-Chyba dawno stąd nie wychodziłeś.
Powiedział srebrnowłosy, opierający się o parapet, przyglądając światu zewnętrznemu. Bez bicia musiałem przyznać, iż jest na prawdę przystojny. Dawno nie widziałem tak urodziwej osoby i to mężczyzny.
-Wystarcza mi otworzenie okien.
On tylko zaśmiał się na moje słowa, a ja zmarszczyłem brwi. Jakim cudem on ma tak dobry humor? Jesteśmy w szpitalu, tu nikt nigdy nie jest szczęśliwy.
-A i tak pielęgniarki nie pozwalają mi wychodzić. Twierdzą, że może wdać mi się jakaś infekcja, bo wszystko łapię szybciej niż normalni ludzie.
-Jeongguk... ty jesteś normalnym człowiekiem. Dlaczego uważasz się za innego?
-Normalny człowiek może biegać, uczyć się, spędzać czas z przyjaciółmi i rodziną. A przede wszystkim są zdrowi. Ja nie mam ani jednej z tych możliwości.
-To nie znaczy, że jesteś gorszy.
-Możesz nie odzywać się na tematy, o których nie masz pojęcia?
Burknąłem trochę się denerwując. Zawsze ma tyle do powiedzenia, a tak na prawdę nigdy nie przeżyje tego co ja. Tego cierpienia i bólu.
-A skąd wiesz, że nie mam?
-No... bo nie wyglądasz na takiego.
-Możliwe.
Nadal stał tyłem do mnie napawając się świeżym powietrzem. W końcu zamknął okno i westchnął przeciągle.
-Posłuchaj... wielu ludzi starało się walczyć z przeciwnościami. Jednym się udało. Drugim nie. Powiedzmy, że... jestem po środku.
Zmarszczyłem brwi w niezrozumieniu. Podciągnąłem się bardziej do zagłowia, metalowego łóżka.
-Kiedyś to zrozumiesz.
Dopowiedział siadając przy mnie. Intensywnie na niego patrzyłem. Był nieprzeciętnie inteligentny. Jednak nie miałem zamiaru mu tego wyznać. Przez chwilę salę opanowała głucha cisza, przerywana naszymi spokojnymi oddechami. Wbiłem wzrok w swoje dłonie, czując się dość dziwnie skrępowany. Tae stukał palcami nieznany nikomu rytm na materiałowym, niezbyt miękkim materacu.
-Wybacz... ale... na co chorowałeś?
Zapytałem w końcu nie wytrzymując, on tyko uśmiechnął się do siebie i schował swoją dłoń do kieszeni bluzy.
-To nie temat na dziś. To w ogóle nie jest teraz ważne.
Wpatrywałem się w mimikę jego zawsze łagodnej, lekko uśmiechniętej twarzy. Wyglądało to tak, jakby nie przejmował się tym co działo się w dalekiej, czy niedalekiej przeszłości. Cały czas ma ten irytujący uśmiech, który wcale nie schodził.
-Wyzdrowiałeś?
-Mówiłem, że to nie jest ważne.
-Ale ty wiesz co mi dolega! Dlaczego ja nie mogę wiedzieć.
-Bo jak bym ci to powiedział, to musiałbym się rozpłynąć i nigdy nie wrócić.
-Co?! Dlaczego! Kim Taehyung, o co do jasnej cholery ci chodzi!
Zwrócił swą twarz w kierunku wiszącego na ścianie zegara, który tykał gdzieś w tle.
-O! Już tak późno? Przydałoby się powoli zbierać.
Srebrnowłosy podnosił się jednak w ostatniej chwili złapałem jego nadgarstek. Zdziwiony popatrzył na mnie, tymi zdumionymi oczami, które miały w sobie ten dziwny pobłysk.
-Chcę to wiedzieć i masz mi to wyznać! Co ci do jasnej cholery jest?!
On tylko roztrzepał moje włosy, prawą ręką i zaśmiał aksamitnie.
-Uparciuch.
Rzucił w końcu wyrywając dłoń.
-Do zobaczenia jutro.
Pomachał mi tylko, a ja naburmuszony splotłem ręce na torsie.
Co za egoista. Jak już zaczął temat, to mógł go przecież skończyć.
Zmieszany i zdenerwowany chwyciłem telefon. To była moja ostatnia deska ratunku. Zawsze mogłem się rozładować emocjonalnie, grając w jakieś mało rozwijające umysłowo gry. W tedy złość szybko zamieniała się w obojętność, czy satysfakcję z wygranej.
Wygrać grę... wygrać w totolotka... wygrać samochód... wygrać życie...
Nie mogłem nic poradzić na to, że myśl o śmierci powracała. Chwilę miałem spokój i zaś to samo. Tak w kółko i to tylko zmniejszało moją samoocenę i chęć do życia. Chociaż spotkanie Taehyunga było dość ciekawą odmianą w monotonnym, szpitalnym życiu. Wydaje się być w porządku, jednak nigdy nie można mieć pewności. Tym bardziej, że znamy się zaledwie kilka dni.
***
CZYTASZ
Symphony of love «~TAEKOOK~»
Fanfiction•Bo Taehyung myślał o wszystkim tylko nie o sobie, a Jeongguk nie potrafił się uśmiechać• WAŻNE INFO: •angst;fluff;disease;hospital;love;• ✓ZACZĘTE~ 02.03.18 ZAKOŃCZENIE~...
