"Swatka"

3.2K 112 19
                                    

Opis: Krótka historia o nieco zbyt pewnej siebie, niesfornej omedze.

***
Louis miał już dziewiętnaście lat, w świetle prawa był dorosły, a mimo to wciąż mieszkał z rodzicami i nie zanosiło się na to, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Cóż bądźmy szczerzy, Louis był bardzo niepokorną i nieposłuszną omegą, która zawsze, ale to zawsze dostaję to czego chce, no i oczywiście co noc ma nową alfę. Pewnego dnia jednak jego rodzice postanowili powiedzieć ich rozbrykanemu jedynakowi dość. A mianowicie postanowili skorzystać z jednego z praw watahy, które mówiło, że każda omega, która nie wyprowadziła się od rodziców i nie połączyła się z żadnym alfą całkowicie podlega rodzicom. Okrutne prawo, ale w przypadku takich niesfornych omeg jak Louis dość przydatne ( zwłaszcza, że rodzice Louisa nie chcieli dla niego źle, chcieli żeby ich syn założył swoją własną rodzinę).

***

Szatyn siedział na podłodze grając na konsoli i podjadając (jedyne słuszne) chipsy paprykowe.



- Gdzie byłeś w nocy? - usłyszał zza siebie głos swojej mamy, jednak nie odpowiedział zajęty graniem. - Zadałam ci pytanie - powiedziała po kilku minutach denerwującej ją ciszy i stanęła przed ekranem telewizora.

- A co ty książkę piszesz? - westchnął zrezygnowany szatyn, po czym dodał :- byłem u kolegi, wystarczy?

- U którego? Billa, Michaela, Nicka czy Jeffa?

- To chyba nie jest istotne.

Zdenerwowana kobieta wyrwała swojemu synowi pada i wyłączyła mu grę, co chłopak skomentował krzykiem:

- No i co zrobiłaś?! Właśnie miałem skopać im tyłki!!!

- Zaraz ja ci skopie tyłek - odpowiedziała mu chłodno, a chłopak jedynie przewrócił oczami.

- Co ja znowu zrobiłem?

- Jak tak dalej pójdzie to nigdy nie znajdziesz alfy, a my z ojcem wiecznie żyć nie będziemy.

- Ojej, znowu zaczynasz?

- Tak! Sam wiesz jak funkcjonuje wataha. Jeśli nie znajdziesz alfy to zginiesz.

- Może ja nie chcę mieć alfy?

- To twój obowiązek.

- Dlaczego was nigdy nie obchodzi czego ja tak właściwie chcę?!

- Nie tym tonem Louisie Williamie Tomlinsonie - do rozmowy włączył się ojciec chłopaka. Louis nie był już taki pewny siebie w jego obliczu.- Nie dość, że przynosisz wstyd naszemu nazwisku to jeszcze śmiesz podnosić głos na swoją matkę. Długo to odkładałem, ale widzę że nie mamy wyboru.

- Mamo? O co chodzi? - spytał niepewnie szatyn.

- Wybacz Lou, ale tata ma rację. Tak dłużej być nie może. Musisz w końcu znaleźć stałego partnera i założyć swoją rodzinę jak na dobrą omegę przystało - wyjaśniła mu jego mama.

- Co masz na myśli? - dopytywał.

- Jutro przyjdzie do ciebie Luna stada i zeswata cię z jakimś dobrym alfą.

One shots ~ L.SOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz