Miriam
Budzę się w celi. Kolejne dni mijają a ja utknęłam w pieprzonym więzieniu. Po raz kolejny przeklinam swoje beznadziejne położenie i uparcie wpatruje się w sufit na którym w całość układają się pęknięcia. Naliczyłam ich 33. 33 paskudne pęknięcia, jestem tak zirytowana, że mam ochotę krzyczeć a skaza na suficie tylko napędza moje zdenerwowanie. Nie mam pojęcia czy jest dzień czy noc, w pokoju jest ciagle jasno i nikt nie pomyślał o zamontowaniu tu okien. Przez te sytuację nie jestem w stanie stwierdzić ile dni minęło odkąd utknęłam w tym pomieszczeniu.
Najgorszy był jednak fakt, że Connor mnie nie pamiętał. Przez miesiąc myślałam, że nie żyje. Płakałam i przeklinałam wszystkich którzy mogli stać za jego zniknięciem a on żył i miał się świetnie, szkoda tylko, że stał się pustą skorupą której jedynym zadaniem jest grzecznie słuchać się CL.
Westchnęłam i odwróciłam wzrok od sufitu. Kolejnym kandydatem godnym mojego zainteresowania okazały się drzwi. Sądzę, że naprawę popadam w szaleństwo. Dodatkowym problemem jest to, że nie mam cholernego pojęcia co dzieje się z resztą. Być może moje położenie jest najlepsze. Androidy napewno nie bawią się teraz tak świetnie jak ja. A już szczególnie nie mają tego luksusu prywatnej celi. Zmieściłoby się tu spokojnie z pięć osób.
Przez cały miesiąc przygotowywaliśmy się na ten skok, oczywiście w międzyczasie robiliśmy mniejsze napady. Grupa defektów wzrosła to i części były potrzebne w większym nakładzie. Oni uczyli mnie walki a ja ich leczyłam, to było dobre rozwiązanie. Szlag by to, że akurat w tym momencie CL przypomniało się o pilnowaniu pieprzonego magazynu. Podczas zwiadu stał sobie pusty i nawet drony nie były nim zainteresowane.
Złapałam się za bolący brzuch. Connor miał sporo siły. Na środku tułowia widniał spory siniak. Gdybym tylko wiedziała, że to on... Napewno bym coś zaradziła, wyciągnęła nas stamtąd ale naturalnie wszystko musiało się zepsuć.
— Miriam Anderson. Android RK800 przyszedł cię przesłuchać. Proszę o zachowanie spokoju i nie zbliżanie się do maszyny. Niesubordynacja będzie karana. — powiedział ten sam głos z głośnika który zazwyczaj ostrzegał mnie o dostarczeniu posiłku. W końcu się mną zainteresowali. Myślałam, że zapomnieli, że nie mogę siedzieć z założonymi rękoma bez końca.
Usiadłam prosto na łóżku i czekałam. Co ma być to będzie, nie mogą w końcu trzymać mnie tu w nieskończoność.
Drzwi otworzyły się a ja wstrzymałam powietrze. Connor postawił metalowe krzesło przede mną i rozsiadł się na nim wygodnie. Jego wzrok był utkwiony w tablecie z informacją o więźniu. Jeśli cofnęli mu pamięć to prawdopodobnie ma jakieś halucynacje. Muszę tylko popchnąć go w dobrym kierunku.
Android w końcu obdarzył mnie swoim spojrzeniem a ja westchnęłam. Nie moja wina, że facet jest przystojny. Prawdopodobnie na każdą tak działa. Istnieje również opcja, że jestem szalona, mniejsza z tym. Skup się, Miriam.
— Dzień dobry panno Anderson. Jestem Connor, android RK800 i zostałem przydzielony by pannę przesłuchać. — parsknęłam, do jego twarzy nie pasował tak poważny ton. Spojrzał na mnie jak na wariatkę i coś odnotował, świetnie Miriam, dobry początek.
— Hej. — odpowiedziałam w końcu a kącik jego ust uniósł się lekko do góry.
— Czy może mi pani powiedzieć, co skłoniło panią do wzięcia udziału w napadzie wraz z zorganizowaną grupą przestępczą defektów? Była tam pani wbrew własnej woli? — spytał i znów obdarzył mnie spojrzeniem swoich ciemnych oczu.
— Śmiem twierdzić, że był to mój pomysł. — uśmiechnęłam się wesoło a on spojrzał na mnie zdezorientowany. Muszę szybko wymyślić coś, żeby przypomniał sobie kim do cholery jest.
Moją uwagę przykuło miejsce na jego nadgarstku. Widniała tam blizna która została mu po pobiciu przez ludzi którzy go napadli. Na wspomnienie tamtego wieczoru przeszedł mnie dreszcz. Może coś to da. Chwyciłam jego dłoń a jego ciało zdrętwiało, nie oderwał jednak swojej ręki.
— Ja cię wtedy opatrzyłam. Pamiętasz, skąd to masz? — spytałam a on w końcu oderwał wzrok od naszych dłoni i obdarzył nim mnie.
— Błąd fabryczny. — odparł jakby była to najoczywistsza rzecz pod słońcem. Westchnęłam zirytowana.
— Błąd fabryczny toczy się teraz w twojej głowie. — powiedziałam a on zabrał dłoń.
— Nie musi być pani niemiła.— powiedział urażony i wyprostował się na krześle. Zaśmiałam się. Tak bardzo brakowało mi jego nieporadności.
— Ta blizna została ci po pobiciu. Poskładałam cię wtedy. Miewasz pewnie dziwne wizje, cokolwiek. Może pamiętasz jakieś miejsca, czynności albo osoby? — powiedziałam z nadzieją ostatni przykład. — jestem lekarzem. Leczę androidy. Wiem, że cofnęli ci zapis. — dodałam po chwili i spuściłam głowę.
Mężczyzna wzdrygnął się i potwierdzenie swojej tezy zauważyłam w jego oczach. Był rozkojarzony. Znów chwyciłam jego dłoń.
— Przypomnij sobie, Connor. Potrafisz to zrobić. — powiedziałam a samotna łza spłynęła po moim policzku. Nie wytrzymałam i padłam przed jego kolanami żeby go objąć. Ani drgnął. Patrzył mi prosto w oczy. Emocje w mojej głowie rozbrzmiały echem po całym ciele. Przypomniałam sobie jak ciężko bez niego mi było i ile nocy przepłakałam uświadamiając sobie, że... kocham go. Byłam tego pewna. Dopiero gdy go straciłam uświadomiłam sobie, że nic bez niego nie było takie samo. Świat nagle stał się pusty, zabrał ze sobą wszystko co miało jakiś sens.
— M-Miriam — zająknął się i chwycił moją twarz w dłonie. Podniosłam swój wzrok na niego. — Miriam — powtórzył i z jego oczu poleciały łzy.
— Boże, Miriam. Przepraszam. — powiedział i przyciągnął mnie na swoje kolana. Objął mnie mocniej i słyszałam tylko zduszony płacz. Płakałam razem z nim. Nagle wszystko odeszło. Cały ból i pustka która we mnie tkwiła. Connor na nowo ją zapełnił.
Odsunął się ode mnie by na mnie spojrzeć. W jego oczach widziałam najprawdziwsze emocje. Przyciągnął swoją głowę do mojej i złączył nasze usta w pocałunku. Robił to tak zachłannie i szybko, że ciężko było mi złapać wdech. W końcu odsunął się ode mnie i starł dłonią łzy.
— Kocham cię. — powiedział w końcu a moje serce urosło dziesięciokrotnie i miałam wrażenie, że zaraz wypadnie mi z klatki piersiowej.
— Ja ciebie też — odpowiedziałam a on spojrzał na mnie zaskoczony. Po chwili jednak uśmiechnął się szeroko i znów zamknął mnie w uścisku.
Teraz jedynym problemem było wyjść z tego bagna w jakim się znalazłam. Czas położyć kres tej wojnie i chyba wiedziałam już jak to zrobić.
Androidy będą wolne.
⭕️⭕️⭕️
Ten trochę krótszy ale jest to rozdział przejściowy do czegoś większego. (Musieli się przecież w końcu rozpoznać XD)
CZYTASZ
Just Machine
FanfictionW świecie technologii, gdzie maszyny usługują ludziom, narasta bunt. Androidy chcą swoich praw. Czy w tym wszystkim znajdzie się miejsce na uczucie? Czy maszyna może kochać? Jeśli tak, to jakie będą tego konsekwencje?
