#12

93 7 1
                                        

Dzisiejszy wieczór, jak i dzień niesamowicie mi się dłużył. Leżąc ciągle w tej samej pozycji, spoglądając w sufit. Tak nie produktywny dzień może stać się męczący. Jednak moje siły witalne, były na skraju wyczerpania, dlatego nie ruszałem się z mojego niewygodnego posłania, nawet o krok. Czułem mocne osłabienie i pewne przyćmienie umysłu. Ciągle plączące się myśli, tylko pogarszały sprawę.

Oczywiście władcą tych wizji, nie był kto inny jak mój własny najlepszy przyjaciel. Obróciłem głowę na bok, stykając prawy policzek z miękką poduszką. Westchnąłem cierpiętniczo. Małymi kroczkami zaczynałem coraz bardziej irytować się faktem, iż tak obficie i często Taehyung błądził mi po głowie... Przecież to mój przyjaciel. Jest dla mnie ważny, ale nie powinienem tak się przejmować jego brakiem obecności przy mnie, prawda?

Raczej nie powinienem odczuwać dziwnego bólu w klatce piersiowej, gdy tylko wychodzi przez te najobrzydliwsze białe drzwi, by wrócić do siebie. Ból zupełnie inny, niż przez moją przypadłość.

Raczej nie powinienem odczuwać chęci jego dotyku i usłyszenia jego spokojnego tonu głosu...

Zacisnąłem na moment oczy, będąc kompletnie zagubionym. Nie rozumiałem siebie, nie rozumiałem swojego myślenia. Nie rozumiałem ostatniego snu. Nic nie rozumiałem.

Dlaczego, gdy tylko jego skóra zetknie się z tą moją, różany odcień zdobi moje blade policzki?

Dlaczego, gdy tylko złapie mnie za dłoń i zapewni o moim bezpieczeństwie, nagle faktycznie czuję się otoczony najlepszą opieką?

Dlaczego, nawet po tak krótkim czasie znajomości, przywiązałem się do niego bardziej niż do kogokolwiek innego? Pomimo tego jak bardzo chciałem tego uniknąć?

Dlaczego, mam wrażenie, że tylko jemu mogę ufać?

Te pytania były niesamowicie męczące, a biedna głowa zaczęła mnie natarczywie pobolewać. Za dużo się wszystkiego nazbierało. Za dużo niewyjaśnionych spraw.

Rozchyliłem powoli powieki, dzięki czemu mój wzrok padł na niewielki stolik nocny. Właśnie przypomniało mi się, że Taehyung zostawił mi przecież swój numer, gdy tylko pierwszy raz się spotkaliśmy. Mimo pewnych trudności, kąciki moich ust lekko uniosły się ku górze, a oczy zaświeciły na to wspomnienie. Dlatego pospiesznie chwyciłem za mój biały smartfon i prędko wygrzebałem kontakt. Już miałem kliknąć na połączenie, jednak w pewnej chwili się zawahałem. Opuszek palca zawisnął nad ikonką, a wątpliwości zaczęły do mnie napływać. To tak, jakby ktoś wylał wiadro lodowatej wody na moją głowę. Zagryzłem wargę boleśnie, czując się zakłopotanym.

-Równie dobrze, może nie chcieć ze mną rozmawiać. Przecież się pokłóciliśmy i na pewno jest na mnie zły... Nie chce mieć ze mną nic do czynienia...

Mruknąłem do siebie, zagryzając policzek od środka. Jakimś cudem udało mi się usadowić wygodniej na łóżku.

-Albo po prostu może być teraz bardzo zajęty i spędzać czas ze swoją piękną dziewczyną, a ja mu w tym niepotrzebnie przerwę.

Jeszcze bardziej zacząłem się wahać, a na wyobrażenie Taehyunga z jakąś śliczną dziewczyną o długich, lśniący blond włosach u boku, aż przełknąłem głośno ślinę. Naprawdę chciałem do niego zadzwonić i móc posłuchać jego śmiechu, ale miałem coraz to więcej powodów, aby tego nie robić.

Dlatego zrezygnowany i wyraźnie przygnębiony już odkładałem telefon, gdy przez całkowity przypadek, kciuk najechał na pogrubiony napis Taehyung i zaczął wykonywać połączenie. Ja dostrzegając to w końcu, całkowicie spanikowany jak za machnięciem różdżki doznałem takiej dawki energii, która aż zrzuciła mnie boleśnie z metalowego łóżka. Upadając nie delikatnie na podłogę, od razu się z niej zebrałem ignorując rozprzestrzeniający się ból, by chwycić dzwoniące już urządzenie. Mocno zaciskałem nieco pocące się palce na obudowie, a serce zdawało się że zaraz wyskoczy.

Symphony of love «~TAEKOOK~»Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz