Rozdział 19

8.9K 253 16
                                    

Wchodzę do mojego mieszkania i nagle zatrzymuję się w połowie. Stoję tak przez sekundę, jak słup soli. Odwracam się gwałtownie zażenowana, po czym po omacku biorę szybko z łazienki szczoteczkę do zębów.

—Ja idę do Nicka, nie przeszkadzajcie sobie— przerwanie Emily i Patrickowi to ostatnie na co miałam ochotę.
Zamknęłam drzwi i wstrzymywałam śmiech. Szybko poszło. Zapukałam do mieszkania Nicka.

—Mogłabym przenocować u ciebie? Cóż mam, nagłą sytuację w domu—zaczęłam się śmiać, a brunet kiwnął rozbawiony głową. Usiadłam na kanapie i roześmiałam się na dobre.

—Co się stało? — przypatruje mi się z wyraźnym zaciekawieniem.

—Właśnie  byłam świadkiem kopulowania mojej przyjaciółki z Patrickiem— z moich oczu popłynęły łzy. Nick wybuchnął śmiechem.

—I co cię tak rozbawiło? — powiedział zapewne bardziej śmiejąc się z mojej reakcji niż że słów.

—No cóż, nie sama kopulacja ale umieśnione pośladki Patricka i ich miny— oboje płakaliśmy.

—Umięśnione pośladki? — zapytał wpatrując się we mnie. Położyłam się na jego kolanach, a on zaczął bawić się moimi włosami. To było hmm... Przyjemne.

—No wiesz takich jak twoje tylko, że mniejsze— powiedziałam zanim zdążyłam ugryźć się w język. Podniósł do góry brew i uśmiechnął się łobuzersko.

—A kiedy ty mały zboczeńcu widziałaś mój tyłek? — zaśmiał się, a ja zrobiłam się cała czerwona.

—Kiedyś przez przypadek weszłam do łazienki kiedy brałeś prysznic. To ty zapomniałeś się zakluczyć— pokazałam mu język, a on zaśmiał się.

— Ojej kochanie, nie wiedziałem, że dałem Ci prywatny striptiz, ani nawet, że mam wielkie, umięśnione pośladki— wybuchnęliśmy śmiechem.

—Debilu, to nie był żaden striptiz, nie masz wielkich pośladków, to Patrick ma płaskodupie, ale nie mów mu tego— płakaliśmy ze śmiechu. Nick schylił się i pocałował mnie w czoło, a moje serce zabiło. Ojej.

—Wytrzeźwiałeś— powiedziałam cicho wpatrując się w jego oczy. Naprawdę wyjątkowe. Mieniły się teraz różnokolorowo.

—Żałuję, że w ogóle to zrobiłem. Przecież gdybyś nie mogła kierować to... Powinienem być czujny— powiedział z żalem. Podejrzewałam, że trapi go ta sytuacja, ale nie,że aż tak bardzo. Wzięłam jego rękę i splotłam nasze palce.

—Nie zadręczaj się. Sam miałeś problem, Nick. Nikt nie może cię za to winić. Tak skupiasz się na ratowaniu świata, że powoli zapominasz o
sobie— szepnęłam, a w moim głosie czuć było emocje.

—Mógłbym powiedzieć to samo, Madelaine, nawet nie wiesz ilu osobom pomagasz, nawet o tym nie wiedząc, a sama jesteś nieszczęśliwa. Emily powiedziała mi jakie prowadziłaś życie po ich śmierci, po tym jak John cię zdradził— oddychał ciężko, jakby każde słowo wymawiane było z jakimś trudem. Westchnęłam.

— Fakt, nie byłam ostatnio duszą towarzystwa, ale nie jestem nieszczęśliwa, po prostu... oswajam się— powiedziałam uśmiechając się do niego. Analizował moje słowa w skupieniu. Jego wyraz twarzy stał się łagodny.

—Jesteś najsilniejszą osobą jaką znam— powiedział gładząc mnie po dłoni. To chyba był największy komplement jaki mogłam od kogoś usłyszeć. Uśmiechnęłam się szeroko. 

—Nie mogłam sobie pozwolić na chwile
słabości— powiedziałam, biorąc do płuc głęboki wdech. Strasznie nie lubię wylewności, jednak jemu i Emily powiedziałabym wszystko. 

— Przepraszam...—przewróciłam oczami, po czym zamknęłam oczy. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego jaka jestem zmęczona.

—Jeśli chcesz to będę spał w salonie, a ty na łóżku— szepnął swoim lekko zachrypnietym głosem wprost do mojego ucha.

— Na pewno nie. Jak już to ja będę spała na kanapie. To ja się przybłąkałam— powiedziałam pewnie, a Nick odgarnął mi włosy z twarzy, po czym roześmiał się.

—Wygląda, na to, że będziesz dzisiaj spała ze mną, kochanie.

Kiwnęłam głową z uśmiechem. Po chwili wstałam i spojrzałam się na niego. Jego włosy zawsze wyglądają idealnie.

— Pójdę do łazienki, mogłabym wziąć prysznic? — zapytałam nieśmiało. Chłopak uśmiechnął się ukazując te swoje dołeczki i kiwnął głową.

—W czym będziesz spała? — zapytał łobuzersko. Zilustrował mnie wzrokiem. Przełknęłam ślinę. Dwadzieścia pięć lat, a taki dzieciaszek. Miałam ochotę wywrócić oczami.

—Nie wiem Nick, zapomniałam o tym— przyznałam szczerze.

—Pomyślałem, że może, no wiesz, mam w szafie jakąś koszulkę, jeśli byś chciała... —powiedział przyglądając mi się jakby badając moją reakcję.

Ojej, zarumienił się lekko. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Po chwili przyniósł mi swoją czarną koszulkę z napisem "Bad". Podziękowałam i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i umyłam zęby. Założyłam na siebie jego koszulkę. Sięgała mi do połowy uda, a co najważniejsze pachniała nim. Gdy wyszłam z łazienki jego wzrok zbadał mnie od stóp do głów. Uśmiechnął się.

—W moich ubraniach ci do twarzy— puścił mi oczko, a ja mimo, że zareagowałam wewnętrznie, zewnętrznie jedynie przewróciłam oczami.

Położyłam się na łóżku i przymknęłam oczy. Po około 10 minutach do mnie dołączył. Przytulił się do mnie. Poczułam jego rozgrzany tors. Znowu spał w bokserkach ale nie przeszkadzało mi to. No, a komu przeszkadzałby przystojny półnagi facet przytulający cię do snu?

—Dobranoc, kochanie— szepnął, a ja nawet nie wiem kiedy pogrążyłam się we śnie.

Wszędzie panuje mrok. Pachnie stęchlizną. Moje serce bije jak oszalałe, a ja nie mogę się ruszyć. Znajduję się w jakimś domku. Jest środek nocy. Poczułam piekący ból w okolicy miednicy. Cholera. Moje nadgarstki krwawią od kajdanek. Moje ciało dygota z zimna, przerażenia. Boję się, że ktoś zaraz wejdzie przez te drzwi. Czarne, jakby wrota piekieł. Strasznie się ich boję. Zamykam oczy i próbuje krzyczeć, ale moje płuca jakby z cienkiego kartonu, nie są w stanie nabrać dokładnie powietrza. Zanoszę się płaczem. Nagle drzwi otwierają się z hukiem. Nie, nie, nie! Krzyczę kiedy ten ktoś zaczyna się do mnie dobierać. Zaczynam szlochać coraz głośniej. Wołam o pomoc, duszę się! Błagam o litość ale on rozpina spodnie.

—Kochanie... Obudź się. To tylko sen— szepnął uspokajająco i pogładził po włosach. Moje serce biło jak oszalałe, oddech był nierówny, a ciało trzęsło się jak galaretka. Po moich policzkach płynęły łzy.

—Był taki realny... —szepnęłam drżącym głosem. Nick starł kciukiem moje łzy i wskoczył do łóżka obok mnie i przytulił mnie. Zaczęłam się trochę uspokajać

—Już dobrze—pocałował mnie w czubek głowy. Cholera jasna.

—Gdzie byłeś? —zapytałam wsłuchując się w bicie jego serca. Przymknęłam oczy.

—Byłem dosłownie na chwilę u Pana Montenegro, ponieważ wrócił z Nowego Jorku, a gdy wróciłem... Krzyczałaś, żeby cię ktoś zostawił, błagałaś... Wystraszyłem się, że ktoś robi Ci krzywdę— powiedział, a ja zmęczona kiwnęłam głową.

—Dziękuję— odrzekłam oddychając głęboko, a kiedy ułożył się obok mnie, minęła chwila, a ja na powrót zasnęłam niemowlęcym snem.

Don't say anything [W TAKCIE KOREKTY]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz