Sen

971 47 0
                                    

CLARA

Minął miesiąc odkąd Rebekah wyjechała. Od tamtego czasu nie odzywała się do nikogo, cieszyła się wolnością. Tak jak jej obiecałam, opiekowałam się Hayely. Dwa razy w tygodniu jeździłam na bagna spotkać się z wilczycą. Rzadko przychodziłam do rezydencji ze względu na Genevive ale i również sytuację jaka się zdarzyła.

Dzisiaj jest właśnie taki dzień, kiedy zawożę wilkołakom produkty by mogli zrobić sobie ucztę. Podjeżdżam samochodem pod dobrze znany mi dom i wysiadam z niego. Wilkołaki po kolei wychodzą z domu

- Hej.- usłyszałam głos Jacksona

- Hej, przywiozłam zakupy.- powiedziałam otwierając bagażnik. Mężczyźni zaczęli zabierać jedzenie dziękując przy okazji

- Dzięki, jesteś wielkim wsparciem dla nas.- podziękowała Hayley

- Nie ma sprawy. To, że trzymam z wampirami, nie znaczy, że nie znoszę wilkołaków. Po za tym, to twoja rodzina.- odparłam

- Kupiłaś żeberka? Będzie wielka uczta.- stwierdził Oliver biorąc towar 

- Żebyś wiedział.- odpowiedziałam mu.- A jak tam u was, Wszystko w porządku? Wampiry nie rozrabiają?- zapytałam 

- Jest cicho i spokojnie. Jak dla mnie za.- odpowiedział Jackson

- To dobrze. W razie czego, utemperuje ich.- stwierdziłam i zaśmialiśmy się

- Zostaniesz?- zapytała Hayely

- Nie, muszę już lecieć. Klaus i Elijah chcieli jeszcze pogadać. Może następnym razem.- powiedziałam przytulając wilczycę co oddała

- Do zobaczenia.- powiedziała. Zamknęłam bagażnik i wsiadłam do auta odjeżdżając z bagien. Wróciłam do domu gdzie nie zdążyłam odpocząć ponieważ usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam drzwi, a przede mną stali bracia Mikaelson

- Elijah. Klaus. Nie spodziewałam się was tak szybko.- zaczęłam

- Możemy wejść?- zapytał

- Proszę.- powiedziałam wpuszczając ich do środka. Klaus rozsiadł się w salonie w jednym z foteli, a Elijah stanął przy bracie.- O co chodzi?- zapytałam ponownie

- Chcielibyśmy abyś nam pomogła.- zaczął Elijah

- W jakim celu? Jeśli chodzi o zaklęcie, macie od tego Genevive. Nie jestem potrzebna.- stwierdziłam

- Elijah planuje wyprawić przyjęcie i chcemy byś na nie przyszła.- zaczął Klaus

- Przyjęcie? Wy tak poważnie z tym paktem?- zapytałam

- Naturalnie. Od wielu lat, nasze gatunki nie miały najlepszych kontaktów, pora to zmienić.- wyjaśnił Elijah

- Przykro mi ale muszę odmówić.- odparłam

- Czemu, kochana?- zapytał Klaus

- Nie należę do wspólnoty tutejszych czarownic, a wrogiem waszym nie jestem.- stwierdziłam 

- Ale musisz się na nim pojawić!- powiedział zły

- Nic nie muszę, Klaus. To mnie nie dotyczy. Nie jestem ani wampirem, ani wilkołakiem, ani człowiekiem. Tutejsze czarownicy zabiłyby mnie gdyby tylko mnie ujrzały.- powiedziałam szczerze

- Za co ciebie tak nienawidzą?- zapytał Elijah jak zawsze spokojnie

- Skąd mam wiedzieć. Może dlatego, że trzymam z wampirami? Albo, że jestem silniejsza? Nie wiem. Odkąd się tu wprowadziłam, były wrogo do mnie nastawione.- odpowiedziałam

- Tak czy inaczej liczę, że zdanie zmienisz.- powiedział Klaus kładąc zaproszenie na stoliku po czym obaj zniknęli. 

Późnym wieczorem kiedy planowałam się kłaść, usłyszałam hałas dochodzący z dołu. Zeszłam powoli na dół myśląc, że to włamywacz. Hałas dochodził z salonu, do którego się udałam. Na miejscu jednak zamiast niego, zastałam Klausa

- Co robisz tutaj o tak późnej godzinie?- zapytałam 

- Nie przyszłaś.- odparł

- Mówiłam, że nie przyjdę. Nie jestem wrogiem ani twoim, ani twojej rodziny.- odpowiedziałam

- Mam jedno pytanie. Marcel opowiadał mi, że to ty tworzysz pierścienie słońca dla jego wampirów.- zaczął

- Tworzyłam zanim nie przyjechałeś do miasta.- poprawiłam go

- Jest taka możliwość żeby stworzyć pierścienie ale chroniące przed pełnią?- zapytał ignorując moją zaczepkę

- Tak, ale to skomplikowane. Czemu pytasz?- zapytałam

- Planuje nawiązać sojusz z wilkołakami. Moim prezentem chciałbym by był pierścień chroniący przed pełnią.- wyjaśnił

- Czekaj! Czy ty chcesz żebym ja go dla ciebie zrobiła?- zapytałam zdziwiona

- Z pomocą Genevive.- dodał

- Mowy nie ma. Nie będę z nią współpracować. Nie ufam jej i na twoim miejscu również bym jej nie ufała.- powiedziałam

- Przemyśl propozycję. W ten sposób mogłabyś odbudować relacje z czarownicami Nowego Orleanu.- zaproponował

- Jakoś przez 8 lat nie były chętne. Pierścienie mogę zrobić, ale nie z nią. Dobranoc.- powiedziałam i ruszyłam schodami na górę. Położyłam się spać

Otworzyłam oczy i ujrzałam, że jestem w lesie. Leżałam na ściółce leśnej, a na sobie miałam białą sukienkę, podobną do tej, w której znaleziono mnie w Mystic Falls, 8 lat temu. Podniosłam się na nogi i rozejrzałam dookoła. Brak jakiejkolwiek żywej duszy. Wtedy usłyszałam śmiech dochodzący za mną. Odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam wysokiego blondyna o długich lekko kręconych włosach. Nie widziałam twarzy, lecz jego ubiór był dziwny. Ujrzałam również małą dziewczynkę. Miała ona również blond włosy i niebieskie oczy. Mogła mieć ok.5 lat jak nie więcej. A najdziwniejsze jest to, że tą dziewczynką...jestem ja!

- Znajdę cię, Clara!- krzyczał mężczyzna do dziewczynki śmiejąc się. Mała ja byłam ukryta za drzewem lecz szybko zostałam odnaleziona przez mężczyznę.- Mam cię!- krzyknął biorąc małą mnie na ręce i okręcając dookoła. Mała ja wesoło krzyczałam i trzymałam się szyi mężczyzny.- Gdziekolwiek nie będziesz, zawsze cię znajdę.- powiedział całując moje policzki

- Nawet na końcu świata?- zapytałam 

- Nawet i dalej.- odpowiedział





Amnesia *The Originals*Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz