Rozdział 14

1.1K 75 50
                                        

Nie spałam pół nocy, bo rozmyślałam o spotkaniu, w które wkręcił mnie Dominik. Nie podobał mi się ten pomysł, ale pomyślałam o Kostku. Szczerze wątpiłam, aby chciał mnie zobaczyć, ale pewnie nie odpuściłby sobie spotkania z kumplami i wspólnego grania. Moja obecność przecież mogłaby pozostać niezauważona. Nigdy nie rzucałam się w oczy. Usiadłabym gdzieś z boku i milczała.

Czarek zadbałby o nastrój, Jacek rzuciłby w jego stronę kilka kąśliwych uwag, a Adrian i Dominik... Nie znałam ich osobiście, ale cała piątka na pewno miała o czym rozmawiać.

Najgorsza była myśl, że mógłby zrezygnować i nie przyjść. Nie było go w grze. Dominik twierdził, że z nim pogada, ale moja nadzieja gasła. Wiedziałam, że wina leżała po mojej stronie.

Nerwy ściskały mój żołądek. Chciałam się wyplątać z tego spotkania, ale za bardzo tęskniłam. Cokolwiek zrobiłam... Pragnęłam go tylko zobaczyć i upewnić się, że u niego wszystko gra. Tylko tyle.

***

Stałam przy lodówce, wykręcając sobie palce. Patrzyłam na rodziców i czekałam na dobry moment. Zdążyli zjeść, wypić kawę, a ja wciąż nie wydusiłam z siebie słowa. Tata podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się ciepło.

– Nie czuję się zbyt komfortowo, gdy tak stoisz – rzucił rozbawiony. – Chyba nie masz nam za złe, że zjedliśmy ciasto od cioci Józi? Dalej nie lubisz słodyczy, prawda? – upewniał się.

Pokiwałam energicznie głową, a potem ciężko westchnęłam.

– Co się dzieje? – zapytała mama, patrząc na mnie z ukosa.

– Bo... – umilkłam, nerwowym ruchem zakładając włosy za ucho. – Bo rozmawiałam ze znajomymi, znaczy się... z kolegami i... – Przerwałam, żeby nabrać powietrza. – I może mogliby do mnie, w sensie... do nas... wpaść? – wydukałam, robiąc się cała czerwona na twarzy.

Rodzice spojrzeli po sobie, żeby za chwilę uważnie mi się przyjrzeć.

– Koledzy? – spytali równocześnie, będąc chyba w lekkim szoku.

– Gram z nimi w tę grę, w którą wkręcił mnie Paweł – odpowiedziałam szybko.

– Kostek też będzie? – Mama popatrzyła na mnie wymownie. – I rozumiem, że mamy na ten czas wyjść z domu?

Otworzyłam szeroko oczy.

– Nie, ja nie każę wam...

– Już się tak nie gorączkuj – powiedział tata z szerokim uśmiechem. – Jesteśmy za starzy na posiadówki z młodzieżą. – Machnął niedbale ręką. – I nie odpowiadam za siebie, pewnie zwróciłbym im uwagę na fizykę w grze... To naprawdę oburzające, że tyle osób w to gra i tak niewielu cokolwiek zauważa!

Mama położyła dłoń na ramieniu taty i roześmiała się cicho.

– Już, już! – mruknęła. – To tylko gry. – Przeniosła na mnie wzrok. – Tak, twoi koledzy mogą tu wpaść. – Jej usta rozciągnęły się w szerokim, szczerym uśmiechu. – Spokojnie, pojedziemy wtedy gdzieś... Może do cioci Józi? – spytała, patrząc jednoznacznie na tatę.

– O tak! Skończyło nam się ciasto, a moja siostra robi najlepsze wypieki na świecie!

– Może w sobotę przyjadą, co? – zaproponowała mama. – Będziemy mogli zostać u Józi do niedzieli, bo znając szwagra taty... Nie skończy się na popołudniowej herbatce.

Tata rzucił mamie pochmurne spojrzenie, ale ona niczym się nie przejęła i parsknęła śmiechem.

– Czyli nie macie nic przeciwko? – zapytałam zaskoczona.

Perseida [ZAKOŃCZONE]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz