Connnor Pov's
Obliczanie zasobów systemu.
Skanowanie otoczenia.
System sprawny.
Usiadłem przed Andersonem. Departament policji świecił pustkami o tej godzinie. Jeszcze kilka osób przesiadywało w sali pełnej biurek. Hank popijał kawę, choć przewidywałem, że miał ochotę na coś zgoła innego.
Umówiłem się z nim na spotkanie. Musimy w końcu rozwiązać sprawę defektów lecz mój partner albo nie ma ochoty albo robi mi na złość.
–Poruczniku Anderson, niedawno zostało znalezione ciało, sprawcą najprawdopodobniej był android. Powinniśmy jechać na miejsce zdarzenia i zbadać sytuację.– Powiedziałem gdy przez mój „mózg" przeleciała informacja dotycząca morderstwa.
Hank spojrzał na mnie niechętnie i mruknął coś pod nosem, jak zresztą miał w zwyczaju gdy do niego mówiłem.
Nic nie mówiąc wstał i zaczął kierować się w stronę wyjścia. Nie mając innej opcji, ruszyłem za nim. Jego nastawienie do mnie nie uległo żadnej zmianie mimo tego, że jestem miły.
Jakim cudem taki ponury mężczyzna wychował tak ułożoną dziewczynę. Miriam była jego idealnym przeciwieństwem. Ciepła i wyrozumiała, bezinteresownie pomagająca wszystkim którzy potrzebują pomocy.
Ostrzeżenie,Zaburzenia systemu.
Za każdym razem kiedy mocniej przywiązywałem swoją uwagę do jej osoby zbliżałem się do niebezpiecznej granicy. Nie mogę pozwolić sobie na takie wybryki, jednak coś w tej dziewczynie jest co sprawia, że nie mogę przestać wracać do niej myślami.
Usłyszałem głośny klakson auta policyjnego, Hank się niecierpliwi.
Na miejscu zdarzenia panował hałas. Grono policjantów przeszukiwało teren, inni stali wokół i pilnowali by nikt nieproszony nie dostał się na miejsce wypadku. Podeszliśmy do żółtej taśmy.
– Androidom wstęp wzbroniony.– Powiedział młody mężczyzna. Po zeskanowaniu jego twarzy ustaliłem, że nazywa się Mike Spencer, 21 lat, jego ojciec także pracuje w policji.
– On jest ze mną, chłopcze– powiedział Hank i pchnął Mike'a tak, że chłopak o mało co nie przewrócił się na ślizgim błocie. Złapałem go za łokieć. Wstał i popatrzył na mnie z wdzięcznością wypisana w jego niebieskich oczach.
Po przekroczeniu taśmy odrazu skupiłem całą swoją uwagę na miejscu zbrodni. 25 metrów od nas leżało ciało młodej kobiety. Podszedłem bliżej by przekonać się kim była. Porucznik Anderson odszedł do policjanta nadzorującego akcją.
Hana Copper, 23 lata, 164 centymetrów wzrostu i 50 kilogramów wagi. Na ciele dziewczyny widniały cięte rany. Narzędzie było tępe ponieważ rany były rozlazłe. Było ich w sumie 5, trzy na szyi i dwie na brzuchu. Moją uwagę zwróciły również ślady na nadgarstkach. Została związana. Po strukturze odcisku wywnioskowałem, że była to żyłka. Zostawiła po sobie głębokie cięcia, dziewczyna próbowała się uwolnić.
Została tu zaciągnięta. Mimo deszczu i dużej ilości śladów pozostawionych przez policjantów, mogłem dostrzec skąd ją tu przeniesiono. Skaner wykrył drogę do niewielkiej szopy która znajdowała się niedaleko miejsca zdarzenia.
Udałem się w tamtą stronę ale poczułem, że mam towarzystwo. Hank za mną podążał. Zatrzymałem się by dać mu szansę się dogonić.
– Co ty robisz? – zapytał kiedy już do mnie podszedł. Duże zmęczenie przy przebyciu tak małego dystansu może powodować niewielka wada serca.
– Sądzę, iż sprawca nie uciekł z miejsca zdarzenia. Jest tu a ślady prowadzą mnie do tego właśnie miejsca. – Powiedziałem i nie czekając na odpowiedź ruszyłem we wcześniej wskazanym kierunku.
Wraz z coraz mniejszym dystansem zacząłem zwalniać, jeśli sprawca tam jest to nie mogę go wystraszyć. Przy drzwiach sprawdziłem czy mam przy sobie broń. Jest. Pchnąłem lekko drzwi i skaner odrazu przystąpił do pracy. Po sekundzie zauważyłem ruch w lewym rogu budynku.
Model RK200, rodzaju męskiego. Siedział skulony i kiwał się to w przód to w tył. Symulował płacz. Stanąłem w odległości półtora metra od sprawcy a ten błyskawicznie zwrócił na mnie swój wzrok.
– Kochałem ją, kochałem a ona znalazła innego i odrzuciła mnie na bok– mówił między napadami spazmatycznego płaczu. Defekt.
– Zabiłeś ją dlatego, że ona nie odwzajemniała twojej miłości? – spytałem i stopniowo zacząłem się zbliżać.
– Zabiłem ją bo mnie oszukała, oni wszyscy nas oszukali.– Powiedział i w tym momencie zza pleców wyjął pistolet i strzelił sobie w głowę. Niebieska krew prysnęła na moje ubranie i ścianę. Dezaktywował się ze wzrokiem zawieszonym na mnie.
– Co tu się do cholery odpierdala?– powiedział Hank który wszedł do budynku. Jak zwykle idealny dobór słownictwa towarzyszył w każdym momencie jego życia.
– To sprawca, był rozchwiany emocjonalnie. Popełnił samobójstwo. – Powiedziałem i wyszedłem z szopy.
Właśnie to nas czeka? Coraz więcej androidów zwalcza poprawność systemu i symuluje ludzkie odczucia. Czułem do sprawcy niechęć i obrzydzenie, jednak ciekawość była ponad to. Kochał człowieka, albo tak przynajmniej mu się wydawało.
Zdałem raport i policja zabrała ciało oraz androida do badań. Automatycznie powiadomiłem rodzinę i to tyle, zadanie skończone.
– Też strzelisz sobie w głowę?– Spytał Hank. Przewróciłem oczami tak by tego nie zauważył.
– Nie, poruczniku Anderson. W najbliższym czasie nie mam tego w planach. Dostarczę Pana do domu. – powiedziałem i wsiadłem do auta. Porucznik zajął miejsce obok i w milczeniu obserwował drogę, po chwili skupił swoje spojrzenie na mnie. Miał oczy jak Miriam. Były identyczne. Poczułem, że gdzieś w środku coś mną szarpnęło.
– Co czułeś jak się zabił? – spytał w końcu Hank. Przez chwile obdarzyłem go swoim spojrzeniem.
– Nie odczuwam emocji. Jestem Androidem.– odparłem i skręciłem w ulicę prowadząca do jego domu.
– On też nim był– powiedział z chytrym uśmiechem wyrysowanym na starej zmęczonej twarzy. Prawdopodobnie miał problem ze spaniem. Później muszę poruszyć sprawę badań lekarskich. Naudużycie alkoholu, problemu z sercem, bezsenność i wahania nastroju.
– Jego system był uszkodzony, przestał wykonywać polecenia. Sam zaczął władać swoim życiem, że tak się wyrażę. Był słaby. – Staliśmy już pod domem porucznika.
– Człowieczeństwo to słabość? – spytał. Widziałem, że jest jednocześnie zły i zaskoczony. Zaciekawiła go moja teoria.
– Nierozumienie swojego zadania to słabość– odparłem.
– Zatem jesteś tylko maszyną.– powiedział i wyszedł z auta.
Jeszcze przez chwile stałem pod domem aby upewnić się, że bezpiecznie do niego dojdzie.
Tylko maszyna, te dwa słowa wyryły ślad w moim mózgu. Czego się spodziewał? Jestem tym czym każą mi być a nadal nie jest im to na rękę. To czym w końcu mam być? Czuć czy być obojętnym? Nie jestem człowiekiem. Nie jestem nawet cieniem człowieka. Jestem mądrzejszy, szybszy, sprytniejszy. Czuje ich emocje a jednak nie mogę ich współodczuwać. Stworzyli mnie żebym im służył, istnieje po to by robić to co mi każą. Jestem Androidem.
Opuściłem dzielnice w której mieszkał Hank i Miriam i udałem się w stronę komisariatu. Muszę odstawić wóz. Odtwarzałem Miriam w swojej pamięci i próbowałem sobie udowodnić, że nic nie znaczy. Nie jest istotna ale nie mogę stwierdzić, że jest mi obojętna. Zajmowała coraz więcej miejsca w mojej głowie i nie mogłem z tym walczyć. Targały mną skrajne emocje, które w ogóle nie powinny mieć miejsca.
Zaparkowałem auto na policyjnym parkingu i postanowiłem się przejść, w końcu i tak nie śpię. Deszcz spływał po mojej Twarzy, tworząc wodną pajęczynę. Nie omijałem żadnej kałuży. Chciałem czuć wszystko a czułem tylko pustkę...
Do: Miriam Anderson
Możemy się spotkać?
⭕️⭕️⭕️
CZYTASZ
Just Machine
FanfictionW świecie technologii, gdzie maszyny usługują ludziom, narasta bunt. Androidy chcą swoich praw. Czy w tym wszystkim znajdzie się miejsce na uczucie? Czy maszyna może kochać? Jeśli tak, to jakie będą tego konsekwencje?
