#2

65 9 0
                                        

LUKE

Po powrocie do domu nie mogłem dojść do siebie po tym co się stało. Michael widział jak się ślinię na jego widok, zaprosił MNIE, no dobra Caluma też, na imprezę i wziął ode mnie numer...
O co w tym chodzi? Przecież wcześniej nawet nie rozmawialiśmy. Nagle usłyszałem dźwięk SMSa.

NrNieznany: Hej, adres to: ul. Golden Street 15, a start jest o godzinie 20
A tak poza tym to ja, Michael x

Mike wysłał mi 'x'! I chyba wszyscy wiemy co to znaczy! Uśmiechnąłem się, po czym odpisałem krótko 'ok' i postanowiłem zadzwonić do Caluma, który odebrał po trzech sygnałach

-co tam bro?- zapytał od razu po odebraniu
-michael pisał-
-OMG pisał do ciebie twój crush, to już miłość. na pewno ci ją wyznał, prawda?!- usłyszałem tylko jego śmiech
-debilu, mógłbyś się zamknąć? on tylko pisał, że impreza zaczyna się o 20
-Super! Myślisz, że wreszcie kogoś wyrwę?
-nie mam zielonego pojęcia, może trafi ci się jakiś słodki blondyn...
-stary, nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał...
--
*sobota*
Michael: będziecie dziś na 100%?
Ja: Tak, powinniśmy być chwilę po 20
Michael: Ok, będę na was czekał przy drzwiach wejściowych xx
Wytrzeszczyłem oczy na jego wiadomość. Będzie na nas czekał? Specjalnie na nas? To się nie trzyma kupy... A może on tak po prostu robi z każdym? Nieważne.
--
Była już 19:15, a ja dopiero zacząłem układać włosy. Miałem tylko pół godziny do przyjazdu Cala, więc postanowiłem szybko skończyć układanie ich, by zdążyć się jeszcze jakoś normalnie ubrać. W końcu zdecydowałem się na czarną flanelową koszulę, tego samego koloru rurki oraz skórzaną kurtkę. Po chwili usłyszałem klakson, więc zszedłem na dół, by po chwili wejść do czerwonego BMW Caluma. Po jakichś 10 minutach dojechaliśmy na wskazany adres, gdzie już czekał na nas Michael. Przywitał nas po czym weszliśmy do środka, by po chwili znaleźć się w kuchni, gdzie podawano alkohol. Michael zapoznał nas ze swoim przyjacielem Ashtonem, który-jak dało się zauważyć-wpadł Calowi w oko.
-Um, Michael-
-Możesz mówić Mike, to brzmi lepiej
-Okey, więc Mike, czemu tak właściwie nas tu zaprosiłeś?
-a czemu cię to tak właściwie interesuje? Tak w sumie to bez powodu, ale nie gadajmy o tym. Wolę się z tobą teraz napić, co ty na to?
-Świetny pomysł!- i tak oto zaczęła się nasza przygoda z alkoholem tego wieczoru...
--
-Luke, szemu nie tańczymy jeszsze?- wybełkotał Mike, którego ledwo zrozumiałem
-Mike, kurwa, nie mogę normalnie na nogach stanąć i się wszysko tak jakoś zajebiśsie kręsi że nigdzie kuźwa nie idę!-odpowiedziałem, co prawda również niezrozumiale, ale chociaż skleciłem całe zdanie!
--Szemu?- nagle jego twarz znalazła się zbyt blisko mojej, a ja w jakiś sposób z sekundy na sekundę trzeźwiałem...
-Mike, jesteś pijany
-I so? Zawsze myślaem jak to jes tak patrześ z bliska na taką ładną barzo twarz!
-Popatrzyłeś sobie, więc chyba wystar-nie dane mi było dokończyć, bo jego wargi odnalazły te należące do mnie. Czy tego chciałem? Oczywiście! Ale nie w takich okolicznościach, nie w ten sposób... On powinien być trzeźwy. Mike oderwał się ode mnie dopiero, gdy zdał sobie sprawę, że długo nie oddaję pocałunku.
-So jes śliszny? Nie podobam si się?
-Mike, ja nie mogę, nie w ten sposób. Po prostu... Myślę, że lepiej jak pójdę. -ja z tobą!
-nie, Mike... Zostań- po kilku nieudanych próbach powstrzymania go skończyliśmy idąc razem do mojego mieszkania.
--
Skończyło się na tym, że Mike został na noc u mnie... Wiem, nie powinienem, ale on był taki słodki i tak uroczo mnie o to prosił... Ale nie myślcie sobie, że coś się działo! Ja spałem na rozkładanej kanapie u mnie w pokoju, a Mike w moim łóżku. Przynajmniej na początku...

Rano obudziłem się przytulony do kogoś przez co zacząłem zastanawiać się o co chodzi. Odwróciłem się, by zobaczyć kto to, lecz szybko tego pożałowałem... Kiedy ujrzałem obok siebie Michael'a odskoczyłem lekko, co spowodowało mój upadek z łóżka, czego niestety następstwem była pobudka zielonookiego.

-Oh, dzień dobry, Mike- powiedziałem do chłopaka po chwili słysząc jego śmiech

Co go tak rozbawiło? Pewnie śmieje się ze mnie... Jestem taką niezdarą...

-Witaj, Lukey-czy ja się przesłyszałem?- Jak to się stało, że spadłeś z łóżka? Wszystko w porządku?-niby przestał się śmiać, ale nadal miał na twarzy dziwnie wyglądający uśmiech.

-Jest okey, dzięki za troskę- odpowiedziałem-spadłem, bo trochę mnie przestraszyłeś. Znaczy-nie-nie ty-uh... Nie chodzi mi o to że jesteś straszny czy coś... Po prostu przestraszyłem się tego że ktoś obok mnie leżał...

-Lukey, przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć... A tak właściwie to jak to się stało, że śpimy w jednym łóżku?- właśnie... Jak?

-Nie mam pojęcia... Z resztą, czy to ważne? Po prostu nie rozmawiajmy o tym... Co chciałbyś zjeść na śniadanie?

I tak oto skończyliśmy przy stole w kuchni jedząc naleśniki. Dużo rozmawialiśmy, ale Mike na całe szczęście nie poruszał tematu imprezy ani tego co się tam wydarzyło, za co byłem mu bardzo wdzięczny.

.....

Hejka! Wiem, że rozdział miał być jutro, ale postanowiłam zrobić wam niespodziankę ^^                 
 Mam nadzieję, że się wam spodoba   ;)

Do następnego xx

~JBH <3 

IDIOT || mukeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz