9. Wpadłaś po uszy

303 48 9
                                        


Obudziłam się i przetarłam oczy dłonią. Jasne światło przebijało się przez zasłonę na oknie. Mruknęłam niezadowolona i przewróciłam się na drugi bok. Gdy leżałam już po drugiej stronie, poczułam dziwny metaliczny zapach.

Podniosłam się szybkim ruchem i zauważyłam niebieski odcień odcinający się na białej pościeli. To nie był sen. On tu był, naprawdę tu był. Przejechałam palcami po ustach i uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajszej nocy. Mój defekt– powtarzałam sobie w głowie.

Nie było go. Musiał odejść kiedy zasnęłam. Może i dobrze zrobił. Konfrontacja z moim tatą nie wniosła by nic dobrego.
Co do mojego taty, poczułam do niego obrzydzenie. W mojej głowie plątała się myśl, że mnie oszukał.

Wzięłam brudną pościel i udałam się do łazienki. Wrzuciłam zawiniątko do kosza na brudy i podeszłam do lustra. Widziałam przed sobą uśmiechniętą dziewczynę, całą w niebieskiej krwi.
Puściłam wodę i zaczęłam zmywać z siebie dowody wczorajszej nocy.

Po tym jak uszykowałam się w łazience i ubrałam, postanowiłam zejść na dół i zjeść śniadanie. Do pracy została mi jeszcze jakaś godzinka a fakt, że mieszkam blisko budynku Cyber Life sprawiał, że nie martwiłam się spóźnieniem.

Na moje szczęście, dół był pusty. Oczyścicie poza Sumo, który chrapał w salonie na swoim posłaniu. Uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam do kuchni, żeby w końcu zrobić coś do jedzenia.

Nie mogłam przestać się uśmiechać, czułam się jak nastolatka a on tylko mnie pocałował. Cały czas przypominała mi się miękkość jego ust, całkiem ludzkie. Nie było w nich nic obcego. To jak trzymał mnie w ramionach. Pewnie i mocno jakby to mogło się już nigdy nie powtórzyć. Gdy przestał, długo patrzył mi w oczy. Później musiałam zasnąć bo nic innego nie przychodzi mi do głowy.

Z drugiej strony byłam zła na ojca. Uśmiech spełzł z mojej twarzy kiedy nalewałam sobie herbaty. Niedość, że wziął mój tablet bez mojej zgody to jeszcze chciał sprawić, żeby moja znajomość z najbardziej wartościową osobą, którą jak narazie poznałam, mogła się rozpaść. Myślał, że go kompletnie nienawidzę.

Tak naprawdę jeszcze sama nie wiem co do niego czuje. Z jednej strony uwielbiałam jego obecność. To jak na mnie patrzył i jak niepewny był w swoich poczynaniach a z drugiej, wiem, że to niewłaściwe i nie powinno mieć miejsca.
Pewnie wiele osób potępiłoby moje zachowanie ale szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to. Wiem za to z kim mogę o tym porozmawiać. Mama. Tylko ona może mi pomóc w tej sytuacji. Pojadę do niej po pracy, ucieszy się z wizyty a ja poczuje ulgę kiedy komuś się wygadam.

Dokończyłam jeść i chwyciłam swoją torebkę. Odkąd zaczęłam pracować w Cyber Life, mój styl ubierania kompletnie się zmienił. Dżinsy zmieniłam na ołówkowe spódnice a trampki na szpilki. Nie było to w prawdzie jakoś super wygodne ale tego ode mnie wymagano. Profesjonalności za każdą cenę.

Dotarłam na miejsce punkt 9. Rozpakowałam się i zajęłam swoje zwyczajne miejsce przy szklanym blacie i tablicy wykonanej z tego samego tworzywa. Panel uaktywnił się na mój głos i przystąpiłam do pracy.

Już po chwili zauważyłam jak cicho zrobiło się bez androidów. Bez Jessie która zawsze zagadywała wszystkich i opowiadała najśmieszniejsze żarty jakie słyszałam. O Marcusie który zawsze pytał czy chcę napić się kawy a gdy mówiłam, że nie musi mi jej przynosić to i tak robił to z uśmiechem wyrysowanym na twarzy. Zawsze widział jaką lubię!
Brakuje mi nawet tej recepcjonistki w holu, której zawsze zazdrościłam urody.

Teraz zrobiło się cicho. Każdy patrzył w panel a niedługo będzie jeszcze gorzej. Androidy zostaną albo usunięte albo zresetowane. Nie będzie już śmiechu. Androidy wprowadzały do naszego życia coś innego. Były dla nas bezinteresowne kiedy my sami nie potrafiliśmy powiedzieć sobie głupiego „dzień dobry" na chodniku, one poświęcały życie wskakując pod auta i wypychając czyjeś dziecko. A czym my ludzie dopłacamy się im za całą pomoc? Za to, że chcieli być traktowani na równi z nami a nie jako słudzy? Więzimy je i zabijamy. Oskarżamy o bezrobocie a zbudowaliśmy je po to by pracowały. Ludziom nigdy nie będzie dość. Choćby cały świat byłby pieprzonym rajem. Zawsze znalazłby się ktoś, kto by to wszystko zepsuł i pociągnął za sobą innych.

Z rozmyślań wyrwało mnie bystre spojrzenie Kamskiego. Siedział na moim biurku i bacznie mnie obserwował. Wyglądał jakby chciał przeniknąć mi duszę i wyczytać z niej wszystkie myśli.
Niemal krzyknęłam na ten widok. Przerażał mnie tym, że zawsze materializował się jak duch. Bezszelestnie, szybko i zawsze tak by kogoś przestraszyć.

– Słucham? – spytałam i w końcu obdarzyłam go tym samym znudzonym wzrokiem którym zawsze obdarzam go gdy czegoś chce. Wiem, że to mój szef ale nie potrafiłam szanować morderców.

– Słyszałem od Connora, że pomogłaś mu wczoraj wyjść cało z bójki. Miło, że dbasz o robocika twojego ojca. – powiedział i posłał mi jeden ze swoich firmowych uśmieszków. Równe, białe zęby, zaświeciły złowieszczo jakby chciał mnie ugryźć. Wyglądał jak rekin polujący na nową ofiarę. Przeszły mnie ciarki.

– Moim obowiązkiem jest pomaganie Androidom. Panie Kamski. – powiedziałam przymilnym, profesjonalnym tonem.

– ciekawi mnie to, że tak często jest gościem w waszym domu. Zupełnie jakby polubił Hanka. Albo ciebie – uśmiechnął się kiedy o mnie wspomniał. Zeskoczył z biurka i odszedł. Przełknęłam ślinę. Connor ma wmontowany nadajnik w diodzie na skroni. Mam nadzieje, że ten bogaty dupek nic nie podejrzewa. Muszę sprawnie uszkodzić diodę.

Po pracy byłam padnięta. Dostałam chyba najgorsze zlecenia. Niedość, że siedziałam sama do późna to jeszcze szef kilka razy mnie nachodził i podglądał co robię. Coraz częściej przyłapuje się na myśleniu, że ten psychopata czyta w myślach.

Do mamy dotarłam około dziesiątej wieczorem. Powiadomiłam ją wcześniej,że wpadnę. Zastałam ją w kuchni. Sklejała model budynku. Lubiła architekturę i nowoczesne zastosowania jej w naszym życiu.

Spojrzała na mnie znad projektu i uśmiechnęła się ciepło. Podeszłam do niej i przytuliłam na tyle mocno na ile pozwoliło mi moje ciało po męczącym dniu pracy.

– Skarbie wyglądasz jak wrak człowieka. – powiedziała kiedy odsunęła się i rozejrzała po mojej twarzy. – siadaj, odgrzeje ci kolacje – podeszła do blatu i włączyła go gestem.

Zajęłam miejsce przy jasnym, drewnianym stole i odsunęłam się łokciami na jego blat. Starałam się nie zasnąć. Musiałam z nią porozmawiać.

Po kilku chwilach, mama podała jedzenie a ja zajęłam się jego zjadaniem. Po kilku chwilach gdy na talerzu zaczęło świecić pustką, postanowiłam, że zacznę.

– Mamo, chodzi o to, że... – spojrzałam na nią i nagle formułka którą ułożyłam sobie jeszcze w pracy, ulotniła się z mojej głowy. Zmieszana spuściłam wzrok.

– o Connora – odpowiedziała jakby była to najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. Popatrzyłam na nią zdziwiona.

– ale skąd ty to wiesz? Mówiłam ci już o tym? – spytałam. Mogłam w końcu zapomnieć.

– sposób w jaki patrzył na ciebie na kolacji. – uśmiechnęła się. – wpadłaś po uszy. – dodała i przytuliła mnie. Wpadłam po uszy...

⭕️⭕️⭕️

Pisałam to dla was na plaży. Docencie, że poświęcam dla was czas na wakacjach :*

Ps. Sorki za możliwe błędy.

Just MachineOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz