Rozdział 4

19 1 0
                                        

Lee ruszył w jedyne znane mu miejsce w całym podziemnym świecie gangów, mafiozów i innych niegrzecznych ludzi którzy chyba za dużo naoglądali się Jackie Chan'a. Chłopak nawet nie myślał by wziąć ze sobą swojego samochodu, był zbyt zdenerwowany. Zapomniał, że takowy posiada. Przypomni sobie z pewnością gdy będzie chciał wrócić do domu. Zawinił. Lee pierdolony Jooheon wiedział, że zawinił. Miał świadomość jak bardzo skrzywdził HyunWoo jednak w głębi niego była iskierka nadziei, że starszy mu pomoże. Przez cały czas odkąt się poznali byli dla siebie jak bracia, a potem cóż...od zawsze byli ze sobą bliżej niż ktokolwiek inny. Chłopak włożył przemarznięte dłonie do kieszeni cienkiej bluzy. Z całej siły kopnął kamień walający mu się pod nogami, który potoczył się spory kawałek dalej. Chłopak zarzucił kaptur na głowę i ruszył w boczną uliczkę znajdującą się niedaleko „Fallen". Świecący szyld klubu zachęcał do siebie każdą ciekawską i potrzebującą rozrywki osobę. To tam jednak odbywały się spotkania jednego z groźniejszych gangów na którego czele stał Park YongJae i odbywają się po dziś dzień. Lee ruszył pewnym krokiem do wejścia, dwie silne ręce zatrzymały go przed wejściem pchając chłopaka w tył. Przez gwałtowny ruch zatoczył się lekko cofając.

-Wejściówka. – rzucił ochrypłym głosem ochroniarz, a Jooheon spojrzał na niego spot byka.

-Od kiedy potrzebna jest wejściówka, żeby wejść do klubu? – zapytał zdezorientowanym głosem mimo tego, że doskonale wiedział od kiedy. Wejściówka potrzebna jest w momencie przetargowym, a to oznaczało by że aktualnie na terenie klubu odbywa się nielegalny handel narkotykami, albo i żywym towarem. Co kto woli.

-Spadaj mały. – żachnął się ochroniarz, wymachując dłonią jakby chciał się pozbyć natrętnego robactwa. – Nie mam czasu na użeranie się z dziećmi. Wytrzyj mleko spod nosem zdobądź wejściówkę i wróć.

Jooheon zaśmiał się w duchu, a na chuj mu wejściówka? Nazywa się Lee, chyba nikt nie podejrzewał by, że jest na tyle głupi by wejść przez główne drzwi. Chłopak westchnął teatralnie i ruszył żwawym krokiem w stronę tylnego wejścia, jednak wiedział, ze ono też było okupywane przez ogromnych owłosionych goryli. Rozejrzał się szukając innego wejścia do klubu i przeklną cicho kiedy jedynym jego wejściem okazało się okno na pierwszym piętrze. Chłopak sprawnie odbił się od ziemi wskakując na wielki kontener. Echem odbiło się uderzenie, klapy która pod ciężarem chłopaka załamała się i Lee wpadł w śmiecie.

-No chyba kurwa nie. – przeklną głośno po czym wydostał się z pojemnika na odpady. Stając na jego krawędziach podskoczył i bez trudu złapał się parapetu. Podciągnął się na dłoniach i bez żadnych niespodzianek wszedł do środka przez uchylone okno. Nie fatygował się nawet z zamknięciem go. Ruszył do wyjścia z pomieszczania nieco zażenowany swoją wtopą w śmietniku. Cieszył się jednak, że nikt go nie widział. Lee Jooheon nie był jednak świadomy, że przez cały czas przyglądała mu się pewna urocza osóbka siedząca ukryta w cieniu na pobliskim dachu, która biła się sama ze sobą by nie zaśmiać się zbyt głośno.

***

Jooheon był niezwykle zdumiony, że udało mu się dotrzeć tak daleko bez zatrzymania przez kogokolwiek, ochronę to mieli tutaj tragiczną. Zatrzymał się łapiąc za barierki wychylił lekko głowę słysząc głośne sprzeciwy. Tak jak myślał w klubie odbywał się właśnie przekaz narkotyków, jednak chłopaka to w zupełności nie obchodziło. Nie po to tutaj przyszedł z resztą nie był już policjantem. Jedyny powód jego obecności tutaj siedział właśnie na skurzanej kanapie i w spokoju sączył whisky. Brunet napiął wszystkie mięśnie. Miał niewyobrażalną ochotę przeskoczyć przez barierkę i zatłuc mniemaniem Lee, śmiecia jakim był Park. Nadużywanie swojej władzy dzięki pieniądzom było czymś nie pojętym dla Jooheon'a. Sam chłopak nigdy nie był takim typem człowieka. Wychylił się ciut za bardzo, co było jego pierwszym błędem tej nocy.

Park YongJae uśmiechnął się pod nosem ujrzawszy sylwetkę chłopaka w połyskujących kafelkach.

-Ach kompletnie cię nie wychowali! – zaśmiał się pod nosem, a rozmowy kompletnie ucichły. –Nie przywitasz się ze starymi znajomymi Lee Jooheon!?

Brunet cofnął się przeklinając pod nosem własną ciekawość, zaczął się powoli kierować się w stronę z której przyszedł.

-Już wychodzisz? Kompletnie niewychowany. – pociągnął łyka alkoholu słysząc trzaśnięcie drzwiami. –Macie go do mnie przyprowadzić. Ma być żywy.

-Panie Park, to policjant nie mamy jak...

-Powiedziałem żywy, nie w całości. – westchnął z głupoty własnych ludzi z kim on kurwa pracuje? – Myślę, że kulka lub dwie nie zaszkodzą. Zabawcie się.

Lee Jooheon wiedział, że ma przejebane w momencie kiedy usłyszał zbliżające się do niego kroki i coraz głośniejsze krzyki. Gonili go. Mieli broń i amunicję a jedyne co posiadał Lee to wolę walki. Biegł tak długo dopóki nie skręcił w prawo wbiegając w ślepą uliczkę. Odwrócił się gwałtownie patrząc w oczy osoby która mierzyła do niego z broni. Teraz to dopiero Lee miał przejebane.

Find You || JookyunOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz