#14

99 5 8
                                        

Godzina druga, środek nocy...

Pociągałem mocno za włosy, czując niesamowity ból. Krzyk wyrwał się z moich ust, który w połowie został odcięty przez spływającą krew z pomiędzy wysuszonych warg. Ból najważniejszego organu był tak silny, aż upadłem na kolana, mając pod sobą plamę szkarłatnej cieczy. Oczy przysłonięte były gęstą mgłą, a ciało drżało z nie opanowania. Kaszlałem tak mocno, podrażniając swe gardło jeszcze bardziej, aż nie byłem w stanie już nawet szepnąć.

Lekarz i pielęgniarki natychmiast znaleźli moje zmarnowane, brudne od bordowej barwy ciało. Podbiegli do mnie pospiesznie i pomogli usiąść na tak znienawidzonym przeze mnie łóżku. Oczy me ledwo pozostawały otwarte, gdy to podali mi lek na uspokojenie, który i tak po sekundzie zwymiotowałem kolejną falą krwi. Trzymali mnie za kark, gdy tylko mnie naciągało i podawali miskę.

Zacisnąłem resztkami sił palce na już nie tak czystym prześcieradle, by postarać się znieść ten niewyobrażalny ból. Byłem przerażony tym co się ze mną działo.

-Panie Jeon, aby to załagodzić musisz się uspokoić.

Powiedział przejęty lekarz mając swe ramię zarzucone na moim i poklepując uspokajająco. Gdybym mógł, pewnie bym prychnął na jego słowa i czyny. Gdy przez chwilę chęć wymiotów ustała, mój oddech był nierówny, szybki i płytki. Jedna z pielęgniarek skorzystała z okazji i podała mi dwie dość sporej wielkości tabletki oraz szklankę wody by je połknąć. Dość niechętnie to uczyniłem, modląc się w duchu by tylko nie nawróciły mdłości.

-Jeongguk!

Ostatkiem sił udało mi się przechylić głowę w stronę drzwi, opornie oddychając. Moje oczy z automatu zaszły łzami na widok Taehyunga, który z przerażeniem i wręcz histerią starał się przedrzeć przez blokujące go dwie pielęgniarki.

-T-Tae...

Wychrypiałem ledwosłyszalnie spuszczając wzrok, a tęskna łza spłynęła z mojego policzka spotykając się z moimi całkiem już zniszczonymi spodenkami. Byłem jeszcze bardziej wyniszczony, przez świadomość, że widział mnie tak żałosnego, w tak opłakanym stanie, niemal jak trupa. Tak bezużytecznego i beznadziejnego, który nie potrafi nawet sam wstać.

-W-wyjdź, p-proszę.

-Panie Kim, nie może pan tu przebywać! Proszę wrócić do siebie.

Nadal starał się siłą przedrzeć przez trzymające go ręce kobiet i innego przybiegłego lekarza z innego działu.

-Pozwólcie mi być przy nim! Błagam!

Zaszlochałem na tyle mocno, że zadziałało to na srebrmowłosego jak dawka pozaziemskiej energii. W końcu udało mu się wtargnąć do środka, czego nawet nie zdołałem uchwycić, przez nieszczęsne otępienie. Pielęgniarki i lekarze poddali się już uporowi chłopaka, odpuszczając. Ulokował obie dłonie na moich bladych policzkach, stanowczo je trzymając pomimo moich drgawek, brudząc przy tym moją własną krwią. Delikatnie gładził je kciukami, przy okazji ścierając gorzkie łzy, które automatycznie pojawiały się na nowo. Patrzył prosto w moje nieobecne oczy, ze smutnym uśmiechem starając się, bym się na nich właśnie skupił.

-Jeonggukie... spokojnie, oddychaj głęboko.

Dostrzegałem to, że sam się powstrzymywał od uronienia łez. Naprawdę się starałem spełnić jego prośbę, ale nie potrafiłem tego zrobić. Dlatego widząc moje nieudolne próby, powoli i delikatnie pochylił się w moją stronę, stykając nasze czoła i czubki nosa, a niespokojne oddechy łączyły się ze sobą wzajemnie. Zacisnąłem powieki, a pot spowodowany wysiłkiem i zmęczeniem oszronił mą twarz.

-Już cichutko... Wszystko będzie dobrze skarbie, jestem tutaj.

Wyszeptał spokojnie, a ja ułożyłem swoje dłonie na jego przedramionach zaciskając ledwo wyczuwalnie, by nie stracić równowagi. Serce poczęło nieco szybciej wybijać rytm dzięki jego obecności i słowom, jednak w ten dobry, poprawny sposób. Nie rozumiałem jakim cudem powoli mój oddech sam spowalniał i był bardziej rozluźniony.

-Tak, właśnie tak Jeonggukie.

Słysząc dumę, ulgę i nadzieję w jego głosie, powoli się uspakajałem. Czułem się niesamowicie wyczerpany i miałem ochotę po prostu zemdleć, ale najważniejsze było to, że nie było już tego bólu, który tak bardzo mnie rozrywał jeszcze kilka minut wcześniej. Gdy tylko dostrzegł moją poprawę, wtulił mnie w swoje ciało tak łapczywie, jakbym był czymś najbardziej wyjątkowym na świecie. A przecież nie byłem.

-Nie rób mi tego więcej.

Poprosił, a ja wtuliłem mokrą twarz w zagłębienie jego szyi już kompletnie odlatując.

*+*+*


Czyta to ktoś jeszcze? 🤔

Symphony of love «~TAEKOOK~»Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz