2. System działa

520 61 14
                                        

Ojciec nie odzywał się do mnie przez tydzień. W domu mówił coś tylko o tym, że w pracy będzie miał „przejebane" i będzie musiał za mnie przepraszać. Mam to gdzieś, ten kretyn zasłużył sobie na o wiele więcej niż kopnięcie w jego żałosne jajca.

Zaśmiałam się do swojego projektu.
Dzisiaj miałam się dowiedzieć czy zostanę przyjęta do Cyber Life. Mój projekt dotyczył zmian w oprogramowaniu androidów. Chciałam sprawdzić by były bardziej wytrzymałe i ekonomiczne. Ojciec nie pochwalał tego czym się zajmuje. Dla niego fanaberią było to, że jego jedyna córka działa z firmą której tak nienawidzi. To mama zaraziła mnie taką empatią do wszystkiego co żyje. Szczerze mówiąc nie obwiniam jej o odejście, na jej miejscu zapewne zrobiłabym to samo.

Wiele razy próbowała mnie przekonać bym zamieszkała z nią i Gregiem– sławnym księgowym, ale nie chciałam zostawić taty samego. Pewnie stoczyłby  się szybciej niż czas w którym opróżnia jedną butelkę piwa.

Założyłam dżinsową kurtkę i założyłam swoje najbardziej wykwintne, jedyne zresztą szpilki. Szlag by to, równie dobrze mogłabym założyć szczudła. Nie rozumiem kobiet które na codzień poruszają się w tym badziewiu, to samobójstwo.

– pa tato! – krzyknęłam. No tak, jest obrażony. Równie dobrze mogłabym powiedzieć „tato, wykrwawiam się" a on nadal miałby to gdzieś. Typowe.

Ruszyłam w stronę garażu i wyjechałam na ulice swoim autem. Mama i Greg sprezentowali mi je na moje osiemnaste urodziny. To bardzo miłe z ich strony.
Włączyłam się do ruchu i pomknęłam w stronę budynku Cyber Life.

Będę chyba najmłodszym pracownikiem. Kiedy kończyłam szkołę z wyróżnieniem, przysłano do nas jakiegoś faceta który stwierdził, że zaszczytem będzie dla nich jeśli tak utalentowana osoba dołączy do ich zespołu. No, zobaczymy. Całe wakacje przesiedziałam na nauce oprogramowania androidów i wymyślaniu co można zmienić. Mam nadzieje, że nie zawiodę.

Podróż minęła szybko, chwyciłam torbę i jeszcze raz sprawdziłam czy wszystko się zgadza. Teraz albo nigdy– powiedział cichy głosik w mojej głowie. Wyszłam z auta i pokierowałam się w stronę ogromnego szklanego budynku i jakże wielkich szklanych drzwi.

Wrota stanęły przede mną otworem więc pewnym krokiem ruszyłam do recepcji. Urocza blondynka raczyła mnie uśmiechem. Szlag by to, że przy tym androidzie wyglądam tak beznadziejnie. Była w zwykłym uniformie a prezentowała się ze dwadzieścia razy lepiej ode mnie.

– dzień dobry, Miriam Clark, przyszłam na spotkanie z panem *Kamskim.

– witam panno Clark, pan Kamski, oczekuje pani w pokoju 245, piętro 43. Życzę miłego dnia– uśmiechnęła się do mnie ciepło i przepuściła przez bramkę znajdująca się przed windą. Raz kozie smierć. Dam sobie radę.

Weszłam do windy a w moich uszach zabrzmiał jakiś spokojny utwór. Starałam się myśleć tylko o przyjemnych dźwiękach wydobywających się z głośnika.

–piętro 43– w windzie rozległ się damski głos obwieszczający mi,że jestem już na miejscu. Boże jak te windy zapieprzają, westchnęłam i przeklęłam w duchu innowacje.

Wyszłam z windy i na korytarzu powitała mnie kolejna damska wersja androida, powitałam ją skinieniem głowy i udałam się do pokoju który wskazała mi wcześniejsza blondynka. Pukać, nie pukać, pukać....

– dzień dobry, Panno Anderson. Czekałem na panią. – głośno przełknęłam ślinę gdy drzwi same się przede mną otworzyły a w progu stanął nie kto inny niż założyciel Cyber Life.

– D-dzień dobry– zająknęłam się i weszłam do biura które dłonią wskazał mi, być może mój przyszły szef.

Usiadłam na krześle przed jego ogromnym dębowym biurkiem. W sumie to wszystko w tym pomieszczeniu było ogromne. Ten facet miał jakąś manie wielkości czy co?

Just MachineOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz