w końcu, a jego kąciki niebezpiecznie uniosły się ku górze.

-Ufasz mi Jeongguk?

Zapytał odsuwając się o krok.

-Tak.

Powiedziałem, gdyż taka była prawda. Bezmyślnie mu ufałem, choć znamy się dopiero dwa miesiące. Jest to do mnie niepodobne.

-A czy ja mam ci ufać?

Tym razem zapytał w odwrotny sposób. Przez moment zaniemówiłem. Przytaknąłem tylko, gdyż jedynie na tyle było mnie stać w tamtym momencie. 

-Tak, i to bardzo. Ale ten ktoś nigdy się o tym nie dowie.

-Dlaczego?

Zapytałem zaintrygowany, cały czas obserwując nieporuszonego srebrnowłosego.

-Za mało czasu. Ten ktoś nie ufa mi na tyle, bym mógł mu to wyznać.

Przez chwilę kompletnie nic nie rozumiałem. Znowu. Mój wzrok biegał we wszystkie strony, jakby starając się znaleźć ukrytą odpowiedź.

-Chcesz się przejść, po ogrodzie?

Zapytał wyrywając mnie z zamyśleń. Uniosłem na niego wzrok.

-Ale pielęgniarki nie pozwalają mi wychodzić.

-Już to załatwiłem.

Splótł nasze dłonie, po czym pociągnął za sobą.

-No chodź!

Wyrzucił zanosząc się kojącym dla uszu śmiechem, przez jak podejrzewałem wyraz mojej twarzy.

***

Symphony of love «~TAEKOOK~»Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz