4.Ładnie ci w okularach

393 52 11
                                        

Pierwszy dzień pracy zaczął się dość nudno. Na początku zostałam oprowadzona po obiekcie i Lisa– tak brzmiało imię androida który mnie oprowadzał, pokazała mi moje stanowisko. Rozpakowałam się i wypełniłam kilka formularzy. Lisa wręczyła mi identyfikator i stałam się oficjalnym pracownikiem Cyber Life.

– Nieźle ci idzie, dzieciaku– powiedział Luke. Czarnoskóry wysoki mężczyzna, był razem ze mną czwartą osobą Która pracuje w naszym dziale i jest człowiekiem.

Luke miał około czterdziestkę. Był sympatycznym facetem z dobrym poczuciem humoru, pracowało mi się z nim świetnie. Tylko on z pozostałej grupy cieszył się z mojego przyjęcia. Dla innych byłam za młoda i niedoświadczona. Jeszcze pokaże im na co stać Miriam Anderson.

Właśnie planowałam nowe zasilanie na szklanym panelu kiedy do pomieszczenia wszedł Kamski. W czarnym garniturze wyglądał jak władca ciemności. Genialnie.

– Jak ci idzie? – zagadał kiedy podszedł do mojego stanowiska. – Dobry pomysł– dodał i wskazał głową na panel. Mruknęłam coś w stylu „dzięki". Speszona jego bliskością, wiem, że jest moim szefem ale kiedy był w pobliżu to dostawałam gęsiej skórki.

– Pracuje mi się dobrze, dziękuje. Potrzebuje Pan czegoś? – spytałam i zminimalizował projekt machnięciem dłoni. Spojrzał na mnie bacznie i omiótł swoim spojrzeniem resztę sali.

– Przyszedłem po androidy. Niestety ale po ostatnich zdarzeniach, jestem zmuszony je zresetować. Za mną – rzekł i ruszyły za nim gęsiego.

– Zaraz! Przecież nie są zagrożeniem– powiedziałam kiedy podeszłam na tyle blisko by mnie usłyszał. Maszyny spojrzały na mnie z litością w oczach

– Przezorny zawsze ubezpieczony.– Odparł z przesadnie miłym wyrazem twarzy. Warknęłam i wróciłam do swojego panelu. Dupek.

– Spokojnie. Przywykniesz do niego– Luke położył mi dłoń na ramieniu. Oby.

Po pracy jak zwykle posprzątałam  w domu i ugotowałam obiad. Dostałam chyba z tonę papierkowej roboty, więc postanowiłam, że zabiorę się do tego odrazu. Udałam się do swojego pokoju i rozpakowałam arkusze na biurko. Cudownie.

Pracowałam sobie spokojnie przez jakąś godzinę. Cyfry zaczęły pojawiać mi się przed oczami a wszystko inne mieszało się w jednolitą całość. Nie było w tym nic przyjemnego ale czego się nie robi dla zadowolenia szefa i wysokich zarobków.

Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Nie był to ojciec, ponieważ on miałby klucze. Jeśli już o nim mowa to już dawno powinien być w domu. Ciekawe gdzie też mógł się udać mój nienaganny tatuś? Zeszłam po schodach i udałam się do drzwi. Chciałam sprawdzić kto to w naszym wizjerze ale tacie nie chciało się go naprawić. Muszę sobie gdzieś zanotować, żeby zadzwonić po specjalistę. Otworzyłam drzwi i omiotłam spojrzeniem swojego gościa.

– Connor? – Nie wiem co miał znaczyć ten zabieg z pytaniem. Tak jakbym zapomniała jak się nazywa. – Proszę wejdź, ale taty jeszcze nie ma. Możesz tu na niego zaczekać. – dodałam i przepuściłam go w drzwiach.

– Nie chcę robić problemu. Mogę go zwyczajnie poszukać.– odparł z obojętnym wyrazem twarzy.

– Nie gadaj głupot. Zbiera się na deszcz, nie będziesz biegał za ojcem którego najwidoczniej nie interesuje wczesne przybycie do domu. – odparłam i gestem głowy wskazałam mu żeby wszedł do środka, przy czym lekko się uśmiechnął.

Usiadł na kanapie. Sumo na jego widok pomachał ogonem i podszedł do niego. Oczywiście trochę to trwało zanim podniósł swój ciężki tyłek z posłania ale po kilku chwilach jego głowa już znajdowała się na kolanach Connora.
Android położył dłoń na jego sierści i pogłaskał zwierze, które aż zaskomlało z przyjemności. Udałam się po resztę dokumentów i usiadłam naprzeciwko swojego gościa.

– Dają w kość, co? – spytał Connor i na chwilę przestał zajmować się psem. Spojrzałam na niego znad szkieł okularów. Potrzebowałam ich do czytania. W półmroku jaki panował w salonie, jego kości policzkowe uwydatniły się, kości policzkowe to może za duże określenie. On przecież kości nie posiadał.

– Nie jest łatwo ale nie mogę też narzekać. Robię to co zawsze robić chciałam, więc trochę pisania mnie nie zrazi.– Uśmiechnęłam się ciepło a on oddał uśmiech.

Miałam mętlik w głowie. Jednocześnie lubiłam jego towarzystwo ale również mnie onieśmielał. Intensywność spojrzenia którą czasem mnie obdarzał była zniewalająca.

– Ładnie ci w okularach– dodał po chwili ciszy którą dał mi na pracę. Długopis zatrząsł się w mojej dłoni. Przełknęłam głośno ślinę i obdarzyłam go spojrzeniem. Intrygowała mnie jego postawa. Czasami jak do mnie mówił to wyglądał jakby toczył ze sobą walkę.

– Dziękuje Connor, miło mi to słyszeć– odpowiedziałam i odłożyłam skończoną pracę na stolik. – Tak właściwie to po co ci mój ojciec? Jestem pewna, że sam dałbyś radę w tym co robisz– dodałam. Zauważyłam, że zainteresowało go to pytanie. Przechylił głowę lekko na bok.

– Nie mogę prowadzić misji sam odkąd liczba defektów wzrasta a on nie dałby sobie sam rady. Można zatem powiedzieć, że świetnie się uzupełniamy. – uśmiechnął się lekko.

No tak, to ma sens.

– Ale czemu akurat on, czemu mój tata? Nie chce go oczernić ale wiesz chyba, że ma problemy z piciem a na komisariacie jest tabun dobrych funkcjonariuszy– powiedziałam niemalże na jednym wdechu.

– Nie ja wybierałem, ale sądzę też, że trzeba dać mu szansę, nie zawsze taki był. Widziałem jego kartotekę, był bardzo dobrym i szanowanym policjantem. Nie chce się wtrącać, ale co się stało, że tak diametralnie się zmienił? –  Wspaniałomyślny android o dobrym  sercu. Jego idealnie niski i czysty głos rozniósł się po salonie. On jest lepszy od człowieka. Stworzyliśmy coś lepszego od nas samych.

–Wiesz, przeżył traumę. Mój brat nie żyje i ojciec ciężko to zniósł. Nie może się z tym pogodzić.... – ogarnęło mnie przygnębienie. Nie lubiłam o tym wspominać, każdy przeżywał jego smierć na swój sposób. Ojciec wolał zapić swój żal a ja starałam się zapomnieć, żeby nie załamać się do końca.

– Bardzo ci współczuje– jego wyraz twarzy mówił, że zrobiło mu się przykro.

– Czego jej współczujesz i co znowu robisz do cholery w moim domu?– powiedział ojciec który właśnie stanął w progu. Stanął to zbyt mocne określenie, ledwo utrzymywał się na nogach. Wstałam jak poparzona i podeszłam do niego.

– Tego, że pierwszego dnia miałam tyle pracy. – powiedziałam ze zbyt sztucznym jak na mnie uśmiechem. Pokiwałam głową do Connora na znak żeby siedział cicho. Odpowiedział lekkim skinieniem głowy. Ojciec i tak by tego nie zauważył. Był zajęty badaniem powietrza w kuchni.

– Teraz dowiesz się jak chujowe jest dorosłe życie, co?– oparł się o blat jak dziecko które dopiero uczy się chodzić i musi mieć za co się złapać, żeby utrzymać się w pionie.

– Język, tato, język. – odparłam i przewróciłam oczami. Było mi wstyd przed Connorem. Dla osoby trzeciej musiało to wyglądać jak jakaś patologia. Ojciec alkoholik wraca do domu i robi raban, taaa.

– To mój dom i mogę robić co chce! chuj,
chuj, chuj. Kurwa!– krzyknął kiedy uderzył głową w szklany okap i złapał się za bolące miejsce. Parsknęłam śmiechem. Connor podszedł bliżej.

– Hank musimy porozmawiać a ty musisz wytrzeźwieć. – powiedział nasz gość i pomógł tacie usiąść na krześle w kuchni. Ten widok był zabawny. Twór człowieka zajmował się swoim nieudolnym stwórcą.

– To ja nie będę wam przeszkadzać. Jakby co, jestem u siebie. – powiedziałam i zaczęłam zbierać swoje rzeczy ze stolika w salonie. – Obiad masz w lodówce, tato. Wystarczy, że go sobie odgrzejesz. – dodałam kiedy podeszłam do schodów.

– Miło było spędzić z tobą trochę czasu, Panno Miriam.– powiedział Connor. Jego nienaganne zachowanie powinno być wzorem dla niektórych mieszkańców tego przybytku.

– Z tobą również Connor.

Just MachineOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz