Dni mijały... ranki, południa, wieczory...
Aż nastała piękna, ozdobiona w złote liście jesień. Opadały one z każdym podmuchem wiatru coraz bardziej i bardziej, aż ogołacały biedne, stare drzewa. Słońce częściowo schowane było za szarymi obłokami, mimo to przedzierało się swymi świetlistymi promieniami, by umilić wszystkim dzień. Co prawda mogłem przyglądać się jej jedynie zza tafli grubego szkła, ale pomimo tego, nadal robiła wrażenie swym nieopisanym pięknem. A co ważniejsze, mogłem się nią zachwycać z osobą, która jeszcze kilka miesięcy temu, tak nagle pojawiła się w moim życiu z całkowitego przypadku.
Widząc srebrnowłosego, wpatrzonego w szybę i popijającego parującą z ciepła herbatę, aż mnie chwilowo przyćmiło. Jego profil był wręcz idealnie skonstruowany, każdy szczegół twarzy, wręcz nierealnie dopracowany, a oczy tak intrygująco skupione na opadających liściach, aż ten obraz zdawał się być magicznym. W tej tak już dobrze znanej twarzy była pewna doza chłopięcej niewinności, ale i też nie zaprzeczalnej męskości. Może i dojrzałości, spokoju. Westchnąłem przeciągle, spuszczając momentalnie wzrok na betonowy parapet nieco zakłopotany. Nieprzerwanie od prawie dwóch miesięcy nie potrafiłem normalnie zachowywać się przy moim najlepszym przyjacielu. W zbyt dziwny i niezrozumiały dla mnie sposób. Inny niż kiedykolwiek wcześniej.
Z niewiadomych powodów, uważałem go za najpiękniejszą wewnętrznie i zewnętrznie postać jaką spotkałem na mojej bolesnej, pełnej cierpienia ścieżce. Że to dzięki niemu potrafiłem codziennie wstawać z łóżka i że dzięki niemu przypomniałem sobie czym tak naprawdę jest radość, niezręczność, zawstydzenie, czy poczucie troski.
Ale jak mógłbym ująć to w słowa i mu to powiedzieć? Jak miałbym się do tego zabrać? Nie mogę tego zrobić, choć bardzo bym chciał. Bo Taehyung był moim najlepszym przyjacielem, a ja nie powinienem myśleć w ten sposób.
Tych pytań było jeszcze więcej i nie zdziwiłbym się gdyby zrodziły się jeszcze inne. Byłem zagubiony w tej relacji, zagubiony w swoich własnych odczuciach.
Dlaczego dzieją się ze mną tak dziwne rzeczy? Tak niezależne od siebie samego?
W momencie poczułem na sobie jego nagły wzrok, który był niesamowicie czuły, tak samo jak jego delikatny uśmiech. Poczułem jak wplata swoją dużą dłoń w moje już wcześniej nie ułożone włosy, dzięki czemu zdążyłem się spiąć, wskutek jego choćby tak normalnego dotyku. Doskonale wiedział, że jestem odległy, że odpływam momentami.
On wiedział zawsze i widział równie wszystko.
-Nad czym tak rozmyślasz Jeonggukie?
Nie potrafiłem przy nim udawać, gdyż zawsze wykrywał mój fałsz. Nawet najmniejszy i to za każdym razem, co czasem wprawiało mnie w kłopoty.
Nie odezwałem się powracając do widoku za oknem.
-Wiesz, że ze mną możesz o wszystkim pomówić?
Rzekł spokojnie i wpół szeptem, co wcale nie przeszkadzało w panującej w pomieszczeniu głuchej ciszy.
O wszystkim... Ale nie o tym...
-Tak, wiem.
Mruknąłem, odwzajemniając jego wzrok, który cały czas, nieprzerwanie spoczywał na mojej osobie. Aż przełknąłem z trudem ślinę, dostrzegając lekkie uniesienie jego kącików ust i może dość odważny błysk w oku. Czasami czułem się w jego obecności nikim, takim małym okruchem, ale to właśnie w tym wszystkim najbardziej kochałem. To że właśnie mogłem być przyćmiony taką osobowością jak on.
-W takim razie słucham.
Wzruszył ramionami i zachęcająco poklepał miejsce przy oknie, przy którym sam siedział. Rzuciłem mu tylko niepewne spojrzenie, po czym zasiadłem po drugiej stronie niezbyt obszernego parapetu. Nadal bacznie mnie obserwował, co było dość krępujące.
-No dalej.
Ułożył dłoń na moim kolanie, a ja się wzdrygnąłem. Westchnąłem przeciągle, przenosząc wzrok na okno.
-Po prostu przykro mi z powodu tych drzew, są takie smutne i bez życia. Jakby popadały w wieczną ciemność... Choć w sumie, po części je rozumiem. Nawet zbyt dobrze.
Te ostatnie słowa wyszeptałem słabym głosem, gdyż moje samopoczucie nie było najlepsze. Bo czas płynął, a ja traciłem siły z każdą minioną sekundą.
-Obróć się w moją stronę.
Poprosił, nadal się nikle uśmiechając. A ja nie potrafiłem mu odmawiać.
Z lekkim zawahaniem zwróciłem swoje ciało w jego stronę, choć było to dość ryzykowne, gdyż parapet był naprawdę niewielki i oboje mogliśmy wylądować na ziemi z mojej winy. Ale dzięki nadopiekuńczości Taehyunga i uważności, nigdy nie miałoby to miejsca. Gdy tylko w miarę wygodnie się usadowiłem, nasze stopy, pokryte ciepłymi skarpetkami miło się stykały. Niespodziewany lekki rumieniec wpłynął na me policzki, a wargi zacisnęły.
-Wszystko ma swój początek i koniec...
W skutek jego spokojnego głosu, zacisnąłem kościste dłonie u dołu mojej miękkiej, ciemnej bluzy.
-Równie jak wschód słońca i zachód. Noc i dzień, księżyc i gwiazdy, które każdej ciemnej nocy rozświetlają niebo, by później odstąpić miejsca dniu. Tak samo jest z właśnie tymi drzewami. Zamierają, ale z czasem odradzają się na nowo by znów cieszyć nasze oczy. Powracają bo wiedzą że potrafią. Odradzają się mocniejsze, zdrowsze i piękniejsze, bo na to zasługują. Dzięki temu nigdy nie zaznają ciemności.
Nawet nie wiecie jak zaskoczył mnie dotyk na wierzchu moich zaciśniętych nadal pięści. Rozszerzyłem oczy w zdziwieniu przypatrując się, jak w jednej chwili stają się luźniejsze, układając się w złączenie dłoni z osobą obok. Moim najlepszym przyjacielem, który zaskakiwał mnie zawsze, bez mojego pozwolenia.
-Jeonggukie... Obiecaj mi coś.
Nawiązałem z nim w końcu kontakt wzrokowy, a moje serce niebezpiecznie zaczęło bić.
Dlaczego mi to robisz?
Oczy jego osłonięte kotarą rzęs, intensywnie wpatrywały się w moje tęczówki, a uśmiech który zdobił jego usta zniknął bezpowrotnie, zastępując poważnym wyrazem.
-Nie pozwól, bym musiał patrzeć w tę ciemność.
Ułożyłem brwi w zmartwionym wyrazie i przechyliłem głowę na lewy bok. Co oznaczały jego słowa?
-Co masz przez to na myśli?
-Uchroń mnie przed ciemnością, która chce wtargnąć do mojej duszy.
-A-ale jak mam to zrobić?
Zapytałem zagubiony, na co spotkałem się z ciężkim westchnięciem. Odwrócił się ode mnie, a serce mnie zabolało niebezpiecznie na ten widok.
-Nie ważne.
Zagryzłem zbyt mocno wargę przez co stróżka krwi spłynęła z małej ranki. Zeskoczyłem prędko z zimnego parapetu, by w mgnieniu oka zatopić się w cieple, które oddawał ten właśnie chłopak. Pomimo iż był tyłem, potrafiłem wtulić się w niego tak intensywnie, jakby następnego dnia miało nie być.
-Otwórz się na mnie, proszę...
Wyszeptałem zaciskając mocno powieki.
,,Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć"
*+*+*
CZYTASZ
Symphony of love «~TAEKOOK~»
Fanfiction•Bo Taehyung myślał o wszystkim tylko nie o sobie, a Jeongguk nie potrafił się uśmiechać• WAŻNE INFO: •angst;fluff;disease;hospital;love;• ✓ZACZĘTE~ 02.03.18 ZAKOŃCZENIE~...
