Dłonie zaczęły trząść mu się nie zwykle mocno. Pomyśleć by można, że chłopak dostał jakiegoś poważnego napadu. Musiał przytrzymać się kanapy gdyż poczuł jak nogi się pod nim uginają. Zrobiły się miękkie i wiotkie niczym stworzone z waty. Delikatnej puszystej tkaniny miękkiej niczym obłoki płynące po niebie. Pomieszczenie zdawało mu się kurczyć. Lee czuł jak brakuje mu powietrza. Jak płuca blokują dopływ tlenu. Wiedział, że sam nie poradzi sobie z YongJae.
-Lee Jooheon! Ty kompletny baranie! Masz pojęcie co teraz się rozpęta!? – siwo włosy facet podniósł się gwałtownie z krzesła obrotowego i uderzył ciężką książką o biurko. Na ciemnej okładce widniał pogrubiony napis „Kodeks prawny". Młody chłopak stał z głową spuszczoną ku dołowi. Mimo tego nie czuł się głupio, a tym bardziej nie miał wyrzutów sumienia. Łapanie przestępców to była właśnie jego praca. Czy jego winą było, że jeden z oskarżonych miał wpływy? Oczywiście, że nie. Jedyny powód dla którego chłopak mógł czuć się głupio to decyzja, którą podjął.
-Gdzie do cholery jasnej podział się twój rozum!? – mężczyzna w siwiźnie szybkim, zamaszystym ruchem zwalił rzeczy z biurka, po czym podparł się pod boki. –Nie rozumiesz, że Park YongJae ma wpływy! Może zdmuchnąć nas przez ten incydent z powierzchni ziemi!? Wiesz co on ma czego my nie posiadamy? Pieniądze, ma górę pieniędzy! Może przekupić sąd, świadków i wszystkich dookoła by osiągnąć to czego chcę!
Jooheon podniósł głowę i spojrzał na swojego przełożonego z dostrzegalnym gniewem. Czuł jakby ktoś uderzył w jego słaby punkt. Po co uczył się tyle by zostać policjantem skoro w momencie gdy wykonuje swoje zadanie dostaje bury. Jak pies który zrobił coś okropnie złego. Mniemaniem Lee było to niezwykle niesprawiedliwe. Chłopak nie odezwał się jednak słowem. Położył na biurko służbową broń i odznakę. Siwy mężczyzna wydawał się być w totalnym szoku. Co się właściwie stało?
-Yah! Jooheon! Yah! Dokąd się wybierasz ty szalony psie!? – chłopak nie słuchał jednak wrzasków przełożonego. Wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Czuł złość będąc jednocześnie niesamowicie zawiedzionym.
-Honey! Jooheon! – Lee westchnął przeciągle zatrzymując się. Wiedział, że ta rozmowa będzie nieunikniona. Nie mógł wiecznie uciekać przed swoim aktualnym chłopakiem. Po prostu nie mógł, czuł że to co robi jest niewłaściwe i musi to zakończyć. – Co się dzieje? Zachowujesz się dziwnie już od trzech miesięcy. Odpychasz mnie od siebie, nie widujemy się już ze sobą, a teraz rzucasz pracę? Co jest?
-Sohn HyunWoo ..- Jooheon nawet nie spojrzał swojemu chłopakowi w oczy, wiedział, że zaboli to Shownu bardziej niż jego. – Zerwijmy. Poznałem kogoś i-i naprawdę go pokochałem.
-C-co? Co ty do mnie mówisz? – Shownu musiał podeprzeć się ściany. Tak właśnie wyglądał koniec życia? Bo Sohn'owi zdawało się że umiera. To był szok.
-Żegnaj HyunWoo. – i wyszedł zostawiając szefa ociekającego śliną, i chłopaka dla którego był wszystkim, którego niegdyś kochał. Kochał gdyby nie ChangKyun.
Chłopak odetchnął głęboko, po czym nie zastanawiając się długo chwycił kluczyki i pobiegł w stronę swojego samochodu. Przekręcił kluczyk w stacyjce i rozpoczął chaotyczną próbę wykonania połączenia.
-„Abonent tymczasowo niedostępny".
Powtarzane co rusz przy wykonywaniu połączenia denerwowało chłopaka, dając mu jednocześnie nadzieję. Numer od półtora roku był taki sam. Chłopak zaczął powtarzać prośbę jak mantę by miejsce zamieszkania też zostało niezmienione. Przecież nie może przeszukać całej Korei by do niego dotrzeć. Lee Jooheon nie miał czasu i zdawał sobie z tego sprawę. Skręcił gwałtownie na światłach o mało co nie powodując wypadku. Gnał jak na złamanie karku, ale właściwie to mogą złamać kark. Nie jemu, ale ChangKyun'owi już i owszem.
Gwałtownie zatrzymał się przed dobrze mu znanym blokiem. Mimo, że naglił go czas bał się. Cholernie bał się zobaczyć go po półtora roku. Lee uderzy z całej siły w kierownicę i wysiadł z samochodu trzaskając drzwiami. Miał cholernie wiele do stracenia. Stojąc pod drzwiami z ciemnego drewna westchnął. Zapukał w drewno, a dookoła rozniósł się głośny dźwięk. Drzwi zostały po chwili otwarte przez wysokiego chłopaka. Czarna grzywka całkowicie zasłoniła zszokowanemu chłopakowi oczy.
-Pomóż mi HyunWoo.
CZYTASZ
Find You || Jookyun
FanfictionLee JooHeon nie umie pogodzić się z zaginięciem swojego chłopaka. Gdy rodzina Im Changkyun'a uznała go za martwego, JooHeon nie zgadza się z dziwnym i nagłym zaginięciem, postanawia nie przestać go szukać. ~Kiedy wreszcie cie znalazłem - Straciłe...
